Przeglądnięte przez
Tag: inspiracja

Styl glamour vintage we wnętrzach

Styl glamour vintage we wnętrzach

Styl vintage już od kilku lat cieszy się wielkim powodzeniem w świecie wnętrz. Nie bez powodu – niski koszt uzyskania niebanalnego wnętrza z elementami vintage stanowi jeden z najbardziej atrakcyjnych i przekonujących aspektów, ponadto rzeczy z drugiej ręki wpisują się w nurt zero waste i są stosunkowo łatwo dostępne. Dodatkowo, vintage to swego rodzaju historia opowiedziana za pomocą starych przedmiotów, ubrań, dodatków. Docenią to z pewnością osoby wrażliwe i z wyobraźnią.
Styl vintage glamour jest odmianą stylu vintage, jest jednak bardziej wyrafinowany i wymaga nieco większych zasobów finansowych (inną na przykład odmianą będzie połączenie vintage i boho, również bardzo teraz popularne).

Główna koncepcja projektowania wnętrz w stylu glamour vintage również opiera się głównie na ponownym wykorzystaniu i odświeżeniu starych przedmiotów we wnętrzach, jednak w nieco bardziej eleganckiej i wysublimowanej wersji. Przedmioty dobieramy z większą starannością i dbałością o detale. Staramy się stworzyć spójne wnętrze z pasującymi do siebie elementami, nie ma tu miejsca na przypadkowość i bylejakość. Glamour vintage jest mieszanką vintage, glamour i stylu klasycznego z wzornictwem artystycznym.

Warto pamiętać, że choć styl vintage kojarzy się głównie z zaczerpnięciami z lata 50. i 60., to tak naprawdę możemy sięgać do stylistyk od art deco po lata 90. Wybór epoki lub epok odzwierciedlającej Twój styl pozwoli Ci uzyskać idealnie spersonalizowane wnętrze. Podobnie jak we wnętrzach vintage, tak i tutaj warto nie trzymać się tylko jednej epoki ale nieco je pomieszać oraz dodać trochę elementów nowych – pasujących, ale współczesnych, nie chcemy przecież stwarzać muzeum a wnętrze do mieszkania. Wybierajmy również elementy odzwierciedlające nas i pasujące do nas – jeśli źle się czujemy wśród ciężkich, starych mebli lub nie pałamy miłością do wykończenia na wysoki połysk – nie decydujmy się na to na siłę. Za to możemy dodać coś, co pasuje do naszych zainteresowań (na przykład gramofon, jeśli cenimy sobie dźwięk muzyki analogowej i urok starych płyt czy plakaty ulubionych artystów lub z reprodukcjami cenionych malarzy).

A teraz czas na konkrety. Jakie właściwie elementy pasują do wnętrz w stylu glamour vintage?

Kolorystyka

1. Kolor.

Wnętrza vintage glamour z pewnością nie są dla osób lubiących wnętrza neutralne. Tutaj ważny jest kolor – bordo, brudny róż, granat, terakota, ciemna zieleń, musztardowa żółć, ceglasty pomarańcz, ciemna czerwień, oliwkowa zieleń, czekoladowy brąz, taupe – wybór jest ogromny. Kolory powinny być lekko przełamane, mięsiste, raczej nie neonowe czy bardzo żywe. W zależności od preferencji, stosujemy kolor w większym lub mniejszym zakresie. Nie decydujmy się jednak na całe pomieszczenie w danym kolorze czy kolorach, żeby go nie przytłoczyć i nie stworzyć wnętrza wręcz historycznego.

2. Neutralna baza.

Neutralna baza w postaci ścian i podłogi będzie dobrym tłem dla połączenia pozostałych, odważniejszych i bardziej zdecydowanych elementów. Oczywiście kolor tu też może się pojawić, ale raczej w formie podkreślenia określonego fragmentu wnętrza.

Meble

3. Lakierowane meble.

Meble na wysoki połysk idealnie wpiszą się w koncepcję wnętrza glamour vintage. Powinny jednak być w dobrym stanie, zniszczona powierzchnia mebla może zepsuć cały efekt.

4. Meble zdobione.

Stare meble z bogatymi zdobieniami mogą być świetnym dodatkiem do wnętrz w tym stylu. Trzeba jednak uważać, aby nie przesadzić i dobierać takie elementy z umiarem.

5. Zaoblone kształty mebli.

Zaoblone kształty często występują na meblach w stylu art deco, modernizmu czy z lat 50. i 60. Również we współczesnym wzornictwie robią się coraz bardziej popularne. Meble z zaobleniami mają bardziej elegancki charakter ale są też praktyczne – mniejsze ryzyko zawadzenia o kant 🙂

Dodatki

6. Złote i mosiężne dodatki.

Klamki, włączniki, kontakty, uchwyty, baterie, haczyki, oprawy luster, ramy obrazów, gałki, nóżki, misy i wiele innych – w miarę możliwości finansowych i dostępności warto zwrócić uwagę na te elementy. Dodatki z tego materiału uznawanego za dość szlachetny czasem stanowią clue całego wnętrza. Jeśli jednak nie lubisz złota – możesz postawić na elementy chromowane lub niklowane, jak to miało miejsce w pięknych artdekowskich i modernistycznych przedwojennych wnętrzach.

