Sypialnia rok po metamorfozie

Sypialnia rok po metamorfozie

Właściwie od metamorfozy sypialni minęły już prawie dwa lata, ale jakoś długo nie mogłam się zmotywować do napisania tego postu. Jeśli porównacie zdjęcia z poprzedniej sesji sypialni z tymi obecnie, na pewno pierwsza różnica, jaką zauważycie, to sama stylistyka zdjęć. Od tego czasu sporo się o zdjęciach nauczyłam (choć z tych najnowszych nie jestem do końca zadowolona, bo robiłam je zbyt późną pora, przez co nie mają wystarczająco dużo światła i ostrości), zmienił się też zupełnie mój gust co do obrabiania zdjęć. Ważniejsze jest dla mnie pokazanie klimatu – wnętrza, architektury czy w ogóle danego miejsca – niż stricte realistyczne przedstawienie, za to z przejaskrawionymi kolorami niczym z ulotek reklamowych wyjazdów wakacyjnych. 😉 Ale wracając do tego, jak po ponad roku użytkowania spisuje się moja sypialnia – jeśli jesteście ciekawi, z jakich rozwiązań jestem zadowolona, z jakich mniej, co się sprawdziło a co niekoniecznie, co bym zmieniła a co już zmieniłam – zapraszam do dzisiejszego wpisu!

Ogólnie z mojej sypialni jestem zadowolona. A najbardziej…z mojego materaca! Nie pamiętam konkretnie modelu, ale jest to twardy (o ile nie najtwardszy) materac z Ikei. Choć wybieraliśmy go bardzo długo, ostatecznie padło na ten, który może nie był z jakiejś górnej półki, ale bardzo, bardzo go lubię. Teraz, mając porównanie z innymi materacami – śpiąc gdzieś „w gościach” czy na wakacjach (eh, kiedy to było?), coraz bardziej cenię sobie powrót do domowej wygody. 😉 I naprawdę widzę różnicę. Dlatego też udało mi się przekonać moją mamę do wymiany niewygodnego łóżka w moim pokoju w domu rodzinnym na duże i (miejmy nadzieje, bo jeszcze nie testowałam) wygodne. W końcu będę się wysypiać, a nie bezsennie przekręcać z boku na bok i budzić połamana. Z ramy łóżka również jestem zadowolona – pokój jest mały i chciałam, aby gabarytowo nie wystawała zbytnio poza materac. Taka też jest, w dodatku jest biała i lekka, a więc nie zajmuje optycznie za dużo przestrzeni. Pod łóżkiem mamy trzy pojemniki do przechowywania nieużywanych aktualnie ubrań. Jest to dla mnie niezbędna rzecz w sypialni, aczkolwiek czasem i to za mało – i nieraz żałuję jednak, że nie zdecydowałam się na łóżko z dużym schowkiem pod spodem. Był to jednak celowy krok, bo bałam się, że takie łóżko będzie wyglądało po prostu ciężko na małej przestrzeni. Jednak z czasem człowiek dochodzi do wniosku, że…im więcej zabudowanych miejsc do przechowywania tym lepiej, zwłaszcza w nie za dużym mieszkaniu. I nawet kosztem estetyki.

Kolejna ważna rzecz z wyposażenia sypialni to szafa, a właściwie szafa i komoda. Choć meble same w sobie bardzo mi się wciąż podobają – są to sosnowe, bielone meble z Ikei, idealnie wpasowujące się nie tylko gabarytowo w przestrzeń pokoju, ale tez nieco romantycznym klimatem, to jednak stwierdzam po czasie, że duża szafa zabudowana po sufit byłaby znacznie praktyczniejsza. Tutaj również obawiałam się jej gabarytów i optycznego pomniejszenia przestrzeni, ale i ile więcej miejsca bym zyskała! Cóż, człowiek całe życie uczy się na błędach. Niewykluczone, że kiedyś – choć z wielkim  żalem – to te piękne mebelki sprzedam i jednak zdecyduję się na zabudowaną szafę.

