Jak odnowić drzwi wejściowe?

Jak odnowić drzwi wejściowe?

Dzień dobry! Jak Wam minęła wiosna i początek lata? Dla mnie ten okres to zawsze powrót energii po zimowej stagnacji oraz plany – podróżowo-wycieczkowe oraz aranżacyjne. Jeśli wciąż czekacie na upragniony urlop, ten czas możecie wykorzystać właśnie na zmiany we wnętrzach.

Jedną z takich zmian, które kompletnie odmieniły wygląd mojego przedpokoju było odmalowanie drzwi zewnętrznych, oczywiście od strony mieszkania. Z tego, co wiem wielu właścicieli mieszkań – zarówno starych jak i nowych boryka się z problemem brzydkich drzwi zewnętrznych lub zupełnie niepasujących do ich koncepcji wnętrza – np. często są to drzwi w okleinie drewnopodobnej ciemnobrązowej, który to kolor niekoniecznie pasuje do aktualnie modnych, jasnych wnętrz. Nie zawsze jest możliwość wymiany takich drzwi – czy to ze względów finansowych czy aby nowe drzwi nie wyróżniały się na klatce schodowej wśród innych takich samych. Ja również miałam ten problem, dodatkowo, przy jakimś remoncie wykonawcy uszkodzili okleinę drzwi od wewnątrz i zostały brzydkie ubytki odsłaniające metalową konstrukcję. Nie mogłam na to patrzeć ale jednocześnie nie wiedziałam jak to zmienić. Myślałam nad wymianą okleiny, ale nie wiedziałam, czy uda mi się ją ładnie odkleić i przykleić nową, zwłaszcza w tych trudnych miejscach typu zamek, zagięcie przy futrynie. Ktoś podpowiedział mi, że można ją pomalować ale znowuż powstały pytania – jaką farbą, czy zdzierać okleinę, czy zmatowić ją przed malowaniem, jak zniwelować dziurę, która po pomalowaniu okleiny i tak byłaby widoczna? Jeśli również mierzycie się z takim czy podobnym problemem lub chcecie po prostu odświeżyć swoje drzwi, zapraszam do wpisu, w którym po kolei wyjaśnię, jak ja odnowiłam swoje, pokażę efekt końcowy, dam znać jak się sprawdza po roku użytkowania oraz zaproponuję kilka innych ciekawych rozwiązań na metamorfozę drzwi, niekoniecznie zewnętrznych.

Po remoncie przedpokoju, elementem, który negatywnie odznaczał się na tle reszty były drzwi wejściowe do mieszkania. Mimo obaw, czy nam się to uda, postanowiliśmy je pomalować.
Zanim zabraliśmy się do malowania, trzeba było najpierw drzwi przygotować. Miejsca, gdzie okleina była uszkodzona, dokładnie oczyściliśmy z resztek kleju (przy użyciu rozpuszczalnika) kawałków luźnej okleiny wokół ubytków oraz zmatowiliśmy lekko drobnym papierem ściernym (jak zresztą całą powierzchnię przeznaczoną do malowania). Przed dalszą pracą drzwi trzeba było jeszcze oczyścić z pyłu i brudu. Ubytki w okleinie, nawet pomalowane wieloma warstwami farby, z pewnością byłyby widoczne, ponieważ jest ona względnie gruba. W związku z tym, trzeba je było uzupełnić. Zrobiliśmy to, używając szpachli meblowej (którą doradził nam pan w sklepie budowlanym), nałożonej szpachelką. Po wyschnięciu szpachli, znowu trzeba ją było zeszlifować papierem ściernym lub siatką do szpachli, żeby łączenie między szpachlą a okleiną było jak najmniej widoczne. Po ponownym oczyszczeniu z pyłu po szlifowaniu, można było zabierać się do malowania.
Farba, jakiej użyliśmy, to zwykła farba akrylowa. Można zamiast niej użyć farby olejnej, ale jest ona trudniejsza w użyciu, dłużej schnie, nieprzyjemnie pachnie i w razie przypadkowego ubrudzenia czegokolwiek, trudniej ją zmyć. Jest za to trwalsza, ale w przypadku drzwi, nie spodziewamy się, aby trwałość farby była szczególnie testowana przy normalnym użytkowaniu.
Farbę nałożyliśmy wałkiem gąbkowym, aby nie dodawać faktury, którą mogłyby zostawić włosy pędzla. Aby pokryć równomiernie drzwi kolorem, trzeba było dwóch warstw (oczywiście farba musi wyschnąć między aplikacjami), ale w przypadku jasnego koloru, bądź generalnie przy malowaniu kontrastującego z barwą farby podłoża, możliwe, że trzeba będzie więcej warstw. Generalnie, malujemy, aż efekt nas zadowoli, mając na uwadze, że każda kolejna warstwa zmniejsza widoczność faktury (którą chcieliśmy pozostawić).
Oczywiście przed malowaniem warto odkręcić elementy takie jak klamka, osłona wizjera itp. oraz okleić taśmą malarską ramę drzwi, zawiasy i wszystkie sąsiadujące elementy, których nie chcemy ubrudzić.
Po pomalowaniu, ta część przedpokoju zmieniła zupełnie charakter. Drzwi, które wcześniej szpeciły, teraz stały się ozdobą. Idealnie wkomponowały się w to wnętrze, odcinając się od białych ścian z granatową lamperią. Ich kolor pasuje do innych elementów przedpokoju – siedziska, lamp sufitowych, czarnych elementów wieszaka vintage – razem tworząc spójną całość. Ja jestem z nich bardzo zadowolona. Zdjęcia, które widzicie, są zrobione po roku użytkowania. Jak widać, nie ma żadnych odprysków czy ubytków w farbie. Tak więc bardzo Wam polecam to rozwiązanie do odnowienia drzwi, zwłaszcza zewnętrznych, których wymiana jest problematyczna.

