Moje zdobycze z duszą – cz. 9

Moje zdobycze z duszą – cz. 9

Dzień dobry! Dzisiaj zapraszam na kolejną odsłonę serii „moje zdobycze z duszą”. Jeśli nie wiecie, o co chodzi to jest to seria, w której pokazuję, jakie w ostatnim czasie udało mi się upolować rzeczy do domu z drugiej ręki, bo w dużej mierze tak urządzam swoje mieszkanie. Często są to unikatowe perełki za grosze z pchlich targów lub wręcz za darmo, bo i na śmietnikach udało mi się znaleźć super przedmioty. Jeśli więc szukacie inspiracji do znalezienia czegoś oryginalnego do swoich wnętrza, zapraszam do wpisu (i do ośmiu poprzednich).

W ostatnich wpisach z tej serii mówiłam, że na razie więcej zakupów do domu nie planuję, jednak plany sobie a rzeczywistość sobie 😉Kilka „nowości” mi przybyło, jednak dla usprawiedliwienia, część z nich to prezenty, a część rzeczywiście była mi potrzebna. Trzy rzeczy faktycznie kupiłam i to dość spontanicznie, więc nie jest tak źle. I są to przedmioty, które znalazły się u mnie w przeciągu ostatniego pół roku.

Ozdobne talerze z Włocławka

Zacznijmy od prezentów. Moja rodzina i znajomi wiedzą, że lubię przedmioty z duszą. Często więc, mając w ręce coś ciekawego lub pozbywając się czegoś, najpierw pytają mnie, czy nie chciałabym się dana rzeczą zaopiekować. W ten oto sposób dostałam właśnie poniższe wspaniałe prezenty. Pierwszym z nich jest wprost wspaniała kolekcja fajansowych talerzy ozdobnych z Włocławka. Talerze są ręcznie malowane i nawet te z teoretycznie tym samym wzorem, delikatnie różnią się. Ale to tylko dodaje im uroku. Z tyłu każdy talerz jest podpisany przez osobą malującą go, co pozwala naprawdę dostrzec trudną pracę tych osób. Podobnie jest zresztą z ceramiką z Bolesławca.

Część talerzy jest w kompletach po dwa, niektóre są zupełnie unikatowe. Część jest płytka, część głęboka, część tylko w odcieniach niebieskiego, inne brązu a jeszcze inne kolorowe. Nie wszystkie są w stanie idealnym – dwa czy trzy mają nadkruszone brzegi, a jeden jest pęknięty. Myślę, że na odpowiedniej powierzchni mogłyby się pięknie prezentować w całości. Ja jednak niestety nie mam takiej powierzchni ściany do wyeksponowania – no chyba, że pozbyłabym się mojej kolekcji pamiątek z podróży z kuchni, ale to na pewno prędko nie nastąpi – więc na razie zawiesiliśmy jeden w kuchni, taki, który najbardziej będzie do niej pasował, czyli ten w kolorach niebieskich. Może kiedyś, kiedy już zamieszkam w moim wymarzonym mieszkaniu w kamienicy, będę mogła wyeksponować je wszystkie. A może, jeśli długo nie będzie się na to zanosiło, sprzedam kolekcję. Zobaczymy.

Na razie bardzo się nią cieszę, tym bardziej, że niedawno widziałam podobną na wystawie designu polskiego w muzeum narodowym w Krakowie.

Świecznik mosiężny

Stary świecznik mosiężny to drugi prezent, jaki dostałam od cioci (dziękuję! 😊). Wymaga trochę czułości – można by go lepiej odczyścić i naprostować, bo jest trochę przekrzywiony, ale nie jest to nic pilnego. Poza tym i tak nam się podoba taki, jaki jest. Jest to taki klasyczny świecznik z bolcami na dwie grubsze świece. Te, które nałożyłam teraz, są trochę za duże i cała podstawa się chowa, ale i tak moim zdaniem ładnie to wygląda w całości. Świecznik idealnie pasuje stylem do mojego salonu. Obecnie stoi na stole na tacy razem z wazonem i stojakiem na serwetki w złotym kolorze. Uważam, że wszystko razem bardzo dobrze i spójnie się komponuje.

Ostatnio mogliście go również zauważyć na jednym z balkonów, gdzie również idealnie wpasował się w dekoracje parapetu złożoną głównie z terakotowych donic z roślinami.

Kamienny moździerz

Kamienny moździerz to coś, czego potrzebowaliśmy od dawna, ale widząc je w sklepie, stwierdzaliśmy, że jednak takie moździerze są za drogie jak na to, jak często byśmy go używali. W końcu wpadliśmy na pomysł, żeby poszukać go z drugiej ręki na OLX. I to był strzał w dziesiątkę! Na OLX jest duży wybór przeróżnych moździerzy – nowych i używanych, metalowych i kamiennych, a w tym granitowych lub marmurowych. My wybraliśmy raczej mniejszy egzemplarz z jasnego kamienia, szczerze mówiąc nie jestem pewna jakiego. Chyba to nie jest marmur – wydaje mi się, że pojemnik to kwarcyt, a narzędzie to może być marmur lub granit przypominający marmur. Moździerz kosztował 40zł. I w sumie nie wiem, czemu tak długo zwlekaliśmy z jego zakupem, bo odkąd go mamy, nasze dania są o wiele bardziej aromatyczne. A przy okazji, moździerz jest ozdobą kuchennego parapetu.

