Moje zdobycze z duszą – cz. 11

Moje zdobycze z duszą – cz. 11

Dzień dobry w nowym roku! dzisiaj, na rozgrzewkę po przerwie świątecznej, zapraszam do wpisu z Waszej ulubionej serii na blogu, jeśli wierzyć statystykom. Będzie to kolejna porcja moich zdobyczy z duszą. Ostatnio pokazywałam Wam raczej starsze zakupy, ale dzisiaj same nowości. Oczywiście wszystkie „ze staroci”. Zaczynamy.

Porcelanowe filiżanki z niebieskim motywem

Jeśli tak jak ja jesteście fanami znajdywania rzeczy z duszą wśród staroci, lepiej nie zaglądajcie do niedawno dodanej sekcji domowej na Vinted.pl. Bo tak samo jak ja przepadniecie tam. To, że za pomocą jednego czy dwóch kliknięć można wyszukać i kupić tam prawie wszystko to przekleństwo i błogosławieństwo jednocześnie. Wiem, że kupowanie rzeczy vintage, staroci czy w ogóle rzeczy z drugiej ręki to nic nowego, ale na Vinted moim zdaniem wyszukiwanie jest najprostsze, a poza tym mam już tam zgromadzone środki ze sprzedaży swoich rzeczy więc mam poczucie „niewydawania pieniędzy”. Dlatego staram się omijać dział domowy.

Te filiżanki wyświetliły mi się w proponowanych i od razu się w nich zakochałam. Wcale nie kosztowały tak mało, bo 70zł, ale po prostu mnie zauroczyły. Są trochę mniejsze niż wydawało mi się po zdjęciach, ale też bardziej filigranowe, z cieńszej i delikatniejszej porcelany. Może stąd ta cena. To też jest przestroga na przyszłość, żeby nie wierzyć do końca zdjęciom i jednak pytać o wymiary. Jest to produkcja bawarska i sądząc po koncie sprzedającej, pani ta sprowadza i sprzedaje rzeczy używane z Niemiec. Filiżanki bardzo lubię, idealnie też wkomponowują się w resztę mojej zastawy w biało-niebieskich motywach.

Sądząc po kształcie, są to filiżanki do herbaty (te do kawy mają smuklejszą formę, o podobnej średnicy na całej wysokości). Ja piję w nich jednak wszystko – od zielonej herbaty, przez kawę po kakao, bo kto by się tam przejmował takimi zasadami 😉

Filiżanki wybrałam sobie na prezent mikołajkowy od mamy, którą też zaraziłam miłością do Vinted 😉

Szklane puzderko

To szklane puzderko przywieźliśmy sobie ostatnio z Pragi (tej w Czechach). Codziennie, wracając do hotelu, mijaliśmy po drodze vintage shop oraz sklep ze starociami do domu, aż ostatniego dnia z ciekawości zajrzeliśmy do obu. I z obu coś przywieźliśmy 😉

Sklep ze starociami nie był żadnym fancy miejscem dla turystów, a zwykłym, niezbyt czystym i schludnym sklepem ze starociami mieszczącym się w piwnicy i ogrzewanym starą kozą, no miał klimat, to na pewno. Prowadził go starszy pan, z którym z powodzeniem dogadywaliśmy się i targowaliśmy, każdy w swoim języku 😉 W ogóle, będąc za granicą, pierwszy raz miałam taka sytuację, że łatwiej się było dogadać po polsku niż po angielsku, ciekawe doświadczenie.

Ale wracając do puzderka, w sklepie było wiele śmieci, ale też wiele pięknych rzeczy. Pan ewidentnie znał się na rzeczy, bo te piekne miały też odpowiednie ceny. Było też jednak sporo niebezpiecznych rzeczy, narzędzi i szkła oraz ta nieszczęsna koza, a że byliśmy z nasza ruchliwą dwulatką, musieliśmy się stamtąd szybko wynieść. Oboje, choć każdy osobno, wypatrzyliśmy na dalekiej półce to szklane pudełko przypominające kryształ i targując się nieco, kupiliśmy je szybko na pamiątkę z super wyjazdu. Zapłaciliśmy za nie ok. 50zł, więc nie mało, ale uważam, że jest tyle warte. Jest w idealnym stanie, a w świetle naturalnym pięknie lśni i błyszczy. Na razie trzymamy w nim poświąteczne zapasy cukierków, jest dość spore więc trochę ich tam się mieści. Jest to bardzo uniwersalna rzeczy i może zmieniać przeznaczenie, zależnie od potrzeb.