Znalezione stare zdjęcie drzwi (i przedpokoju) przed metamorfozą. Niestety nie widać na nim zbyt dokłądnie drzwi, tego, w jakim były stanie i nieszczęsnej dziury w okleinie.
A tutaj już efekt po. Jest różnica, prawda?
Widoczna tekstura okleiny pod farbą.
Osłona wizjera również została pomalowana na czarno.
Tutaj fragment drzwi z zaszpachlowaną dziurą w okleinie. W tym miejscu nie ma widocznej tekstury, ale na czarnych, matowych drzwiach zupełnie tego nie widać.

A poniżej kilka innych, ciekawych pomysłów na odnowienie starych lub brzydkich drzwi:

1. Przyklejenie lustra na całą powierzchnię lub część. Przyklejenie lustra na całą powierzchnię drzwi z wycięciem na zamek, klamkę i inne wystające elementy jest dość trudne, ale za to bardzo efektowne. W dodatku zyskujecie ogromną powierzchnię, w której można się zobaczyć w całości oraz powiększacie i rozświetlacie optycznie przestrzeń często właśnie ciemnego i małego przedpokoju. Tak jak tutaj i tutaj.

2. Za pomocą drewnianych listw ozdobnych można zupełnie zmienić charakter drzwi, tworząc panele i uzyskując bardziej elegancki efekt. Tak jak tutaj – link

3. Innym sposobem na zmianę wyglądu drzwi jest przyklejenie tapety. Może to być tapeta ścienna przeznaczona do malowania albo jeśli zależy Wam na bardziej spektakularnym efekcie tapeta kolorowa a nawet fototapeta. Tutaj inspiracja.

4. Jeśli chcecie uzyskać efekt w stylu modnego teraz boho, możecie wyodrębnić np. za pomocą listew panel lub panele na drzwiach i wypełnić je, przyklejając jutę lub korek.

5. W kuchni, gabinecie czy pokoju dziecka świetnie sprawdzi się pomalowanie drzwi farbą tablicową, dzięki czemu zyskacie dodatkową powierzchnię do zapisywania genialnych pomysłów, list zakupów czy tworzenia dzieł sztuki. Tylko trzeba uważać, aby podczas tworzenia nie dostać drzwiami 😉 Inspiracja dla metamorfozy tutaj.

Jak Wam się podoba moja metamorfoza? Musze przyznać, że nieco obawiałam się tego czarnego kolory na drzwiach, ale ostatecznie jestem bardzo zadowolona. Teraz drzwi pasują do mojego wnętrza, dziura jest praktycznie niewidoczna i nie szpeci a po roku użytkowania nie widać żadnych odprysków czy innych śladów zniszczenia powierzchni.
Czy wykonywaliście kiedyś taka metamorfozę? Jeśli tak to w jaki sposób?