Ramki drewniane

Dwa ostatnie zakupy pochodzą ze sklepu ze starociami (choć są tam nie tylko starocie, ale też po prostu rzeczy do domu używane) z mojej rodzinnej miejscowości. Podczas pobytu u mamy, poszliśmy tam, ponieważ sklep zmienił lokalizacje i chcieliśmy zobaczyć, jak to wygląda i czy znajdziemy coś ciekawego. Ostatnimi czasy zawsze nam się to udawało. Tym razem zdecydowaliśmy się na same drobiazgi. Oprócz małej zabawki drewnianej dla dziecka, której chyba nie ma sensu tu pokazywać, kupiliśmy między innymi dwie proste ramki drewniane, których i tak potrzebowaliśmy. Te były nowe, zwykłe i proste – dokładnie to, czego szukaliśmy. Miały w nich zawisnąć na ścianie grafiki widoczne na zdjęciu, o których więcej napiszę następnym razem, bo jest to coś moim zdaniem bardzo ciekawego. Zdradzę tylko, że jest na nich róża i lilia, co ma dla nas znaczenie symboliczne i że będą znajdować się w pokoju naszej córeczki 😉Ramki kosztowały 10zł.

Figurynka mamy z dzieckiem

Ta mała figurka została kupiona razem z ramkami. Kosztowała 20zł. Jest ciężka, kamienna. Spodobała mi się ze względu na temat. Te szerokie, matczyne ramiona otulające małe dziecko, stapiające się u dołu w solidną bazę rozczulają mnie po prostu. Podoba mi się też uproszczona, zgeometryzowana forma postaci, przywodzi mi na myśl zgeometryzowane rzeźby z pierwszej połowy XX wieku. Figurynka na razie stoi w kuchni na parapecie razem w moździerzem i lampką o marmurowej podstawie, ale myślę, że będzie „wędrować” po mieszkaniu. Zazwyczaj staram się nie kupować takich „kurzołapów” o jedynie dekoracyjnej funkcji, jednak to skradło moje serce. Czasem wyjątek od reguły też jest potrzebny 😊

Drewniany koszyk – patera

Ostatnim zakupem ze sklepu ze starociami jest ten oryginalny koszyk – patera. Przypomina mi modne w ostatnich latach torebki – koszyki z drewna lub bambusa inspirowany japońskimi koszykami z połowy XX wieku, jak np. słynne koszyki Stelli MCCartney.

Ten koszyk wykonany z drewnianych listewek, przemyślnie połączonych od razu wpadł mi w oko. Ma piękny design, jest bardzo lekki. Na dodatek, składa się na płasko. Może służyć jako koszyk, choć jest dość płaski i dużo się w nim nie zmieści lub jako patera, np. na owoce. Jest to cos naprawdę unikatowego. Kosztował 20zł. W domu, już po jego zakupie, zaczęłam szukać w Internecie informacji na jego temat i znalazłam bardzo podobny na stronie sklepu online sprzedającego starocie wynalezione na paryskich pchlich targach. Przy tym koszyku widniała informacja, że jest to koszyk japoński w stylu midcentury modern i został sprzedany za…395 euro! Aż ciężko w to uwierzyć 😉Mój koszyk nie jest identyczny jak tamten, ale w designie bardzo podobny. Może był inspirowany taka stylistyką? Nie wiem. Tak czy inaczej, baaardzo mi się podoba i wydaje mi się, że dodaje szyku mojemu wnętrzu. Dla takich właśnie perełek warto przeszukiwać targi i sklepy ze starociami 😊 Koszyk służy nam obecnie do trzymania akcesoriów do aromaterapii na kredensie – patyczków palo santo, olejków, kadzidełek, zapałek itp.

I to wszystko z moich ostatnich zdobyczy z duszą. Jak Wam się one podobają? Czy też lubicie szukać tego typu perełek? Ja muszę przyznać, że uwielbiam! Mogłabym tak pracować – wyszukując ciekawe znaleziska pasujące do danych osób, danych domów. Super sprawa. Ostatnio jestem bardzo na nie, jeśli chodzi o kupowanie nowych rzeczy i staram się to minimalizować. Jednak kupując z drugiej ręki, też można przesadzić i zagracić sobie wnętrze. Staram się więc i to ograniczać i tylko raz czasem sobie na coś pozwalam. Muszę też się pochwalić, że jeśli chodzi o rzeczy do domu, to ostatnio więcej ich ubyło z mojego domu niż przybyło. I to nie na śmietnik tylko dając im drugie życie, oddając komuś lub sprzedając. Lubię się tym zajmować, nie tylko oczyszczam tym swoją fizyczną przestrzeń w domu, ale też czuję się lżej. Mam wrażenie, że żyjemy teraz w czasach, kiedy wiele osób może jednak nie zgodzić się z powiedzeniem, że „od przybytku głowa nie boli”. A przestrzeń w rosnących ciągle cenach mieszkań i materiałów budowalnych jest tym cenniejsza. Ale to już temat na inny raz. Tymczasem, miłego dnia i do następnego!

Moje poprzednie wpisy o zdobyczach z duszą:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.