Porcelanowe i drewniane drobiazgi do domku dla lalek

Większość tych drobiazgów również wypatrzyłam w tym sklepie ze starociami w Pradze, kosztowały jakieś grosze, a są tak piękne, że nie mogłam ich sobie odmówić, choć teoretycznie są do domku dla lalek. Na razie jednak córeczka nie bawi się nimi, bo jest za mała. Nie wszystkie są w idealnym stanie, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Ubytki uzupełniłam lakierami do paznokci. Mają służyć do zabawy i biorę to na klatę, że mogą się zniszczyć. Kocham takie drobiazgi, zwłaszcza jeśli nie są z plastiku, doceniam tę pracę włożoną w ich zrobienie, a takie rzeczy nowe kosztują bardzo dużo.

Jedwabna marynarka w kratkę

To obecnie moja ulubiona rzecz w szafie i jedna z piękniejszych. Marynarkę znalazłam we wspomnianym wcześniej vintage shopie w Pradze. Od razu wpadła mi w oko, a po przymierzeniu wiedziałam, że będzie moja, jeszcze zanim sprawdziłam skład i cenę. Jest pięknie odszyta, ma idealny, lekko oversize’owy, ale nie za bardzo, krój. I jak powiedziała moja koleżanka – jej kolory idealnie współgrają z moim typem urody, z czym się zgadzam. Poza tym jest niesamowicie wygodna, nawet pod zimowym płaszczem. A do tej pory właśnie z tego powodu nie nosiłam marynarek zimą. Zbyt mnie uwierały pod okryciem wierzchnim.

Jakie było moje zdziwienie jak okazało się, że tego dnia wszystko jest przecenione o 50%. Tak więc wyszłam ze sklepu, z piękną, ponadczasową marynarką wykonana w 100% z jedwabiu (z podszewką z wiskozy, więc też super). Miałam okazję już kilka razy ją założyć i wiem, że będę nosiła jeszcze częściej. Nie mogę doczekać się wiosny, aż założę ją bez niczego na wierzchu.

Kamienna figurka Nefertiti

Wiem, że to trochę kicz, ale ja czasami lubię rzeczy trochę kiczowate 😉 Podobną figurkę przywiozłam mamie z wycieczki do Egiptu (tak, wiem, oryginalne popiersie Nefertiti nawet nie znajduje się w Egipcie a w Neues Museum na Wyspie Muzeów w Berlinie – sama widziałam). Moja mama swego czasu była zafascynowana kulturą starożytnego Egiptu (ja kiedyś też), razem zresztą oglądałyśmy zbiory w muzeach w Berlinie, stąd ten prezent. Jednak zawsze żałowałam, że sama sobie nie przywiozłam takiej pamiątki, a pewnie do Egiptu prędko nie wrócę. Aż tu, przeszukując Vinted (oczywiście) z hasłem „marmur” (szukałam marmurowej tacy lub czegoś podobnego) natrafiłam na tę figurkę za… 20 zł. Mimo wszystko wahałam się nad zakupem kilka tygodni, jednak ostatecznie kupiłam ją, a pni sprzedająca jeszcze mi upuściła cenę do 18zł. Myślę, że w Egipcie kosztowałaby dużo więcej. A może dla tej pani to był nieudany prezent od kogoś? Cóż, sytuacja win-win. Mimo wszystko bardzo się cieszę z tego zakupu, i choć nie przywiozłam figurki z Egiptu, i tak przypomina mi te wspaniałości oglądane w Muzeum Egipskim w Kairze i na terenie kompleksu piramid w Gizie.