Miejsce nad komodą nieco się zmieniło od czasu poprzednich zdjęć – na ścianie wylądowała piękna, ręcznej roboty makatka, kupiona na wyprzedaży garażowej z  poprzedniego roku w Krakowie. Kosztowała mnie jakieś grosze, ale idealnie wpisała się kolorystycznie, wielkościowo i stylistycznie w to wnętrze. Nawiązuje również do drugiej makatki, którą wisiała i wisi nadal naprzeciwko łożka. Na komodzie zmieniają się również – rotacyjnie dekoracje. Aktualnie stoją tam dwie roślinki, które opisywałam we wpisie o moich roślinach w domu oraz dwa wysokie świeczniki z pchlego targu. Kiedy spędzam czas wieczorami w sypialni, lubię takie przytłumione, miękkie światło świec czy małych lampek, porozrzucanych po całym pokoju.

Nad szafą stoi ta sama retro torba podróżna, co rok temu. Bardzo ją lubię i używam najczęściej, kiedy wyjeżdżam gdzieś na weekend, np. do rodziców. Obok – pudełka na jakieś domowe drobiazgi i zwisająca roślinka, której – za namową jednej z czytelniczek – musze w końcu podciąć te długie pędy, aby zagęścić ją górą.

Mebelkami, które wybijają się kolorystycznie spośród reszty, są lakierowane retro stoliki nocne w modnym wciąż stylu mid century modern. Je również wypatrzyłam na targu staroci i to do nich dopasowywałam resztę wystroju sypialni. Aby podkreślić ich wyjątkowość, specjalnie postawiłam na resztę mebli w innym kolorze. Dzięki temu stoliki wybijają się na tle w większości białej reszty. Ze stolików wciąż jestem bardzo zadowolona i raczej nie zamierzam się ich pozbywać. Super się sprawdzają, mają dobrą wysokość i są bardzo pojemne. Niestety, na co dzień wcale nie mają takich pustych, uporządkowanych blatów – zazwyczaj zawalone są stosami książek, kablami do telefonów, okularami, balsamami do ciała itp. To, czego nie uprzątnęłam do zdjęć – to moje ukochane lampki z marmurowymi podstawami, które opisywałam we wpisie o zdobyczach z duszą ze Szwecji. To również nabytek późniejszy – na pierwszych zdjęciach sypialni były lampki tymczasowe, które teraz znalazły sobie inne miejsce. Te nowe-stare zdecydowanie lepiej się prezentują i wydaje mi się, że bardziej wpisują w klimat sypialni. Pasują też do marmurowego blatu mojej toaletki.

Toaletka z marmurowym blatem to mebel, który od dawna sobie wymarzyłam i który możecie pamiętać z poprzednich zdjęć sypialni. Teraz, kiedy mniej się wychodzi z domu, rzadziej jej używam, ale kiedyś używałam jej faktycznie codziennie, gdyż nie lubię malować się i czesać na stojąco, wisząc nad umywalką w łazience. Tutaj mam wygodnie i wszystko, czego mi potrzeba, jest pod ręką. W moim kąciku „beauty” równie zaszło kilka zmian. Przede wszystkim wymieniłam lusterko nad toaletką na większe i okrągłe, lepiej pasujące do wnętrza. To heksagonalne znalazło swoje miejsce w pokoju do pracy, w kompozycji z heksagonalnymi półkami. Nad lustrem została zainstalowana nowa lampka, która bardzo ułatwia robienie makijażu wieczorem lub bardzo rano, kiedy jeszcze jest ciemno. Choć nie jest umieszczona symetrycznie nad lustrem, przez swój mleczny klosz i odpowiednio dobrane parametry żarówki, w miarę równomiernie oświetla twarz. Kompozycję nad toaletką dopełnia złoto-szklana półka z Ikei z roślinką oraz po drugiej stronie świecznik zwisający z sufitu, kształtem nawiązujący do lustra. Na samej toaletce zrobiło się trochę ciaśniej za sprawą kilku nowych bibelotów – do marmurowego mini świecznika i mosiężnej muszelki na drobiazgi dołączyła Afrodyta z Grecji,  alabastrowa lampka-świecznik z Egiptu, wazonik-naguska z pchlego targu oraz dwa flakoniki z olejkami, również z Egiptu.