7. Dekoracyjne, mosiężne oprawy oświetleniowe.

Nic tak nie upiększy wnętrza jak dobrze dobrana, efektowna lampa lub lampy, jako, że teraz stawiamy na wiele źródeł światła we wnętrzu.

8. Mięsiste, ciężkie materiały.

Mięsiste, ciężkie draperie w ciepłych, złamanych kolorach wymienionych wyżej w postaci zasłon, obić, poszewek nadadzą wnętrzu elegancji i charakteru.

9. Sztuka.

Sztuka jest bardzo ważna we wnętrzach vintage glamour. Mogą to być abstrakcyjne obrazy współczesne, plakaty, reprodukcje w nawiązaniu do modernizmu, konstruktywizmu, kubizmu, fowizmu, abstrakcji, sztuki japońskiej. Ostatnio na popularności zyskują także rzeźby „z przymrużeniem oka” – czyli nawiązujące do posągów i popiersi rodem ze starożytnej Grecji np. w formie doniczek lub małych figurek.

10. Tureckie dywany.

Kolorowe dywany w stylu tureckim nawiązują nieco do wnętrz klasycznych. Kiedyś były bardzo kosztowne i tylko nieliczni mogli sobie na nie pozwolić, dlatego też kojarzyły się z luksusem. Dzisiaj, są bardziej dostępne i jak najbardziej wpiszą się we wnętrza vintage.

unsplash.com

11. Rośliny o ciekawych liściach.

W tej odmianie stylu vintage każdy element wnętrza jest ważny – także roślina. Możesz postawić na jeden, większy okaz, będący niejako żywą rzeźbą wpisującą się w układ reszty elementów twojego artystycznego wnętrza lub kompozycję kilku roślin o odmiennych kształtach i wielkościach. Pamiętaj również o odpowiednich doniczkach – plastikowe czy betonowe osłonki nie są mile widziane.

12. Luksusowe materiały.

Welur, aksamit, kamienie naturalne jak marmur, trawertyn polerowany, onyks, drewno dębowe, tekowe – to materiały kojarzące się z luksusem i elegancją, dlatego dobrze się sprawdzą we wnętrzach w omawianym dzisiaj stylu. Welur i aksamit są dzisiaj szeroko dostępne, natomiast elementów z pozostałych materiałów możesz poszukać na aukcjach i targach staroci. Ja w ten sposób znalazłam piękną, drewnianą szafkę z marmurowym blatem za 70zł.

13. Efektowne, designerskie naczynia.

Kiedyś stare naczynia, wazony, kryształy, zwłaszcza z czasów PRL-u można było kupić za bezcen. Dzisiaj więcej ludzi interesuje się dawną sztuką użytkową, pojawiają się kolekcjonerzy, a więc i ceny idą w górę. Plusem tego jest to, że mniej tego typu przedmiotów ląduje na śmietniku. Wciąż jednak można znaleźć ciekawe okazy i stworzyć swoją własną mini kolekcję. Do mody wróciły także kryształy, więc warto na nie polować.

Ogólne zasady

14. Kombinacja elementów vintage z nowoczesnymi.

Tak jak wspomniałam na początku – nie twórzmy z domu muzeum. Warto postawić na eklektyzm i pomieszać elementy z różnych epok, także z tymi współczesnymi. Jeśli się tego boimy, możemy postawić na jakiś wspólny mianownik – na przykład może to być ten sam lub podobny odcień drewna, podobna forma mebla lub meble współczesne w jednym kolorze, stare w innym.

15. Kompozycja wnętrza jako dzieła sztuki.

W przypadku tego stylu wnętrze należy traktować trochę jak kanwę obrazu – całość ale tez każdy fragment powinien tworzyć ciekawy kadr, każda kompozycja powinna być przemyślana. Oczywiście, nie bierzmy tego zbyt dosłownie, ale jest to jednak dość ważne. Jak to sprawdzić? Róbmy zdjęcia naszemu wnętrzu w różnych miejscach – całości lub poszczególnym częściom i sprawdzajmy, czy tworzą atrakcyjne kadry. Może gdzieś brakuje czegoś na ścianie? A może jest za dużo elementów w innym miejscu? Może przyda nam się dodatkowy, mały stolik, który może wędrować po pomieszczeniu i mieć różne funkcje – raz być stolikiem kawowym, innym razem kwietnikiem. Swoją drogą, zwróć uwagę na bardziej profesjonalne zdjęcia wnętrz – często na nich pojawiają się własnie takie małe stoliczki, które wędrują po pomieszczeniu, czasem pojawiają się na wielu kadrach, z pozoru nie mając żadnej konkretnej funkcji. A ich funkcją często bywa właśnie to, aby dopełnić daną kompozycję.