Czytaj dalej...
Metamorfoza kuchni

Metamorfoza kuchni

Zapraszam Was dzisiaj do przeczytania drugiego z serii wpisów o metamorfozach w moim mieszkaniu. Jak podpowiedział Wam tytuł, dzisiaj skupimy się na najbardziej wymagającym wnętrzu, czyli kuchni.

Właściwie to cała „przygoda remontowa” (he, he – przygoda – tak, jakby to było coś miłego…) rozpoczęła się własnie od kuchni. Stara kuchnia wymagała już odświeżenia, ale zapłonem do samego remontu okazała się być zmywarka. Bardzo chciałam mieć zmywarkę (zwłaszcza przy układzie, który jest w moim domu – czyli druga osoba gotuje, a ja zmywam ;)), ale nie było gdzie jej wstawić. W tym celu chciałam wymienić jedną z szafek, aby można było w niej umieścić zabudowaną zmywarkę. Okazało się jednak, że żadna nie ma odpowiedniej szerokości więc trzeba byłoby wymienić całe „pudło”, a co za tym idzie również górną szafkę, aby szerokość całej zabudowy się zgadzała. Przy okazji chciałam również wymienić fronty, bo stare były nieco zniszczone oraz blat. A skoro wymieniać blat, to pomyślałam, że czemu by w takim razie nie wymienić piekarnika na bardziej nowoczesny czyli wbudowany z osobną płytą oraz zlewozmywaka na wkładany w blat? Przecież i tak chciałam tak kiedyś zrobić… Po konsultacji ze stolarzami, który mieli dla nas zrobić te zmiany, okazało się, że „niewiele” drożej wyjdzie nas cała nowa zabudowa kuchni, bo przecież najdroższe w kuchni są same fronty, a „pudła” to przy nich prawie nic (no, może nie do końca tak jest ale w gruncie rzeczy mieli rację). Zgodziłam się i rozplanowałam kuchnię od nowa. W zasadzie jej układ pozostał taki sam, natomiast postawiłam na bardziej uporządkowany układ szafek (45+60+6-+60+45), dodałam dodatkowy rząd szafek górnych, zabudowanych do samego sufitu, wszystkie szafki dolne zaprojektowałam w formie szuflad, które są dla mnie najwygodniejsze. Zaplanowałam wypełnienie wszystkich szafek i szuflad oraz dobrałam liczbę i rozstaw półek dokładnie pod moje potrzeby. Myślę, że warto przed zamówieniem kuchni poświęcić na to trochę czasu i zawczasu wszystko zaplanować, zwłaszcza przy małej kuchni, aby zminimalizować (bo uniknąć nie da się nigdy) ryzyko niemiłych niespodzianek. Jeśli chodzi o kolor kuchni to, na początku byłam zdecydowana na biały w matowym wykończeniu. Wcześniej miałam białą kuchnie i bardzo podobało mi się, jak ten kolor w połączeniu z dużą ilością białych ścian wokół, powiększa i rozjaśnia pomieszczenie. Zaczęłam jednak szukać inspiracji w Internecie i znalazłam piękną kuchnię dwukolorową – biała góra oraz grafitowy dół. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, pomyślałam, że dolne szafki w ciemnoszarym kolorze będą idealnie współgrać z ciemnoszarym gresem, który jest w kuchni oraz trochę przełamią tę wszechobecną biel. Poza tym, to połączenie wydaje mi się wyjątkowo eleganckie. Postanowiłam, że dolne szafki będą z ramkami i uchwytami w postaci złotych gałek, natomiast górne gładkie, bez żadnych uchwytów, dzięki czemu wysoka do sufitu zabudowa będzie wyglądać lżej (i faktycznie tak jest!). Dopełnieniem mojej eleganckiej biało-grafitowo-złotej kuchni miał być piękny blat. Wymarzyłam sobie blat ze spieków kwarcowych w imitacji marmuru. Choć zazwyczaj jestem przeciwna wszelkim imitacjom, to po zobaczeniu tego materiału na żywo, stwierdziłam, że jednak tu mogę zrobić wyjątek. Spiek kwarcowy w dotyku przypomina kamień więc do imitacji kamieni jest idealny, dodatkowo jest dużo twardszy od marmuru, mniej chłonny i…tańszy. Poprosiłam firmę wykonującą blaty o wycenę mojego blatu oraz wypełnienia ściany między dolnymi a górnymi szafkami i po jej trzymaniu niestety musiałam zrezygnować (na razie) z tego pomysłu, gdyż wyniosła ona 11 000zł! To zupełnie nie mieściło się w moim budżecie. Musiałam na szybko wybrać inny blat i zdecydowałam się na zwykły blat laminowany o wyglądzie marmuru, choć kiedyś w ogóle nie brałam takiego pod uwagę. Być może mogłam poszukać w innych firmach lub z innych materiałów, ale w tamtym momencie byłam już tym wszystkim bardzo zmęczona i chciałam po prostu mieć to za sobą. Jeśli chodzi o sprzęty, to wybrałam czarne i proste, oprócz okapu, który jest biały. W ostatnim momencie zdecydowałam się na piekarnik z funkcją mikrofali, który ma mniejszą niż standardowa wysokość i trzeba było przebudować pod niego szafkę. Na szczęście się udało, jednak nie pomyślałam o tym, że w takim wypadku nie będą się zgrywać szuflady – ta pod piekarnikiem z tą obok. No ale już trudno, muszę się pogodzić z tym, że błędów nie da się uniknąć. Będę uważniejsza w przyszłości 😉 Zlew jest również czarny, kwadratowy w kształcie z małym ociekaczem. Choć pasuje do kuchennych sprzętów, nie jestem z niego zbyt zadowolona, bo widać na nim bardzo zacieki z kamienia, które ciężko usunąć z jego lekko chropowatej powierzchni. Być może kiedyś wymienię go (razem z blatem:)) na biały, ceramiczny. Bateria jest ze „starej” kuchni, bo jest stosunkowo nowa i ma jeszcze 5 lat gwarancji, więc szkoda mi było ją wymieniać, ale może kiedyś to zrobię, bo do złotych uchwytów i reszty dodatków idealnie by mi pasowała złota bateria. Poza tym, ta jest niezbyt praktyczna, bo jest za krótka w stosunku do dość dużego zlewu. W szafce nad okapem musiały zostać wykonane otwory wentylacyjne, co widać na zdjęciach. W planach mam jeszcze umieszczenie dodatkowego oświetlenia w formie listwy pod górnymi szafkami, jednak projekt ten ciągle czeka na realizację 😉