Na tej samej ścianie, co toaletka znajduje się wspomniana już makatka w kompozycji z dwoma mniejszymi ramkami. W jednej z nich znajduje się grafika Matisse’a przywieziona z NY, w drugiej było nasze zdjęcie, ale wymieniłam je, bo nie pasowało mi tu kolorystycznie 😉 Zdjęcie przeniosłam do albumu, na jego miejsce wskoczyła inna grafika Matisse’a w stonowanej złamanej bieli i czerni.

Ważnym (dla mnie) nowym elementem w sypialni jest duże lustro, w którym mogę w końcu obejrzeć się w całości. Wybrałam kształt owalny, aby lekko nawiązywało do lustra nad toaletką. Wygląda tez moim zdaniem lżej niż standardowe prostokątne. Jedyne miejsce, gdzie mogło zawisnąć wypadło trochę niefortunnie nad kontaktem, ale mam zamiar to wykorzystać i powiesić dookoła niego ozdobne lampki. Lustro znajduje się dokładnie na wprost przejścia między szafa a łóżkiem, dzięki czemu mam nieco odejścia.

Inne zmiany w sypialni to chociażby inne roślinki. Zamiast dużej mandarynki w rogu, która miała tu za mało światła, z sufitu zawisło epipremnum złociste. Ono radzi tu sobie zdecydowanie lepiej.

Na parapecie też małe roślinne zmiany, ale tu akurat zmiany następują bardzo często – teraz np. parapet jest jeszcze bardziej „zastawiony” roślinkami przeniesionymi na zimę z balkonu. Okna po bokach wciąż zdobią ciemnoniebieskie zasłony z domieszką lnu. Próbowałam je wymienić na inne – jasne, ale jednak wróciłam do tych – lepiej tłumią światło, dzięki czemu rano można dłużej pospać 😉

To, z czego również jestem bardzo zadowolona w mojej sypialni, to sam klimat wnętrza. Tak, jak chciałam – jest ono delikatne, romantyczne, bez szalonych kolorów. Tylko na jednej ścianie – i to tej za plecami, pojawił się delikatny niebieski roślinny wzorek na tapecie, reszta jest kojąco biała. Kolory pojawiają się, owszem, ale jako akcenty we wnętrzu – na zasłonach, siedzisku przy toaletce, poszewkach ozdobnych poduch. To dodaje wyrazistości wnętrzu, ale nie ujmuje z jej uspokajającej i delikatnej atmosfery.

Jak widzicie, zmian w tym pomieszczeniu nie było zbyt dużo. W głównej mierze to dodatki, których ostatnio trochę po prostu brakowało. Może znaczy to, że wystarczająco zastanowiłam się, czego w tym pomieszczeniu potrzebuję i w miarę dobrze je zaplanowałam. Największym mankamentem jest za mała szafa, choć i z tym liczyłam się wybierając niewielką szafę wolnostojącą. Cóż, może po prostu mam za dużo ubrań? 😉 A co Wy sądzicie o tym pomieszczeniu? Czy na moim miejscu zdecydowalibyście się na wymianę szafy czy może jednak zredukowanie ilości ubrań? 😉

10 wypowiedzi na temat “Sypialnia rok po metamorfozie

  1. Lubię podziwiać i inspirować się tego typu aranżacjami. Często szukam nietypowych zestawień kolorów, mebli, dodatków – aby móc zainspirować się tym przy aranżacji swojej sypialni. Dziękuję za taką możliwość ogromu inspiracji, śledzę wpisy na bieżąco!

    1. Namalowane na pewno wyglądałyby spektakularnie, ale nie miałabym do tego cierpliwości 😉 To tapeta 🙂

  2. Pięknie to wszystko się komponuje! Mimo, że mam kompletnie inne wnętrze, to podoba mi się i chyba czuję klimat, co jest pewnie też zasługą zdjęć! Zgadzam się, że sypialnia lepiej niech pozostaje neutralna/delikatna (ewentualnie jak u Ciebie tapeta tego rodzaju). Widuję wnętrza z zieloną czy czarną ścianą w sypialni, ładne, ale jakoś bym się nie zdecydowała. Myślę, że w dodatkach, plakatach czy roślinach można zaszaleć. Poza tym w ten sposób można zrobić wiele metamorfoz. Niestety nie doradzę nic w kwestii szafy, bo wydaje mi się to być sprawą indywidualną i trochę … prywatną 🙂 ale jeżeli okazuje się zbyt mała to warto na pewno zrobić przegląd rzeczy i choć w ten sposób zyskać miejsce. A jeżeli nadal będzie go za mało i nie będzie się dało tych rzeczy poukładać w innych miejscach w mieszkaniu, to czas na zmianę 😉 Podejrzewam, z własnego doświadczenia, że część rzeczy zniknie. Szczerze mówiąc mam podobny problem szafowy i na razie nic z tym nie zrobiliśmy 😉 Mimo, że pandemia do wielu rzeczy potrafiła zmobilizować.