16. Wykorzystaj zalety wnętrza.

Spójrz na swoje wnętrze i wykorzystaj jego zalety – jeśli masz wysokie wnętrze, zawieś długi, ozdobny żyrandol, jeśli pomieszczenie jest duże, możesz zastanowić się nad większymi gabarytowo meblami i bardziej odważnymi kolorami. Jeśli wnętrze posiada wnękę – wykorzystaj ją – zaakcentuj kolorem i stwórz w niej regał z retro gadżetami, powieś lustro czy grafikę lub postaw ciekawą komodę na jej tle. Duże okna możesz ozdobić ciężkimi zasłonami, a w małym pomieszczeniu możesz postawić na jasną bazę i kolorowe akcenty w postaci plakatów czy drobnych mebli.

unsplash.com

17. Uważne dobranie sprzętów.

We wnętrzach z tą konkretnie stylistyką trzeba uważać na sprzęty AGD i RTV. Jest kilka strategii na ugryzienie tego tematu. Ponieważ współczesne sprzęty, w przeciwieństwie do tych vintage, mają przede wszystkim być funkcjonalne, a niekoniecznie ozdobne – możemy je maksymalnie ukryć, aby nie zepsuć efektu pomieszczenia tworzącego jedną, artystyczną całość. Drugim sposobem jest wybranie sprzętów nowoczesnych w wyrazie i wraz z jakimiś dodatkowymi współczesnymi elementami stworzenie kontry dla elementów vintage. Możemy wybrać też sprzęty stylizowane na vintage, których pojawia się coraz więcej na rynku. Choć z zasady jestem przeciwna rzeczom stylizowanym na stare, to sprzęty, zwłaszcza te niezbędne we współczesnym gospodarstwie domowym, są dla mnie wyjątkiem – chodzi przecież przede wszystkim o naszą wygodę użytkowania. Nie będziemy przecież kupować przestarzałych, niedziałających czy zużywających mnóstwo energii sprzętów tylko ze względu na wygląd.

W przeciwieństwie do oryginalnego stylu vintage, wnętrze vintage glamour nie jest już takie niewymuszone i lekko chaotyczne – każdy element jest dokładnie wyselekcjonowany i ma swoje miejsce, a wnętrze jest szczegółowo zaprojektowane (niekoniecznie przez projektanta), choć bywa, że przychodzi to z biegiem czasu – dokładamy lub odejmujemy poszczególne elementy. Ponadto, wnętrze samo w sobie jest dziełem sztuki.
Co ważne – nie ma tu miejsca na rzeczy złej jakości, na plastikowe dekoracje – ten odłam stylu jest elegancki, wręcz wysublimowany. Jeśli czujesz, że jest to coś dla Ciebie, mam nadzieję, że moje wskazówki będą inspiracją.

PS. Piękne wnętrza nawiązujące do glamour vintage możecie zobaczyć tu, tu i tu – są to konta na Instagramie, gdzie możecie podejrzeć wnętrza właścicielek – graficzki i autorki pięknych kolaży Aleksandry Morawiak, autorki i właścicielki butiku z biżuteria Kopi Natalii Kopiszki oraz blogerki Joanny Glogazy.

Inne wpisy o stylach we wnętrzach:
gościnny wpis na blogu portalu Morizon.pl – Styl safari we wnętrzach – egzotyka na co dzień
Styl wabi-sabi – bunt wobec doskonałości
Styl industrialny we wnętrzach
Styl boho we wnętrzach
Jak połączyć styl vintage i nowoczesność w mieszkaniu?
Inspiracja tygodnia – styl folk, czyli o tym, jak ludowe wycinanki wkroczyły na salony
Styl vintage we wnętrzach i dlaczego tak go lubimy?
Jak wprowadzić elementy stylu kolonialnego do wnętrz?

Czytaj dalej...
Metamorfoza przedpokoju

Metamorfoza przedpokoju

Po pokazaniu Wam sypialni i kuchni przyszedł czas na metamorfozę przedpokoju.

Gdy to konkretne pomieszczenie jest w remoncie, jest to bardzo uciążliwe w codziennym życiu, ponieważ chcąc przejść z jednego pokoju do drugiego musimy przez przejść przez korytarz czy przedpokój (przynajmniej jest tak u mnie). Nie da się zamknąć drzwi i całego tego bałaganu zostawić za sobą. Mam nadzieję, że teraz już przez dłuższy czas nie będę musiała wracać do tego kurzu i pyłu powstałego w remoncie, który unosi się jeszcze w mieszkaniu przez kilka kolejnych miesięcy…

