Przeglądnięte przez
Kategoria: Jak zrobić

Moje sposoby na less waste

Moje sposoby na less waste

O idei zero waste czy less waste słyszeli już chyba wszyscy. Promują je nie tylko zwolennicy produkowania jak najmniejszej ilości śmieci. Tymi chwytliwymi hasłami zaczęły się też posługiwać najróżniejsze firmy, próbujące wykorzystać je do sprzedaży kolejnych rzeczy, w teorii niezbędnych do życia less waste, w praktyce przyczyniających się do produkcji kolejnych niekoniecznie potrzebnych rzeczy i właściwie przeczących tej idei.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Jak urządzić funkcjonalne domowe biuro?

Jak urządzić funkcjonalne domowe biuro?

Aranżacja biura w domu często stanowi jeden z pierwszych kroków w drodze do rozpoczęcia działalności, którą wykonywać będziemy we własnych czterech kątach. O czym pamiętać podczas urządzania prywatnego home office?

unsplash.com

Praca zdalna – nie tylko dla freelancerów

Praca zdalna zyskuje coraz większą popularność. Do niedawna pozwolić sobie na nią mogli jedynie freelancerzy, obsługujący zlecenia z różnych branż. Praca w domowym zaciszu najczęściej łączyła się z wykonywaniem wolnego zawodu, nierzadko połączonego ze sztuką.

unsplash.com

Dziś jednak urządzenie biura we własnym domu staje się coraz bardziej powszechen – nie tylko ze względu na wygodę, ale również narastającą potrzebę zabierania części pracy do domu. Dzięki takiemu podejściu często możemy ułatwić sobie znaczną część obowiązków związanych z pracą, a wskutek tego oszczędzić czas i pieniądze.

Mniej bodźców, większa kreatywność

Dobrze znane, bezpieczne i zaufane otoczenie może być bardzo dobrym motorem napędzającym naszą kreatywność. Problemem może być jednak nadmierna ilość pochłaniających naszą uwagę bodźców, o które w domu nietrudno. Biegające wokół dzieci, domagające się uwagi zwierzęta, a nawet hałasy dobiegające zza okna mogą być na tyle skuteczne w odciąganiu naszej uwagi, że znacząco ograniczą naszą produktywność.

pexels.com

Biuro w domu powinno być zatem urządzone w spokojnym miejscu, najlepiej nieco oddalonym od głównych szlaków komunikacyjnych w mieszkaniu. Położony na uboczu pokój (lub jego fragment) sprawdzi się w tym celu o wiele lepiej, niż ruchliwa jadalnia lub pełen życia salon. Nie zawsze jednak domowa przestrzeń jest na tyle obszerna, by móc wydzielić osobne pomieszczenie, w którym zamkniemy wszystkie sprawy związane z pracą.

Biuro w małym mieszkaniu – czy to możliwe?

Nie da się ukryć, że więcej możliwości aranżacji prywatnego biura zapewnia przede wszystkim dom jednorodzinny. Nasz kreatywny zakątek może jednak powstać praktycznie w każdym miejscu, nawet w małym mieszkaniu. Najbardziej istotne będzie jednak to, by wyraźnie oddzielić poszczególne strefy – tak, by rzeczy związane z pracą „nie wylewały się” poza obszar przeznaczony do tego celu. W ten sposób unikniemy nie tylko bałaganu, ale też zmniejszymy ryzyko zawłaszczania życia rodzinnego przez sprawy zawodowe.

W osiągnięciu tego celu skorzystajmy z mebli spełniających wiele funkcji. Im mniejszy będzie nasz kąt do pracy, tym bardziej powinniśmy stawiać na wielofunkcyjność. W wydzieleniu poszczególnych stref mieszkania mogą nam zaś pomóc wysokie sprzęty, takie jak wielopiętrowe regały i szafy na dokumenty. Jeśli zaś w planach mamy poważne biuro z prawdziwego zdarzenia, dobrym pomysłem będzie oddzielenie go poprzez wzniesienie ścianek działowych z lekkich materiałów.

unsplash.com

Jakie biuro do jakiej pracy?

Chociaż zasady tworzenia prywatnej przestrzeni kreatywnej są zasadniczo takie same dla każdej branży, to jednak pamiętajmy, że otoczenie może w znacznym stopniu wpływać na naszą wydajność. Jak zatem zaaranżować biuro w domu tak, by jego właściwości szły w parze z wykonywanym przez nas zawodem?