Pod zmywarkę i płytę indukcyjną trzeba było pociągnąć instalacje, ale to dłuższa historia (pokrótce opisze ją w kolejnym planowanym wpisie – o metamorfozie przedpokoju). A więc znowu kucie, potem łatanie, wyrównywanie ścian. Wymienione zostały również płytki nad blatem. Po wielu rozważaniach, wybrałam w końcu najprostsze płytki typu metro, ale ułożone w nietypowy sposób czyli w jodełkę. Aby podkreślić ich ułożenie (oraz, nie oszukujmy się, ze względów praktycznych) wybrałam ciemnoszarą fugę. Uważam, że wyszło super i że świetnie współgra to ze stylem kuchni. W kuchni pojawiła się również granatowa lamperia – taka sama jak w przedpokoju, stanowi właściwie jej przedłużenie. Dobrze sprawdza się zwłaszcza przy stole i krzesłach, które są przy samej ścianie, bo na ciemnym kolorze nie widać tak bardzo plam i zarysowań powstałych na skutek odsuwania krzesła. Ciągle zastanawiam się jeszcze nad zakończeniem lamperii listwą, zarówno w kuchni jak i w przedpokoju, ale na razie może zostać tak jak jest. Lamperia kończy się na tej samej wysokości co płytki nad blatem i zaczynają się szafki górne.

Aby zwiększyć miejsce na blacie do przygotowywania posiłków, zrezygnowałam z czajnika elektrycznego na rzecz tradycyjnego, przeznaczonego na płytę kuchenną. Długo szukałam czajnika idealnego – zamawiałam aż 3 i dopiero ten ostatni został. Chciałam tylko, aby nie miał żadnych elementów z plastiku i najlepiej był w złotym kolorze… Wiecie, jak ciężko znaleźć czajnik bez plastiku? No, bardzo ciężko. No ale jest i bardzo dobrze mi się sprawdza, woda zagotowuje się w nim momentalnie i myślę, że jest też fajną dekoracją kuchni. Oprócz niego, na stałe na blacie jest ekspres kapsułkowy do kawy, który już miałam wcześniej, granitowy dozownik na płyn do mycia naczyń z miejscem na gąbkę, chlebak z takiego dziwnego materiału z recyklingu i biodegradowalnego (z Homli, bardzo fajnie mi się sprawdza, pieczywo naprawdę długo zachowuje w nim świeżość) oraz bambusowa deska do krojenia, która po prostu nie mieści się w żadnej szafce. Resztę staram się, w miarę możliwości, chować po użyciu na miejsce. Zabudowa kuchenna, jak widzicie i tak jest dość niewielka więc świetnie sprawdza mi się wózek z dodatkowym miejscem do przechowywania. Są w nim umieszczone podręczne przyprawy, oliwy, kasze, mąki w słoikach itp. W kuchni oczywiście musiał znaleźć się stół. Bardzo długo go szukałam, bo chciałam, żeby był cały z drewna, a większość które widziałam, miały nogi z drewna ale blat z płyty meblowej. Brałam pod uwagę również stoły z drugiej ręki, ale nie znalazłam idealnego. W końcu poszłam trochę na łatwiznę, bo znalazłam w Ikea osobny bambusowy blat (do biurka) oraz drewniane nogi. W sumie to jestem zadowolona z wyboru, stół jest większy niż miałam wcześniej, na spokojnie mogą przy nim zjeść cztery osoby a jak się odsunie od ściany, to w razie potrzeby sześć. Elementami, które w kuchni uwielbiam, są z pewnością krzesła. Są to moje wymarzone gięte krzesła, prawdopodobnie z fabryki w Radomsku, o których pisałam tutaj nie raz. W końcu udało mi się je znaleźć używane, w świetnym stanie i dobrej cenie. Także w kuchni jest ich cztery (w tym jedno trochę różniące się wyglądem od reszty, kupione wcześniej), ale posiadam ich więcej bo jeszcze sześć 😉 Uwielbiam te krzesła, przez giętką plecionkę są wygodne ale jednocześnie łatwe w czyszczeniu, w przeciwieństwie do krzeseł tapicerowanych. Oparcie mają świetnie wyprofilowane, pasują kolorem do stołu i, co tu dużo mówić, są po prostu piękne. Z mebli w kuchni to chyba wszystko, nie licząc drabiny, która stoi sobie schowana za lodówką 😉

A teraz dodatki. Zacznijmy od oświetlenia – tutaj zdecydowałam się na ikeowski klasyk czyli białą lampę z metalowym kloszem i złotymi dodatkami … Sprawdza się dobrze, chociaż trzeba mieć na uwadze, że przez metalowy klosz oświetla oczywiście tylko to, co jest pod nim (czyli np. górną część szafek już nie). Problem miałam z oknami w kuchni. Są tutaj jedno standardowe okno z dwoma skrzydłami 1,50 x 1,50 oraz jedno balkonowe, ze stopniem, ale kończące się na innej wysokości niż to drugie. Bardzo podobają mi się rolety rzymskie w kuchni, ale ze względu na okno balkonowe nie mogłam ich tutaj zastosować (musiałaby być montowana do okna, żeby mogło się otwierać, a tego nie chciałam). Tak więc postawiłam na zwykłe firanki – jedną krótką, abym miała swobodny dostęp do parapetu, ale aby też nie zasłaniała wiszących roślinek oraz druga długa, która zwinęłam w węzeł. Firanka jest bardzo prosta, w drobne kropki, wykończona delikatną koronką. Bardzo podoba mi się ten efekt, taki lekko retro. Jak już pisałam, w oknach zawisły na haczykach rośliny – oplątwa w szklanym pojemniku, pnącze w uroczej, plecionkowej osłonce na łańcuszku. W narożniku stanęła dostojna palma. Na parapecie mam kilka innych roślinek w białych ceramicznych, terakotowych i plecionkowych doniczkach. Kilka też puszcza pędy w białym wazonie z niebieskim motywem, widocznym na zdjęciu 😉 Na stole znajdują się niezbędne plecione podkładki oraz zazwyczaj wazon ze świeżymi kwiatami, które, w jakimkolwiek kolorze by nie były, wglądają cudnie na tle granatowej ściany. Powyżej, nad stołem znajduje się „galeria” – z pamiątkami z wycieczek w postaci talerzy, płytek i innych tego typu rzeczy, głownie z motywem koloru niebieskiego. Ten kolor oraz to, że większość zastawy stołowej (oczywiście z pchlich targów), mam z motywem niebieskiego, przesądziło tak naprawdę o kolorystyce pojawiającej się w całym mieszkaniu!

Nad czarnym wózkiem, w rogu kuchni zawisły trzy zwykłe, złote haczyki – na rękawicę kuchenną, ściereczkę i fartuch. Nad nimi zawisły kolejne, tym razem na suficie i służą do zawieszenie na nich doniczek z pnączami. Te, widoczne na zdjęciu, niestety trochę zmarniały w ciągu zimy i nie wiem, czy ją przetrwają, ale już hoduję ich zastępców 😉

Nad drzwiami wisi zwykły zegar w czarnej ramie. Chyba opisałam wszystko, co znajduje się w kuchni (no, może z wyjątkiem dokładnej zawartości szafek i lodówki ;)).

Jeśli chodzi o to, czy planuję jeszcze coś w niej zmieniać, to myślę nad chodnikiem pod stół, bo mam zwyczaj ściągania kapci (ech, jak ja nie lubię tego słowa), siedząc przy stole i przy podłodze z gresu jest mi trochę zimno. Wiem, że to średnio praktyczne rozwiązaniem w kuchni, w której co rusz coś skapnie lub spadnie, ale chyba i tak to mnie nie powstrzyma. Myślę też, że taki kolorowy chodniczek dodałby trochę życia, tej mimo wszystko, dość monochromatycznej kuchni. Może uda mi się znaleźć taki, który zmieściłby się do mojej pralki? To byłoby idealne rozwiązanie 😉 Więcej zmian na ten moment nie planuję, ale to się z pewnością zmieni, bo ja bez ciągłego zmieniania po prostu nie mogę żyć.

Jak Wam się podoba ta metamorfoza kuchni? Czy widzieliście metamorfozę sypialni (klik)? Planuję jeszcze pokazać Wam co nieco z mojego salonu, choć właściwie powinnam go nazwać pokojem dziennym, bo w nim też zaszło kilka zmian, bardzo ciekawych, moim skromnym zdaniem 😉

Pozdrawiam!

Zapraszam do podejrzenia poprzednich wpisów o planach aranżacyjnych:
Plany aranżacyjne sypialni
Plany na aranżację przedpokoju
Plany aranżacyjne do kuchni

Czytaj dalej...
Inspiracja tygodnia – wiklina, rattan, rafia

Inspiracja tygodnia – wiklina, rattan, rafia

Plecione, wiklinowe meble mogą wywoływać myśli o wylegiwaniu się na zewnątrz w upalne lato. Ale plecionki idealnie nadają się również do wnętrz. Choć znany jest od dawna, ten wdzięczny i urokliwy materiał w ostatnim czasie cieszy się szczególnym uznaniem jeśli chodzi o wystrój wnętrz (ale także modę – w sensie ubioru czy dodatków – tutaj odsyłam do wpisu o tym, czy moda i wnętrza idą ze sobą w parze). Na pewno wpływ na to ma ostatnio bardzo popularny styl boho ale także coraz większe pragnienie wprowadzania do wnętrz naturalnych materiałów.

Za co uwielbiamy meble i dodatki z wikliny, rattanu i rafii? Oprócz tego, że są to materiały naturalne, są również wielofunkcyjne – przez swoją główną cechę, czyli to, że są tkane, mogą występować w dowolnym kształcie i rozmiarze. Są przyjemne w dotyku, mają miły, charakterystyczny zapach i ciepły a zarazem neutralny kolor, dzięki czemu pasują do wielu wnętrz. Poza tym plecionki kojarzą nam się z jakimiś egzotycznymi miejscami, wakacjami, latem, słońcem – czyli tym, co chyba wszyscy lubią. Do produkcji plecionek używane są zazwyczaj naturalne materiały, a całość (np. w przypadku wikliny) pokrywana jest kilkoma warstwami lakieru dla ochrony i trwałości. Produkty z wikliny czy rattanu są trwałe, lekkie i odporne na wilgoć. Jeśli chodzi o pielęgnację – te materiały zaleca się czyścić miękką szmatką lub lekko wilgotną gąbką.

Czym właściwie są te materiały?

Wiklina – to młode pędy kilku gatunków wierzb, które po obróbce wykorzystywane są w wikliniarstwie (plecionkarstwie). Nazwa ta jest także zwyczajowym określeniem wierzby purpurowej. Wykorzystanie wikliny sięga czasów starożytnego Egiptu, materiał ten cieszył się również ogromną popularnością w wiktoriańskiej Anglii i Ameryce Północnej (np. w ogrodach zimowych i na werandach).

Lekka ale wytrzymała – wiklina jest idealnym materiałem na meble ogrodowe. Naturalna wiklina jest najlepsza do zadaszonych miejsc na zewnątrz, wystawiona na długotrwałe działanie słońca niestety szybko może ulec zniszczeniu. Wewnątrz wiklina nadaje wspaniały kontrast teksturalny – i wprowadza do wnętrza nieco luźniejszego klimatu. Z wikliny wykonuje się najróżniejsze meble i dodatki – od stolików, komód, foteli po osłony na doniczki, abażury lamp, pudełka, oprawy luster.

Rattan (rotang) – to ogólne określenie wielu gatunków palm pnących z rodziny arekowatych, spotykanych w lasach tropikalnych Azji Południowo-Wschodniej a także pozyskiwanego z nich surowca wykorzystywanego głównie w plecionkarstwie. Może być stosowany do mebli na kilka sposobów: zdrewniałe łodygi mogą być cięte na sekcje i kształtowane, podczas gdy bardziej miękki rdzeń może być tkany i przerabiany na wiklinę.

Rattan jest nie tylko niezwykle mocny i wytrzymały, może być bejcowany lub malowany podobnie jak każde inne drewno. Jako taki idealnie nadaje się do łączenia z innymi materiałami, np. drewnem.

Rafia – jest rodzajem palmy pochodzącej z tropikalnej Afryki. Włókna rafii (wykonane z żył liści) mogą być barwione i wplecione w tekstylia – następnie używane do wszystkiego, od kapeluszy i pojemników po poduszki, a nawet abażury.

Pięknie nieregularna tekstura rafii jest odmienna od innych materiałów. Rafia często jest używana do owijania drewnianych mebli, takich jak konsole lub stoliki nocne. Rafia może być farbowana niemal w dowolnym kolorze, przedmioty w jej naturalnym kolorze nadadzą bardziej przytulnego, boho klimatu.

W sklepach można teraz znaleźć mnóstwo plecionych przedmiotów. Ja jednak polecam polować na nie na pchlich targach czy w sklepach z używanymi rzeczami (no, może niekoniecznie jeśli chodzi o plecione kapelusze :)). Tam znajdziecie je w znacznie lepszych cenach, a przy tym będzie to bardziej ekologiczne, gdyż skorzystacie z produktów, które już są w obiegu.

Na zdjęciach powyżej – pleciona lampa (OBI) i pudełka (targ staroci) w mojej sypialni.

Ja również posiadam wiele rzeczy z wikliny czy rattanu. Są to m.in. pudełka, które mogliście zobaczyć we wpisie o metamorfozie sypialni, plecione osłonki na doniczki (moja ulubiona wisi w kuchni), czy abażur lampy w sypialni. Jedną z perełek wyszperanych w sklepach vintage jest piękna pleciona torebka z drewnianym zamknięciem w idealnym stanie.

Plecione kosze – ja używam ich jako osłony na doniczki: duży – Ikea, mały – Pepco.
Plecione z rafii podkładki na stół oraz siedziska i oparcia krzeseł w salonie i kuchni.
Ulubiona, pleciona retro torebka.

A czy Wy lubicie plecionki we wnętrach? Macie w swoich wnętrzach jakieś elementy z wikliny czy rattanu? Pochwalcie się w komentarzach 🙂

Źródła zdjęć: unsplash, moje zdjęcia.

Zapraszam do podejrzenia poprzednich wpisów z serii: Inspiracje tygodnia:
Inspiracja tygodnia – przydymiony granat
Inspiracja tygodnia – lamperia w nowoczesnym wydaniu
Inspiracja tygodnia – terakota we wnętrzach

Czytaj dalej...