Patrząc na moją planszę inspiracyjną dla tego pomieszczenia sprzed kilku miesięcy, muszę przyznać, że większość rzeczy udało się wykonać tak, jak to sobie zaplanowałam. Zacznijmy od początku. Remont przedpokoju rozpoczął się od delikatnego wygładzenia ścian, a były one bardzo nierówne. Dalej trochę są, ale mnie to nieszczególnie przeszkadza (przeszkadzają mi za to idealnie gładkie, wyszlifowane na błysk ściany z gładzi gipsowych – po pierwsze, bo lubię, jak ściany mają lekka fakturę, po drugie tradycyjny tynk cementowo-wapienny jest bardziej odporny na uszkodzenia mechaniczne i jest paroprzepuszczalny). Następnie ściany zostały pomalowane na biało w górnej części i na granatowo w dolnej, w formie lamperii. Długo zastanawiałam się nad kolorem lamperii, w końcu wybrałam nieco przygaszony, ciemny odcień niebieskiego, dość ciekawy i niespotykany według mnie kolor. Na styku ścian i sufitu zostały położone listwy przysufitowe a przy podłodze zostały wymienione białe listwy z MDFu. Przy tej części remontu mieliśmy sporo problemów z wykonawcami, którzy raczej nie byli w tym niestety „specjalistami”, zwłaszcza jak przyszło do odcięcia niebieskiej lamperii i drzwi czy przyklejenia listew przysufitowych… Ostatecznie niestety wszystko musieliśmy poprawiać sami i wyszło na to, że lepiej (oraz taniej i szybciej) byłoby nam to po prostu zrobić samemu niż zlecić komuś… Także, jakby ktoś pytał, jakiej ekipy w Krakowie nie polecam, to chętnie wam na to odpowiem.

Znalezione stare zdjęcie przedpokoju przed metamorfozą. Szary kolor sprawiał, że wnętrze było smutne, nudne, ściany były już zniszczone, ogólnie brakowało wyrazu.
Kolaż inspiracyjny sprzed prawie roku 😉

Ale nie zanudzając Was tym dalej, po przygotowaniu „bazy”, co wbrew pozorom, przeciągnęło się do kilku miesięcy, bo tak długo nam się nie chciało zabrać do wykonania żmudnych poprawek po „fachowcach”, można było przejść do dalszych prac. W przedpokoju znajduje się, wymyślona i zrobiona przez nas samodzielnie szafa wnękowa z panelami przesuwnymi i została ona również po remoncie, chociaż panele są już nieco wymięte od chwytania ich i zastanawiam się, co z tym fantem zrobić – czy można je np. wyprasować? Czy pozostaje mi je wymienić? W ogóle kiedyś muszę opisać Wam, jak i dlaczego wpadłam na pomysł wykonania tej szafy, bo wydaje mi się, że to całkiem ciekawy pomysł.

Resztę umeblowania przedpokoju stanowią same perełki z tzw. drugiej ręki. Jest to między innymi piękna drewniana, ciężka szafeczka z blatem z naturalnego marmuru, wynaleziona na OLX za…80zł. Uwielbiam ją! Za piękny, szlachetny blat i całkiem sporą pojemność. Szafka jest zupełnie niezniszczona, a blat nieporysowany, także wyjątkowo cieszę się z tego zakupu.

Innym ciekawym elementem jest wieszak, który można znaleźć w Internecie pod nazwą Rockabilly, a który wyszperałam na pchlim targu za 8zł. Niedługo po jego znalezieniu wyświetliła mi się reklama na Facebooku z portalu Patyna.pl i jednym z reklamowanych przedmiotów był…identyczny wieszak, tylko za cenę 80zł (tutaj link do aktualnej oferty prawie identycznego wieszaka na Patynie). Wieszak jest, zdaje się, aluminiowy (jest bardzo lekki, ale jednocześnie wytrzymały), malowany na złoto, z żyłkową półką „na kapelusze”. Jest piękny i bardzo pasował do mojej wizji przedpokoju.

Ostatnim meblem jest siedzisko pod wieszakiem, oczywiście również znalezione na pchlim targu. Oryginalnie było to chyba siedzisko do pianina, ale tak mi się spodobało, że stwierdziłam, że będzie pasować idealnie. W dodatku wyglądało, jakby było zupełnie nieużywane, nie trzeba było z nim nic robić. Jego podnoszone siedzisko może być bardzo praktyczne – gdyby ktoś chciał usiąść wyżej bądź niżej do zakładania butów, ponadto nie jest zbyt głębokie, dzięki czemu nie zajmuje dużo miejsca w przedpokoju. Uważam, że z wieszakiem nad nim, który ma czarne elementy, komponuje się świetnie.