Naszyjnik vintage

Naszyjnik kupiłam na targach vintage i dizajnu, na które zupełnym przypadkiem trafiłam kiedyś będąc na jednodniowej wycieczce w Rzeszowie. Oglądając z zewnątrz dawną synagogę, okazało się, że w środku akurat trwają targi, a że kocham takie wydarzenia, nie mogłam im się oprzeć. Było tam wiele wspaniałych rzeczy, przemili wystawcy, pasjonaci, tak jak ja, z którymi można godzinami rozmawiać, a do tego w tle można było za darmo obejrzeć wystawę sztuki współczesnej. Wyszłam stamtąd na szczęście tylko z dwoma zdobyczami – bo jednak moje mieszkanie nie jest z gumy. Jedną podzielę się w następnym wpisie, bo jest to współczesne rękodzieło, a nie rzecz stara. A druga to właśnie ten naszyjnik, właściwie choker, bo jest krótki i nosi się go przy szyi. Ma wężową formę i jest dość konkretny, ciężki, z pewnością zwraca uwagę. Kosztował 40zł, więc ani dużo, ani mało.

Nie noszę go na co dzień, bo jednak ma dość konkretny styl, ale właśnie raz czasem, jak najdzie mnie ochota na coś bardziej strojnego, albo na większe wyjścia.

Drewniany domek dla lalek

Ten domek to jest w ogóle hit. Zrobił do własnoręcznie pradziadek (niestety już nieżyjący) mojej córeczki dla swojej wnuczki, czyli siostry mojego męża, ze wzoru umieszczonego bodajże w Burdzie. Czy ktoś jeszcze kojarzy te czasopisma? Nawet nie wiedziałam, że tam były takie pomysły, wydawało mi się, że raczej wykroje do ubrań. W każdym razie domek przeleżał te 20 lat na strychu, czekając na kolejne dziecko w rodzinie. A teraz bawi się nim kolejne pokolenie, czyli moja córeczka, po starannym odnowieniu i odmalowaniu przez dziadzia. Babcia uszyła firaneczki, ja dołożyłam światełka. W środku są prawdziwe wykładziny i mebelki sprzed 20 lat, po cioci, na razie plastikowe, ale powoli zbieram kolekcję z naturalnych materiałów. Też kiedyś miałam domek dla lalek, jednak z plastiku i kartonu, nie wytrzymał nawet mojej zabawy, choć nie niszczyłam za bardzo rzeczy. Jednak co naturalne materiały, to naturalne materiały. A do tego taka historia. To jest z pewnością przedmiot z duszą. Dlatego cieszę się, że moje dziecko naprawdę lubi się nim bawić.

To wszystko na dzisiaj. Jak widzicie, trochę rozszerzyłam zakres przedmiotów opisywanych w tej serii o rzeczy, które dostaliśmy ale także szczególne zdobycze vintage z ubrań czy dodatków. Bo oprócz tego, co niezbędne, większość rzeczy staram się kupować, jeśli mogę, z drugiej ręki, aby nie przykładać się do nadmiernej produkcji. I do tego też zachęcam, bo jak widzicie, naprawdę można upolować perełki! A jak tam ostatnio Wasze zakupy? Czy coś ciekawego trafiło w Wasze ręce? A może staracie się ograniczyć kupowanie w ogóle? Wiem, że jest teraz wiele wyzwań mających taki właśnie cel, zwłaszcza na początku roku, ja jednak nie umiem tak całkiem zaprzestać zakupów, choć się staram. Dajcie znać w komentarzach. Pozdrawiam cieplutko i do następnego!

K.

Moje poprzednie wpisy o zdobyczach z duszą:

Oraz lista innych wpisów ze zdjęciami mojego mieszkania:

Oraz lista innych wpisów ze zdjęciami mojego mieszkania:

2 wypowiedzi na temat “Moje zdobycze z duszą – cz. 11

  1. Te drobiazgi do domu dla lalek zdarza się, że kosztują krocie. Ludzie często takich rzeczy poszukują na grupach ze starociami. Myślę, że mogłabyś to odsprzedać za o wiele więcej, niż to zdobyłaś, gdybyś tylko chciała. Poza tym jestem zachwycona tym naszyjnikiem! Wygląda jak wyjęty z jakiegoś starego, pięknego filmu :).

  2. Te przepiękne filiżanki przypominają mi ceramikę z Bolesławca, którą uwielbiam. Prezentują się bardzo ładnie. Aż żal mi byłoby z nich pić, że je uszkodzę. Naprawdę świetne zdobycze! Dzięki nim wnętrze nabiera duszy. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.