Praca analityczna: komfort szarych komórek

Do zawodów analitycznych zaliczymy profesje, których praca opiera się przede wszystkim na przetwarzaniu danych. Nietrudno zgadnąć, że chodzi tu przede wszystkim o analizę liczb: programiści, księgowi, w dużym stopniu także geodeci i maklerzy na co dzień obcują z dużą ilością twardych, ścisłych informacji. Do tego osoby zajmujące się analityką pracują w zazwyczaj wysokim tempie i stałych godzinach – wtedy zmęczenie może pojawić się szybciej, niż nam się wydaje.

unsplash.com

Powyższe uwarunkowania skłaniać będą do aranżacji przestrzeni spokojnej i neutralnej; wystrój miejsca pracy nie powinien zakłócać toku myśli, ani też przyciągać do siebie nadmiernej uwagi. Rozgrzany mózg pomogą schłodzić barwy o zimnej temperaturze: odcienie szarości, delikatny błękit oraz niezastąpiona biel. W przypadku aranżacji biura dla
analityka postawmy na praktyczność i funkcjonalność – nawarstwiający się bałagan może bowiem stanowić istotną przeszkodę w walce z deadlinem.

unsplash.com

Praca kreatywna: przestrzeń dla artystów

Zawody z branży kreatywnej nie powinny narzekać na nudę panującą w miejscu pracy. Praca takich osób, jak na przykład graficy, architekci czy muzycy, za podstawę ma przecież kreatywność, dlatego też w trakcie aranżacji możemy pozwolić sobie na nieco większą swobodę, a także… małe szaleństwa, z których najbezpieczniejsze to m.in. kontrastowe desenie przemieszane z odważną kolorystyką.

unsplash.com

Aranżacja przestrzeni kreatywnej zakłada również podkreślenie indywidualizmu wnętrza wraz z jego twórczym charakterem. W tym celu pomocne będzie skorzystanie z ulubionych dzieł sztuki oraz niepowtarzalnych gadżetów, które uwidocznią związek pomieszczenia z użytkownikiem. Nie zaszkodzi również ustawienie kilku roślin, które nie tylko dodadzą temu miejscu życia, ale też oczyszczą atmosferę – nie tylko z zanieczyszczeń, ale też ze słabych pomysłów.

pexels.com

Praca i prywatność – nie mieszaj!

Oczywiście nie trzeba trzymać się ściśle naszych porad tak, by stworzyć idealne biuro we własnym domu. Naczelną zasadą w tym przypadku powinno być bowiem dobre samopoczucie w pracy, które nie zostanie zakłócone ani nęcącymi zapachami z kuchni, ani domagającym się uwagi kotem. Własne biuro projektujmy zatem z myślą nie tylko o funkcjonalności, ale też pamiętając o autonomicznym charakterze tej przestrzeni, minimalnie tylko związanej z tym, co robimy poza pracą. W ten sposób praca nie zawłaszczy naszej prywatności, zaś ta druga nie będzie mieszała się z życiem zawodowym.

pexels.com

Autorką wpisu gościnnego jest Katarzyna Lasocka, wielbicielka aranżacji wnętrz, redaktorka bloga w serwisie nieruchomości Morizon.pl.

A czy Wy pracujecie z domu? Jakie macie sposoby na urządzenie sobie odpowiedniego miejsca do pracy? POdzielcie się pomysłami w komentarzach 🙂 Pozdrawiam!

Poniżej linki do innych wpisów na temat praktycznych pomysłów w aranżącji wnętrz:
Jak wystrój pokoju może rozwijać kreatywność dziecka?
8 pomysłów na udekorowanie ściany
16 sprytnych pomysłów do łazienki

Czytaj dalej...

Drewniane półki w łazience – DIY

Drewniane półki w łazience – DIY

Co jakiś czas mam ochotę na małą zmianę w mieszkaniu. Czasami coś wymieniam, czasami dokupuję, czasami przerabiam. Od jakiegoś czasu marzyły mi się otwarte półki w łazience w narożniku obok lustra, ciężko było jednak znaleźć gotowe o idealnej głębokości (dokładnie na głębokość płytki obok lustra, jak na zdjęciu poniżej). Tak więc zostało nam wykonanie ich samodzielnie. Zaletą tego rozwiązania jest z pewnością to, że półki są dokładnie takie, jak sobie wymarzyłam – drewniane, w naturalnym wykończeniu, o wymiarach idealnie dopasowanych do mojej łazienki oraz na odpowiadających mi wspornikach. Jeśli chodzi o koszt – myślę, że jest porównywalny z gotowymi półkami.
Poniżej znajdziecie dokładny opis tego prostego w wykonaniu – jak to się mówi – DIY wraz ze zdjęciami kolejnych etapów. Mam nadzieję, że okaże się to dla Was pomocne. Zapraszam!