Ważną dla mnie rzeczą w tym remoncie było odmienienie wyglądu drzwi zewnętrznych od wewnątrz. Są to standardowe drzwi metalowe okleinowane. Niestety miały dziurę w okleinie, co bardzo mnie denerwowało. Myślałam nad wymianą okleiny, ale bałam się, czy to się uda – jak ją dobrze odkleić i jak przykleić nową przy tych wszystkich zagięciach i niezbędnych do wycięcia otworach na klamkę, zamek itp.? Ktoś doradził mi, aby dziurę w drzwiach…zaszpachlować szpachlą do drewna lub paneli a drzwi po prostu pomalować. Tak też zrobiliśmy. Odpowiednią szpachle i farbę pomógł dobrać specjalista w sklepie. Wybrałam czarny kolor farby w matowym wykończeniu. Uważam, że to był wybór idealny. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak dokładnie wyglądał proces odnowienia drzwi, zapraszam do tego wpisu.

Jeśli chodzi o dodatki, to nie ma ich tu wiele. Najważniejsze są chyba lampy, które bardzo trudno było mi znaleźć. Szukałam czarno-złotych opraw, delikatnie w stylu retro, ale nie za miliony monet. Te, które ostatecznie wybrałam, nie spełniają idealnie moich oczekiwań, na żywo wyglądają niestety trochę tandetnie w stosunku do zdjęć na stronie sklepu, ale na razie mogą być. I tak nie mogłam znaleźć nic lepszego.

Niezbędne w przedpokoju jest lustro. Bardzo chciałam, aby w przedpokoju znalazło się lustro, w którym można się zobaczyć w całości. Niestety, po wstawieniu szafki, nie ma już ani jednej ściany, gdzie takie lustro by się zmieściło. Musiałam więc zawiesić lustro nad szafką (można się w nim zobaczyć tak mniej więcej do kolan). No cóż, może uda mi się wygospodarować miejsce na lustro do podłogi w sypialni, a jak nie to może kiedyś przestawię po prostu szafkę w przedpokoju. Wybrałam prosty model w czarnej, metalowej ramie. Nie chciałam szaleć przy tak zdobnej szafce.

Naprzeciwko lustra wisi piękny, zrobiony przez mojego dziadka, zegar w drewniano-mosiężnym wykończeniu. Choć nie udało nam się go naprawić, bardzo go lubię, stanowi dla mnie niezwykłą pamiątkę, ale i również ozdobę tego pomieszczenia. W przyszłości być może powieszę na ścianach jakieś małe grafiki (duże by się nie zmieściły), ale na razie chcę wszystko zostawić jak jest. Na marmurowym blacie szafki stoi ciężka, kryształowa popielnica od mojej babci, w której trzymamy klucze oraz mosiężny wazonik (tak, z pchlego targu), w którym aktualnie jest zasuszona lawenda od mojej mamy.

Tym, co mnie jeszcze drażni w przedpokoju (a właściwie we wszystkich pomieszczeniach) są stare, brzydkie drzwi. Jeszcze nie wiem, czy je wymienię czy pomaluję, na pewno takie nie zostaną. Jeśli chodzi o wymianę, to przeraża mnie wyrywanie futryn, a co za tym idzie łataniem dziur po wszystkim i kolejne malowanie a może nawet wymiana podłóg, także jeśli stanie na wymianie, to raczej tylko samych skrzydeł, a futryny trzeba będzie wyszlifować i pomalować. Zastanawiam się tylko, na jaki kolor – czy klasycznie biały mat czy może czarny? A może w przedpokoju białe a w pomieszczeniach jakiś kolor (futryn i drzwi)? Ciągle jeszcze się nad tym zastanawiam. Dajcie znać, co Wy byście zrobili na moim miejscu.

To chyba na tyle, jeśli chodzi o przedpokój. Jak Wam się podoba? To już ostatni, jak na razie, z wpisów o metamorfozach pomieszczeń w moim mieszkaniu. Oczywiście wciąż coś zmieniam, upiększam i dopieszczam, w końcu urządzanie wnętrz to proces, także z pewnością będą Wam pokazywać kolejne zmiany. A od wykonania zdjęć do wpisów o metamorfozach sporo ich się już nazbierało 🙂

Także czekajcie na kolejny wpis a w międzyczasie napiszcie w komentarzach, jakie metamorfozy Wy ostatnio robiliście w swoich czterech kątach. Jestem ich bardzo ciekawa 🙂

Pozdrawiam!

Zapraszam do podejrzenia poprzednich wpisów o planach aranżacyjnych:
Plany aranżacyjne sypialni
Plany na aranżację przedpokoju
Plany aranżacyjne do kuchni
…i o metamorfozach:
Metamorfoza kuchni
Metamorfoza sypialni

Czytaj dalej...
Metamorfoza kuchni

Metamorfoza kuchni

Zapraszam Was dzisiaj do przeczytania drugiego z serii wpisów o metamorfozach w moim mieszkaniu. Jak podpowiedział Wam tytuł, dzisiaj skupimy się na najbardziej wymagającym wnętrzu, czyli kuchni.