    Podziwiam posiadanie toaletki 😉 Bardzo ładnie i kobieco ten kącik wygląda. U mnie w podobnym miejscu stoi biurko męża (nie dało się znaleźć póki co innego miejsca, ja z kolei okupuję inny pokój, a charakter pracy wymusza pracę na osobności). To wszystko efekt wiadomo czego i i tak cieszę się, że mamy takie warunki, żeby się rozdzielić i spokojnie pracować, ale krzywię się na widok biurka leżąc w łóżku 😉 A pokój chyba nawet powierzchniowo mamy dość podobny (dlatego z zaciekawieniem przeglądam zdjęcia), trochę wagonowaty, co niestety też powoduje wiele trudności.

    Wpis skłonił mnie do innej refleksji. Nie analizuję aż tak szczegółowo cudzych wnętrz, ale mam wrażenie, że ludzie dzielą się m.in. na takich, którzy wieszają masę fotek tzw. prywatnych i tych, którzy preferują powiesić szeroko rozumianą sztukę 😉 U siebie znalazłam 2 zdjęcia prywatne, które wędrują po mieszkaniu i to jest dla mnie wystarczające (a nawet może by 1 wystarczyło) z jakiegoś nieokreślonego powodu.

    Pozdrawiam, koleżanka od namowy 😉

    1. Kolejny obszerny komentarz od mojej ulubionej internetowej koleżanki 😉 Przyznam, że czytam je z wielką przyjemnością, jak dawniej listy od przyjaciół z daleka 😉 A propos namowy – w ostatnią sobotę podcięłam i zaszczepiłam roślinkę, tak jak radziłaś, zobaczymy co z tego wyjdzie 😉
      Problem szafowy ciągle na tapecie, ale na razie rozwiązałam go tak, że większość rzeczy spakowałam i wyniosłam do piwnicy – jak przez dłuższy czas nie będzie mi ich brakować, znaczy, że czas się rozstać 😉
      Chyba jednak masz większą sypialnię bo w mojej ciężko byłoby zmieścić biurko, ale nie dziwię się, że Cię denerwuje. Mnie też denerwują dwa stanowiska pracy w domu obecnie – ale co poradzić, takie czasy…
      Co do eksponowania zdjęć prywatnych w mieszkaniu – mam podobnie – teraz mam jedno powieszone nad biurkiem, reszta jest nasza, prywatna – schowana w albumie 🙂
      Również serdecznie pozdrawiam!

      1. Miło mi i cieszę się, że kwiatek podcięty 😉 Oby sobie dobrze rósł – mam nadzieję, że pokażesz przy okazji może jakiegoś wpisu wiosennego/letniego znów roślinki 😉
        To bardzo dobry sposób, o którym piszesz, z ubraniami! Polecam też w razie czego wszelkie grupy na fb typu „oddam”, na pewno też w Twojej okolicy jest sporo miejsc, do których można byłoby oddać jakieś ubrania (chociaż w większości brakuje tam męskich ubrań), można popytać, jakby co 😉 Temat dla mnie też ważny, w styczniu chcę trochę odgruzować…

        Nie chcę dominować tutaj swoimi przemyśleniami, ale widzę, że to nie przeszkadza …
        Pozdrawiam i do następnego listu 😉

        1. Dobry pomysł z roślinną aktualizacją wiosenną 🙂 Choć muszę przyznać, że zima, ogrzewanie i suche powietrze dają się w kość roślinkom.
          Pewnie, że znam takie grupy! W Krakowie jest też sklep charytatywny, gdzie można oddawać niepotrzebne rzeczy. Muszę się w końcu tam wybrać, zobaczyć, jak to działa 😉
          Pisz jak tylko masz ochotę, czytanie komentarzy to sama przyjemność 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *