Metamorfoza balkonu cz. 3

Metamorfoza balkonu cz. 3

Tydzień temu na blogu pokazywałam metamorfozę balkonu południowego. Dzisiaj przyszła kolej na balkon od strony północnej. Tej części mojego mieszkania jeszcze nie pokazywałam, bo do tej pory w ogóle tego balkonu nie używaliśmy. Jeśli chcecie zobaczyć, jak to wyglądało kiedyś a jak wygląda teraz, zapraszam do wpisu!

Balkon północny

Oprócz małego balkonu od strony południowej dostępnego z salonu mamy w mieszkaniu drugi, dwa razy większy po przeciwnej stronie mieszkania, dostępny od kuchni. Niestety przez wiele lat w ogóle go nie używaliśmy. Ta powierzchnia się marnowała. A wręcz przysparzała nam wielu problemów.

Balkon pierwotnie nie miał żadnego zadaszenia. A że jest od strony północnej, z tego powodu ciągle były jakieś problemy z wilgocią, i chodziło zarówno o ściany, jak i podłogi, a przede wszystkim przecieki do sąsiadów, którzy mają pokój pod naszym balkonem. Płytki kładliśmy dwa razy, poprawiana była wylewka i izolacja przeciwwodna a nawet wszystkie obróbki blacharskie, które pierwotnie były źle wykonane. Ściany zewnętrzne również były przemalowywane, były po prostu paskudne od tych zacieków. W dodatku nad nami są jeszcze dwie kondygnacje gołej ściany, po której wszystko ściekało nam na balkon. Dramat. Mimo tych wszystkich poprawek, wciąż na balkonie było ciągle wilgotno. Dodatkowym problemem były gołębie, a raczej to, co urządziły sobie na naszej posadzce… Chyba można się domyślić.

Po wielu bataliach ze wspólnotą w końcu dostaliśmy zgodę na montaż daszku i w zeszłym roku został on wykonany (oczywiście sami wszystko załatwialiśmy i na nasz koszt). Przy okazji zdecydowaliśmy się na montaż siatki przeciw kotom, która choć nie piękna, to jednak bardzo praktyczna – w końcu nie musimy się bać, że koty skoczą na dół lub spadną albo przejdą przez połączone balkony do sąsiadki. Siatka (wraz z daszkiem) rozwiązała też problem gołębi.

Montaż daszku i siatki to było wszystko, na co mieliśmy siły w zeszłym sezonie. Na dokończenie metamorfozy wybraliśmy sezon następny, czyli obecny.

Przed metamorfozą

Tak wyglądał balkon początkiem wiosny tego roku. Jak widać – montaż daszku bardzo nam pomógł w kwestii czystości podłogi 😉 Na zdjęciu widać stary stolik, jeszcze przed przemalowaniem, który wylądował na drugim balkonie, a na nim stoi zdobyczna donica drewniana ze śmietnika. Również ją przemalowaliśmy i przenieśliśmy na drugi balkon, ale o tym więcej przeczytacie w poprzednim wpisie. W narożniku bluszcz, któremu już brakuje szczebelków do pięcia się. Na parapetach pelargonie (z zeszłego roku) w donicach zrobionych przez mojego męża jeszcze do poprzedniego mieszkania, dlatego są białe. Teraz pasowałyby nam bardziej brązowe, ale te też mogą być. Na barierce zwisają bratki, które ostatecznie również wylądował na drugim balkonie. Tu miały kiepskie warunki do życia – za mało światła a za dużo małych rączek próbujących je powyrywać.

Ogólnie balkon nie wyglądał źle. Jednak nie był zbyt przytulny oraz przede wszystkim brakowało tu jakiegokolwiek miejsca, żeby usiąść i w końcu móc z niego korzystać. Chociaż i tak cieszyliśmy się, że możemy na nim rozwiesić pranie bez ryzyka „ozdobienia” przez gołębie 😉

Plany na metamorfozę

Jak już wspomniałam głównym celem metamorfozy tego balkonu było zrobienie z niego bardziej przytulnego miejsca, z którego będziemy chętnie korzystać i który będzie przedłużeniem naszego mieszkania. Jest to balkon północny, więc słońce prawie nigdy tu nie dochodzi. Między innymi dlatego jest mało przytulny. Ale to ma też swoje zalety, bo w gorące dni daje dużo wytchnienia. Jest też dość duży, więc pomieści dużo rzeczy, można na nim rozwiesić pranie.

Plany były następujące – przesadzić bluszcz do większej donicy, aby mógł się ładnie rozrosnąć. Jest to odmiana, która może spokojnie rosnąć w cieniu, nie zrzuca też liści na zimę. Jedyną wadą jest to, że rośnie bardzo wolno. Chcieliśmy, aby bluszcz piął się po tylnej ściance i najlepiej rozrósł się na cały balkon 🙂 Do tego celu planowaliśmy zamontować na ściance kratkę, która nam została z drugiego balkonu.

Oprócz tego chcieliśmy wykorzystać dużą powierzchnię balkonu na możliwość przechowywania na nim jakichś rzeczy. Wymyśliliśmy, że będzie to prosty regał drewniany w narożniku i skrzynki na nim poustawiane (lub inne rzeczy, w zależności od potrzeb).

Kolejnym krokiem miał być montaż nowej maty na barierki, jak na drugim balkonie.

Ostatnim większym zakupem miał być komplet mebli – stolik i jakieś krzesła, najlepiej lekkie, niewielkie, które ewentualnie można składać, ale też oczywiście wygodne. Jak to wszystko wyszło?

Balkon po metamorfozie

Myślę, że zmiana jest dość znacząca! Przede wszystkim widać nowy daszek i jego konstrukcję, co na szczęście nie wygląda tak źle, ale też zrobiło się tutaj o wieeele przyjemniej.

Na tylnej ścianie, która stanowi tło dla całego balkonu jak się na niego wchodzi, zamontowaliśmy kratkę z drugiego balkonu. Pomalowaliśmy ją, aby kolorem pasowała do reszty. Pod jej wymiar zamówiliśmy gotową skrzynię na nasz bluszcz. W porównaniu do sytuacji sprzed metamorfozy, myślę, że ma teraz o niebo lepsze warunki do życia, i mam nadzieję, wzrostu.

Obok kratki i skrzyni w narożniku balkonu zmieścił się regał, który zamówiliśmy na wymiar przez Olx. Trafiliśmy na super pana, który wykonał i przesłał go nam w dwa dni. Na miejscu wystarczyło go tylko złożyć i pomalować. Może nie „tylko” bo malowanie regału kilkoma warstwami oraz kratki chwilę jednak zeszło. Jak widać po zdjęciach, wszystko było wyliczone na milimetry – zarówno na wysokość jak i szerokość – tak, że nawet trudno byłoby to wszystko teraz zdemontować 😉 Uważam, że wyszło to bardzo ładnie, estetycznie i spójnie. A, że wszystko jest z drewna, to mam nadzieję, że nam trochę posłuży. Podoba mi się też, jak kratka, regal i skrzynia „giną” na tle brązowej ściany, co wyszło w sumie trochę przypadkiem…

Jako, że wszystkie nasze balkonowe rzeczy zmieściły się w skrzyni na drugim balkonie (na razie) to regał może nam służyć do wystawienia roślin. Przeniosłam tu część z kuchni. Bardzo dobrze komponują się tu zwłaszcza te zwisające.

Na barierce zamontowaliśmy matę z naturalnych gałązek, Z dostępnych mat jest to według mnie chyba najbardziej estetyczne rozwiązanie, choć z zasady nie bardzo lubię jakiekolwiek maty. Jednak są one po prostu praktyczne. Choć wolałabym, żeby architekci po prostu lepiej projektowali barierki, tak, aby nie było potrzeby montażu mat wszelakich. Zwłaszcza, że każdy sąsiad ma co innego i psuje to efekt ogólny. Nawet na nowych osiedlach to widzę. Zdjęliśmy z barierki zawieszone donice, dzięki czemu jest więcej miejsca do przejścia. Ale te na parapecie zostały, podobają mi się tu, a pelargonie mimo niezbyt dużej ilości słońca chyba dobrze się tu czują, choć nie maja za dużo kwiatów (pewnie przez ten brak słońca).

Po długich poszukiwaniach mebli balkonowych postawiliśmy na bardzo popularny teraz komplecik metalowy z technorattanem i szklanym blatem na stoliku. Obie nasze mamy też takie mają i bardzo sobie chwalą, sami tez je przetestowaliśmy i w sumie spełniają większość naszych założeń. Nie podoba nam się tylko ten technorattan, wolelibyśmy coś bardziej naturalnego, ale drewno jest zazwyczaj ciężkie, a wiklinowe meble trudniej dostępne i duuużo droższe. Niszczą się też bardzo na zewnątrz, jednak ten technorattan jest wytrzymalszy. Jesteśmy zadowoleni z tego kompletu – stolik stabilnie stoi i nie muszę się bać, że dziecko go przewróci. Krzesła są wygodne, lekkie i składają się jedno na drugie. Żeby było jeszcze wygodniej, dodaliśmy poduszki na siedziska, takie same jak na drugim balkonie. Pod nogi położyliśmy mały dywanik, który wcześniej był w kuchni, a teraz super nam się tu sprawdza bo milej jednak chodzic po nim gołą stopą niż po płytkach. Można go prać w pralce więc idealnie.

Na koniec tzw. finishing touches, czyli dodatki. Niby nie tak istotne, ale to one dodają tej pożądanej przytulności.

Do dużej skrzyni dosadziliśmy więcej małych sadzonek bluszczu, które dostaliśmy od mamy mojego męża. A na regale umieściłam kilka roślin z mieszkania, skrzynki na drobiazgi, które już miałam w domu, konewkę, zraszacz do roślin (z Ikei, jest super!) oraz kilka dekoracji – słoje z muszlami z wakacji i latarenki na świece. W narożniku przy drzwiach stanęła mała palemka przyniesiona z salonu, która stała przez zimę nieco zastawiona i trochę zmarniała, może tu odżyje. A przy okazji dodaje trochę wakacyjnego klimatu 😉 Na stole pięknie pachnąca róża z maminego ogrodu i domowy kompot. Wszystko czeka gotowe, tylko wygodnie się rozsiąść. Zapraszam!

Balkon od strony północnej idealnie nam się sprawdza w cieplejsze dni. Wtedy po drugiej stronie jest za ciepło, a tu można odetchnąć. Podczas, gdy drugi balkon upodobaliśmy sobie na poranną kawkę, ten jest teraz naszym ulubionym miejscem na obiad i wieczorny odpoczynek.

I to wszystko jeśli chodzi o dzisiejszą metamorfozę i ogólnie metamorfozy balkonów. Która Wam się bardziej podoba? Napiszcie proszę w komentarzu i do następnego!

Poniżej inne wpisy ze zdjęciami mojego mieszkania:

One thought on “Metamorfoza balkonu cz. 3

  1. Trudno powiedzieć, która metamorfoza lepsza. Chyba nr 2 🙂 Super to wygląda! Fajnie, że jest ten daszek i że gołębie już nie są utrapieniem 😉 Ciekawe, że są 2 balkony, ale tak sobie myślę teraz, że fajnie przy kuchni mieć balkon, bo właśnie można zjeść na nim posiłki! Też nie lubię tych mat na barierkę, ale rozumiem, że to się może przydać przy kotach.
    Skomentowałam też poprzedni wpis. Pozwolę sobie na szerszy komentarz, bo może kogoś zainspiruje. Mamy bardzo mały balkon, na ostatnim piętrze (2, więc nie tak źle), południe-wschód. Nie mamy zadaszenia i po latach zdecydowaliśmy się na markizę (porządną, która już jest z kilka lat i nic się z nią nie dzieje). Bez tego zadaszenia było koszmarnie gorąco. Takie daszki też rozważaliśmy, ale … nie podobały nam się. Na pewno praktyczne, ale miałam wątpliwości też, czy by dobrze „odbijały” słońce. Dzięki markizie w pokoju robi się chłodniej i przyjemniej. Minus, że jak pada deszcz, to trzeba ją zwijać, a zimą jest zwinięta, więc brudzi się balkon. Podłogę mieliśmy też koszmarną i w końcu w zeszłym roku zdecydowaliśmy się na remont. Nie było tanio, ale mieliśmy już dosyć starej podłogi, która się dosłownie sypała. Pan doradził nam montaż płyt tarasowych o grubości 2 cm. Najpierw nie chciałam wierzyć i bałam się, że balkon spadnie na dół 😉 ale to był dobry wybór. One są trwalsze, nic nie pękło czy skruszało po zimie. Wybraliśmy bardziej chropowate, więc trudniej doczyścić, ale kolor jest neutralny i nie widać zabrudzeń. Pierwotnie myśląc o podłodze rozważałam różne opcje (Położenie na starej podłodze drewnianej podłogi dostępnej w sieciówkach, gumitaras. Może goły beton i na to coś. Sztuczna trawa tak popularna odpadała z oczywistych względów :D). Nie chciało mi się inwestować w ten mały balkon. Ale przyszła pandemia, chęci do metamorfoz i wzmożone siedzenie w domu, że zachciało się mieć miłe „pomieszczenie” z dostępem do zieleni i powietrza. Nie mamy maty na barierce, bo o dziwo ta barierka jest w porządku, a nikt nas bezpośrednio nie widzi (chociaż ma się coś budować naprzeciwko, więc zobaczymy, co wtedy). Moim zdaniem warto dołożyć starań i „ucywilizować” niedocenianą często przestrzeń balkonową. Nawet jeśli jest małym wypierdaskiem jak nasz 😉 I niekoniecznie trzeba robić wielkie remonty, jeśli nie ma się funduszy albo ochoty. Twój wpis pokazuje, że da się podejść do tego w sposób racjonalny 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.