Właściwie to cała „przygoda remontowa” (he, he – przygoda – tak, jakby to było coś miłego…) rozpoczęła się własnie od kuchni. Stara kuchnia wymagała już odświeżenia, ale zapłonem do samego remontu okazała się być zmywarka. Bardzo chciałam mieć zmywarkę (zwłaszcza przy układzie, który jest w moim domu – czyli druga osoba gotuje, a ja zmywam ;)), ale nie było gdzie jej wstawić. W tym celu chciałam wymienić jedną z szafek, aby można było w niej umieścić zabudowaną zmywarkę. Okazało się jednak, że żadna nie ma odpowiedniej szerokości więc trzeba byłoby wymienić całe „pudło”, a co za tym idzie również górną szafkę, aby szerokość całej zabudowy się zgadzała. Przy okazji chciałam również wymienić fronty, bo stare były nieco zniszczone oraz blat. A skoro wymieniać blat, to pomyślałam, że czemu by w takim razie nie wymienić piekarnika na bardziej nowoczesny czyli wbudowany z osobną płytą oraz zlewozmywaka na wkładany w blat? Przecież i tak chciałam tak kiedyś zrobić… Po konsultacji ze stolarzami, który mieli dla nas zrobić te zmiany, okazało się, że „niewiele” drożej wyjdzie nas cała nowa zabudowa kuchni, bo przecież najdroższe w kuchni są same fronty, a „pudła” to przy nich prawie nic (no, może nie do końca tak jest ale w gruncie rzeczy mieli rację). Zgodziłam się i rozplanowałam kuchnię od nowa. W zasadzie jej układ pozostał taki sam, natomiast postawiłam na bardziej uporządkowany układ szafek (45+60+6-+60+45), dodałam dodatkowy rząd szafek górnych, zabudowanych do samego sufitu, wszystkie szafki dolne zaprojektowałam w formie szuflad, które są dla mnie najwygodniejsze. Zaplanowałam wypełnienie wszystkich szafek i szuflad oraz dobrałam liczbę i rozstaw półek dokładnie pod moje potrzeby. Myślę, że warto przed zamówieniem kuchni poświęcić na to trochę czasu i zawczasu wszystko zaplanować, zwłaszcza przy małej kuchni, aby zminimalizować (bo uniknąć nie da się nigdy) ryzyko niemiłych niespodzianek. Jeśli chodzi o kolor kuchni to, na początku byłam zdecydowana na biały w matowym wykończeniu. Wcześniej miałam białą kuchnie i bardzo podobało mi się, jak ten kolor w połączeniu z dużą ilością białych ścian wokół, powiększa i rozjaśnia pomieszczenie. Zaczęłam jednak szukać inspiracji w Internecie i znalazłam piękną kuchnię dwukolorową – biała góra oraz grafitowy dół. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, pomyślałam, że dolne szafki w ciemnoszarym kolorze będą idealnie współgrać z ciemnoszarym gresem, który jest w kuchni oraz trochę przełamią tę wszechobecną biel. Poza tym, to połączenie wydaje mi się wyjątkowo eleganckie. Postanowiłam, że dolne szafki będą z ramkami i uchwytami w postaci złotych gałek, natomiast górne gładkie, bez żadnych uchwytów, dzięki czemu wysoka do sufitu zabudowa będzie wyglądać lżej (i faktycznie tak jest!). Dopełnieniem mojej eleganckiej biało-grafitowo-złotej kuchni miał być piękny blat. Wymarzyłam sobie blat ze spieków kwarcowych w imitacji marmuru. Choć zazwyczaj jestem przeciwna wszelkim imitacjom, to po zobaczeniu tego materiału na żywo, stwierdziłam, że jednak tu mogę zrobić wyjątek. Spiek kwarcowy w dotyku przypomina kamień więc do imitacji kamieni jest idealny, dodatkowo jest dużo twardszy od marmuru, mniej chłonny i…tańszy. Poprosiłam firmę wykonującą blaty o wycenę mojego blatu oraz wypełnienia ściany między dolnymi a górnymi szafkami i po jej trzymaniu niestety musiałam zrezygnować (na razie) z tego pomysłu, gdyż wyniosła ona 11 000zł! To zupełnie nie mieściło się w moim budżecie. Musiałam na szybko wybrać inny blat i zdecydowałam się na zwykły blat laminowany o wyglądzie marmuru, choć kiedyś w ogóle nie brałam takiego pod uwagę. Być może mogłam poszukać w innych firmach lub z innych materiałów, ale w tamtym momencie byłam już tym wszystkim bardzo zmęczona i chciałam po prostu mieć to za sobą. Jeśli chodzi o sprzęty, to wybrałam czarne i proste, oprócz okapu, który jest biały. W ostatnim momencie zdecydowałam się na piekarnik z funkcją mikrofali, który ma mniejszą niż standardowa wysokość i trzeba było przebudować pod niego szafkę. Na szczęście się udało, jednak nie pomyślałam o tym, że w takim wypadku nie będą się zgrywać szuflady – ta pod piekarnikiem z tą obok. No ale już trudno, muszę się pogodzić z tym, że błędów nie da się uniknąć. Będę uważniejsza w przyszłości 😉 Zlew jest również czarny, kwadratowy w kształcie z małym ociekaczem. Choć pasuje do kuchennych sprzętów, nie jestem z niego zbyt zadowolona, bo widać na nim bardzo zacieki z kamienia, które ciężko usunąć z jego lekko chropowatej powierzchni. Być może kiedyś wymienię go (razem z blatem:)) na biały, ceramiczny. Bateria jest ze „starej” kuchni, bo jest stosunkowo nowa i ma jeszcze 5 lat gwarancji, więc szkoda mi było ją wymieniać, ale może kiedyś to zrobię, bo do złotych uchwytów i reszty dodatków idealnie by mi pasowała złota bateria. Poza tym, ta jest niezbyt praktyczna, bo jest za krótka w stosunku do dość dużego zlewu. W szafce nad okapem musiały zostać wykonane otwory wentylacyjne, co widać na zdjęciach. W planach mam jeszcze umieszczenie dodatkowego oświetlenia w formie listwy pod górnymi szafkami, jednak projekt ten ciągle czeka na realizację 😉