Do wykonania półek potrzebowaliśmy przede wszystkim odpowiednich desek. Kupiliśmy je i docięliśmy na odpowiedni wymiar w jednym z marketów budowlanych oferujących tę usługę. Oszczędziło nam to niskim kosztem (samo cięcie kosztowało 4 zł) części pracy, a docięcie profesjonalnym sprzętem dało nam pewność, że przyszłe półki będą identycznych rozmiarów i wszystkie ich kąty będą proste.

Pierwszym etapem pracy było wyszlifowanie wszystkich krawędzi półki. Użyliśmy do tego korkowej kostki oraz papieru ściernego o grubości 220 – deski były fabrycznie dość ładnie wyszlifowane, więc od razu można było szlifować drobnoziarnistym papierem. W przeciwnym razie, zaczęlibyśmy od papieru o grubszych ziarnach i stopniowo dochodzili do coraz gładszych (im większa liczba, tym drobniejszy papier i tym gładsza będzie po szlifowaniu deska). Z perspektywy mogę doradzić, że ten etap pracy znacząco przyspiesza i uprzyjemnia narzędzie takie jak szlifierka oscylacyjna, ale to sprzęt, który nie każdemu jest potrzebny na co dzień w domu, a ręcznie jesteśmy w stanie uzyskać taki sam efekt (niestety, wkładając w pracę wielokrotnie więcej wysiłku i czasu).

Następnie, na wyszlifowanych deskach odmierzyliśmy i zaznaczyliśmy punkty, w których mieliśmy wiercić otwory na wkręty. Otwory są potrzebne, żeby wkręty nie rozszczepiły półki podczas przykręcania podpór. Ponieważ każda podpora półki jest trochę inna (minimalne różnice powstaną nawet na najdoskonalszej linii produkcyjnej), warto do każdej półki „przypisać” konkretne podpory i wyznaczać punkty na otwory indywidualnie. My zapisaliśmy numery na półkach (w miejscach, które zakryją odpowiadające im podpory) oraz na podporach, dzięki czemu łatwo było później odnaleźć pary.

Dokładne położenie otworów ustaliliśmy, kładąc na płaskim blacie deskę do góry spodem i dosuwając ją do ściany. Następnie ukłożyliśmy na desce podporę tak, żeby płasko i pewnie leżała na półce, jednocześnie dotykając w miarę możliwości ściśle do ściany i zaznaczyliśmy otwory przy pomocy ołówka. Znowu, zależnie od jakości wykonania podpór, z przyleganiem do ściany może być nieidealnie, ale nie trzeba się tym bardzo przejmować. Jeżeli dobrze przylega do deski, później wkręty powinny ją „dociągnąć” do ściany.

Mając już zaznaczone miejsca na otwory, mogliśmy przystąpić do wiercenia. Użyliśmy małego wiertła do drewna (oczywiście odpowiednio mniejszej średnicy niż wkręt), bardzo uważając, żeby nie przewiercić półki na wylot. My, żeby tego uniknąć, użyliśmy kawałka taśmy naklejonego wokół wiertła, dzięki czemu wiadomo, jak głęboko można wiercić. Na pewno lepiej trochę za płytko, niż trochę za głęboko.

Mając wywiercone otwory, mogliśmy przystąpić do konserwowania półek. Ponieważ w naszym wypadku miały to być półki łazienkowe, etap ten był szczególnie ważny. Ciągłe działanie wilgoci na niezakonserwowane deski może powodować, że zaczną się przebarwiać albo pleśnieć. Ponieważ po konserwowaniu stolika zostało nam wciąż sporo oleju do blatów, właśnie ten środek postanowiliśmy zastosować. Poprzednio sprawdził się dobrze i nawet z perspektywy czasu, nie mamy z zakonserwowanym nim blatem żadnych problemów (nie chłonie wody ani plam np. z wina).

Zaczęliśmy od dokładnego oczyszczenia desek z pyłu. Następnie, przy użyciu bawełnianej szmatki, równomiernie, cienką warstwą, rozprowadziliśmy olej po całej powierzchni deski. Najlepiej, jeśli cała deska, ze wszystkich stron będzie naolejowana jednocześnie – unikniemy zacieków i różnic w odcieniu. Zrobiliśmy to, wkręcając do połowy wkręt w wywiercony wcześniej otwór i podwieszając za niego deskę – mokra deska na niczym nie leżała, więc olej równomiernie wchłonął się i wysechł. Szczególną uwagę przy olejowaniu należy zwrócić na krawędzie boczne – tam, gdzie widoczne są słoje. Te powierzchnie są wyjątkowo chłonne i możliwe, że trzeba tam będzie dla solidnej konserwacji nałożyć więcej oleju.