Pod zmywarkę i płytę indukcyjną trzeba było pociągnąć instalacje, ale to dłuższa historia (pokrótce opisze ją w kolejnym planowanym wpisie – o metamorfozie przedpokoju). A więc znowu kucie, potem łatanie, wyrównywanie ścian. Wymienione zostały również płytki nad blatem. Po wielu rozważaniach, wybrałam w końcu najprostsze płytki typu metro, ale ułożone w nietypowy sposób czyli w jodełkę. Aby podkreślić ich ułożenie (oraz, nie oszukujmy się, ze względów praktycznych) wybrałam ciemnoszarą fugę. Uważam, że wyszło super i że świetnie współgra to ze stylem kuchni. W kuchni pojawiła się również granatowa lamperia – taka sama jak w przedpokoju, stanowi właściwie jej przedłużenie. Dobrze sprawdza się zwłaszcza przy stole i krzesłach, które są przy samej ścianie, bo na ciemnym kolorze nie widać tak bardzo plam i zarysowań powstałych na skutek odsuwania krzesła. Ciągle zastanawiam się jeszcze nad zakończeniem lamperii listwą, zarówno w kuchni jak i w przedpokoju, ale na razie może zostać tak jak jest. Lamperia kończy się na tej samej wysokości co płytki nad blatem i zaczynają się szafki górne.

Aby zwiększyć miejsce na blacie do przygotowywania posiłków, zrezygnowałam z czajnika elektrycznego na rzecz tradycyjnego, przeznaczonego na płytę kuchenną. Długo szukałam czajnika idealnego – zamawiałam aż 3 i dopiero ten ostatni został. Chciałam tylko, aby nie miał żadnych elementów z plastiku i najlepiej był w złotym kolorze… Wiecie, jak ciężko znaleźć czajnik bez plastiku? No, bardzo ciężko. No ale jest i bardzo dobrze mi się sprawdza, woda zagotowuje się w nim momentalnie i myślę, że jest też fajną dekoracją kuchni. Oprócz niego, na stałe na blacie jest ekspres kapsułkowy do kawy, który już miałam wcześniej, granitowy dozownik na płyn do mycia naczyń z miejscem na gąbkę, chlebak z takiego dziwnego materiału z recyklingu i biodegradowalnego (z Homli, bardzo fajnie mi się sprawdza, pieczywo naprawdę długo zachowuje w nim świeżość) oraz bambusowa deska do krojenia, która po prostu nie mieści się w żadnej szafce. Resztę staram się, w miarę możliwości, chować po użyciu na miejsce. Zabudowa kuchenna, jak widzicie i tak jest dość niewielka więc świetnie sprawdza mi się wózek z dodatkowym miejscem do przechowywania. Są w nim umieszczone podręczne przyprawy, oliwy, kasze, mąki w słoikach itp. W kuchni oczywiście musiał znaleźć się stół. Bardzo długo go szukałam, bo chciałam, żeby był cały z drewna, a większość które widziałam, miały nogi z drewna ale blat z płyty meblowej. Brałam pod uwagę również stoły z drugiej ręki, ale nie znalazłam idealnego. W końcu poszłam trochę na łatwiznę, bo znalazłam w Ikea osobny bambusowy blat (do biurka) oraz drewniane nogi. W sumie to jestem zadowolona z wyboru, stół jest większy niż miałam wcześniej, na spokojnie mogą przy nim zjeść cztery osoby a jak się odsunie od ściany, to w razie potrzeby sześć. Elementami, które w kuchni uwielbiam, są z pewnością krzesła. Są to moje wymarzone gięte krzesła, prawdopodobnie z fabryki w Radomsku, o których pisałam tutaj nie raz. W końcu udało mi się je znaleźć używane, w świetnym stanie i dobrej cenie. Także w kuchni jest ich cztery (w tym jedno trochę różniące się wyglądem od reszty, kupione wcześniej), ale posiadam ich więcej bo jeszcze sześć 😉 Uwielbiam te krzesła, przez giętką plecionkę są wygodne ale jednocześnie łatwe w czyszczeniu, w przeciwieństwie do krzeseł tapicerowanych. Oparcie mają świetnie wyprofilowane, pasują kolorem do stołu i, co tu dużo mówić, są po prostu piękne. Z mebli w kuchni to chyba wszystko, nie licząc drabiny, która stoi sobie schowana za lodówką 😉