Po wyschnięciu (czas zgodny z instrukcją na opakowaniu) deskę ponownie oszlifowaliśmy jak najdrobniejszym papierem ściernym, żeby usunąć luźne włókna drewna, które podnoszą się podczas schnięcia. Po ponownym oczyszczeniu warto wykonać test wodoodporności półki – upuszczamy na deskę kroplę wody i obserwujemy, czy ją moczy, kiedy się po niej przesuwa. Jeśli tak, należy powtórzyć olejowanie i szlifowanie – z dobrze zakonserwowanej deski krople powinny się zsuwać, nie zostawiając praktycznie śladu.

Kiedy byliśmy już zadowoleni z efektu impregnacji, przystąpiliśmy do montażu podpór do półek. Jedyna uwaga – wkręty muszą być co najmniej kilka milimetrów krótsze, niż grubość deski i podpory, żeby uniknąć przebicia lub wybrzuszeń na powierzchni półki.

Następnie, półki z przykręconymi podporami ustawiliśmy już w docelowym miejscu i przy pomocy poziomicy… wypoziomowaliśmy 🙂 Ołówkiem zaznaczyliśmy punkty, w których będziemy wiercić. Ponieważ nam przyszło wiercić w płytkach, dla pewności użyliśmy do ich przewiercenia wiertła do szkła. Przy miękkich płytkach pewnie na sucho uszło by nam użycie tańszego wiertła do metalu, ale potencjalna wymiana pękniętych płytek skłoniła nas jednak do zainwestowania w pewniejsze rozwiązanie. Wiertłem do szkła przewierciliśmy się wyłącznie przez płytki, nie nadaje się ono do wiercenia w murze. Jeśli to możliwe, staraliśmy się wiercić albo w fudze, albo z dala od krawędzi płytki – znów zmniejszamy szansę, że płytka pęknie. Płytkę przewiercamy koniecznie BEZ udaru. Taśma malarska widoczna na zdjęciach zmniejszyła szczerbienie się płytek oraz ogranicza brudzenie ściany. Kiedy wszystkie płytki mieliśmy już przewiercone, założyliśmy wiertło do betonu i kontynuowaliśmy pracę. Jeśli potrzebujemy wywiercić duży otwór (np. 8, 10 mm) warto zacząć od małego wiertła i stopniowo rozwiercać otwór – dużo łatwiej i bezpieczniej niż od razu ruszać z docelową średnicą. Znów zastosowaliśmy trik z naklejeniem taśmy klejącej na wiertło, żeby nie wiercić za głęboko. Najlepiej wiercić minimalnie głębiej niż długość koszulki rozporowej, którą planujemy użyć – łatwo to odmierzyć na wiertle.

Średnica i głębokość otworu, jakiego potrzebowaliśmy w ścianie wywiercić oraz rodzaj koszulki (zwanej też „kołkiem”) były podyktowane tym, jak bardzo obciążona ma być półka, w jakiej ścianie będziemy wiercić (beton, cegła, GK itp.) i na ilu wkrętach będzie powieszona. Najlepiej dopytać w sklepie o swój konkretny przypadek lub poszukać w internecie tabeli, jeśli nie ma się w tym doświadczenia.

Wiercenie przebiegło pomyślnie więc w otworach umieściliśmy koszulki (delikatnie można sobie pomóc młotkiem), oczyściliśmy ścianę z pyłu i przykręciliśmy półki.

Dzięki temu małemu przedsięwzięciu zyskaliśmy, wbrew pozorom, dość dużą nowa powierzchnię do przechowywania. Wykorzystaliśmy ją na ozdobne pudełeczka na płatki kosmetyczne i małe flakoniki szklane – z olejkami, hydrolatami, perfumami. Całości dopełniają trzy, niestety sztuczne, sukulenty z Ikea, ponieważ łazienka nie ma dostępu światła słonecznego. Półki, jak na razie, sprawdzają się bardzo dobrze. Obawialiśmy się nieco zastosowania drewna w łazience, gdzie jest tam przecież dużo wilgoci, ale do tej pory nie zaobserwowaliśmy żadnych negatywnych zmian.

Polecam Wam takie proste i szybkie DIY, zwłaszcza, jeśli wśród „gotowego” asortymentu nie możecie znaleźć dokładnie tego, czego szukacie. Po co iść na kompromisy, skoro można szybko i niskim kosztem mieć idealnie to, co się chce? No właśnie 🙂 Ja z półeczek jestem bardzo zadowolona, ciepły odcień drewna ładnie ociepla biało-czarną łazienkę, a ja mam miejsce na wyeksponowanie ozdobnych flakoników, do których mam słabość 😉

A jakie DIY Wy ostatnio wykonywaliście? Podzielcie się pomysłami w komentarzach. Pozdrawiam!

Poniżej linki do innych domowych małych projektów:
Jak odnowić drzwi wejściowe?
Jak zrobić stoliczki z plastra drewna?
Na co zwracać uwagę przy kupnie lamp vintage?

Czytaj dalej...