A teraz dodatki. Zacznijmy od oświetlenia – tutaj zdecydowałam się na ikeowski klasyk czyli białą lampę z metalowym kloszem i złotymi dodatkami … Sprawdza się dobrze, chociaż trzeba mieć na uwadze, że przez metalowy klosz oświetla oczywiście tylko to, co jest pod nim (czyli np. górną część szafek już nie). Problem miałam z oknami w kuchni. Są tutaj jedno standardowe okno z dwoma skrzydłami 1,50 x 1,50 oraz jedno balkonowe, ze stopniem, ale kończące się na innej wysokości niż to drugie. Bardzo podobają mi się rolety rzymskie w kuchni, ale ze względu na okno balkonowe nie mogłam ich tutaj zastosować (musiałaby być montowana do okna, żeby mogło się otwierać, a tego nie chciałam). Tak więc postawiłam na zwykłe firanki – jedną krótką, abym miała swobodny dostęp do parapetu, ale aby też nie zasłaniała wiszących roślinek oraz druga długa, która zwinęłam w węzeł. Firanka jest bardzo prosta, w drobne kropki, wykończona delikatną koronką. Bardzo podoba mi się ten efekt, taki lekko retro. Jak już pisałam, w oknach zawisły na haczykach rośliny – oplątwa w szklanym pojemniku, pnącze w uroczej, plecionkowej osłonce na łańcuszku. W narożniku stanęła dostojna palma. Na parapecie mam kilka innych roślinek w białych ceramicznych, terakotowych i plecionkowych doniczkach. Kilka też puszcza pędy w białym wazonie z niebieskim motywem, widocznym na zdjęciu 😉 Na stole znajdują się niezbędne plecione podkładki oraz zazwyczaj wazon ze świeżymi kwiatami, które, w jakimkolwiek kolorze by nie były, wglądają cudnie na tle granatowej ściany. Powyżej, nad stołem znajduje się „galeria” – z pamiątkami z wycieczek w postaci talerzy, płytek i innych tego typu rzeczy, głownie z motywem koloru niebieskiego. Ten kolor oraz to, że większość zastawy stołowej (oczywiście z pchlich targów), mam z motywem niebieskiego, przesądziło tak naprawdę o kolorystyce pojawiającej się w całym mieszkaniu!

Nad czarnym wózkiem, w rogu kuchni zawisły trzy zwykłe, złote haczyki – na rękawicę kuchenną, ściereczkę i fartuch. Nad nimi zawisły kolejne, tym razem na suficie i służą do zawieszenie na nich doniczek z pnączami. Te, widoczne na zdjęciu, niestety trochę zmarniały w ciągu zimy i nie wiem, czy ją przetrwają, ale już hoduję ich zastępców 😉

Nad drzwiami wisi zwykły zegar w czarnej ramie. Chyba opisałam wszystko, co znajduje się w kuchni (no, może z wyjątkiem dokładnej zawartości szafek i lodówki ;)).

Jeśli chodzi o to, czy planuję jeszcze coś w niej zmieniać, to myślę nad chodnikiem pod stół, bo mam zwyczaj ściągania kapci (ech, jak ja nie lubię tego słowa), siedząc przy stole i przy podłodze z gresu jest mi trochę zimno. Wiem, że to średnio praktyczne rozwiązaniem w kuchni, w której co rusz coś skapnie lub spadnie, ale chyba i tak to mnie nie powstrzyma. Myślę też, że taki kolorowy chodniczek dodałby trochę życia, tej mimo wszystko, dość monochromatycznej kuchni. Może uda mi się znaleźć taki, który zmieściłby się do mojej pralki? To byłoby idealne rozwiązanie 😉 Więcej zmian na ten moment nie planuję, ale to się z pewnością zmieni, bo ja bez ciągłego zmieniania po prostu nie mogę żyć.

Jak Wam się podoba ta metamorfoza kuchni? Czy widzieliście metamorfozę sypialni (klik)? Planuję jeszcze pokazać Wam co nieco z mojego salonu, choć właściwie powinnam go nazwać pokojem dziennym, bo w nim też zaszło kilka zmian, bardzo ciekawych, moim skromnym zdaniem 😉

Pozdrawiam!

Zapraszam do podejrzenia poprzednich wpisów o planach aranżacyjnych:
Plany aranżacyjne sypialni
Plany na aranżację przedpokoju
Plany aranżacyjne do kuchni

Czytaj dalej...