Przeglądnięte przez
Kategoria: Przed i po

Plany aranżacyjne do kuchni

Plany aranżacyjne do kuchni

Dziś chciałbym Wam opowiedzieć o pomieszczeniu, które miało przejść delikatną metamorfozę, a które spowodowało lawinę zmian w moim mieszkaniu. Zaczęło się niewinnie – w kuchni miały być wymieniane fronty szafek kuchennych, gdyż istniejące były już nieco zniszczone. Potem doszedł pomysł ze zmywarką, ale okazało się, że żadna z istniejących szafek nie odpowiada wymiarami pod zmywarkę. Wtedy stwierdziłam, że skoro jedno „pudełko” trzeba wymienić, może wymienić jeszcze blat oraz starą kuchenkę i zlew zamienić na te wpuszczane w blat. Wtedy okazało się, że takie zmiany będą kosztowały niewiele mniej od nowej kuchni… Także powstała nowa kuchnia. Za nową kuchnia poszły nowe sprzęty kuchenne no bo jak to wstawić stare do pięknych, świeżutkich mebli? A że nowe sprzęty to nowe rozwiązania – nareszcie wymarzona zmywarka, piekarnik z mikrofalówką i płyta indukcyjna. No właśnie – płyta indukcyjna. Co to oznacza? Rezygnację z usług gazownictwa, zamknięcie dopływu gazu do mieszkania, odcięcie rury gazowej oraz przekucie się przez cały przedpokój i pół kuchni z trzecią fazą (która na szczęście była doprowadzona do mieszkania, ale nie do kuchni). Przekucie się przez większość ścian w przedpokoju poskutkowało niestety wymuszonym remontem przedpokoju, ale to już historia na inny wpis.

Zapraszam Was wiec na plany aranżacji nowej kuchni wraz z opisem wszystkich perypetii z tym związanym.

UKŁAD/LOKALIZACJA

Kuchnia zlokalizowana jest od północnej, frontowej części bloku. Jeśli chodzi o wymiary, nie jest to największa kuchnia, jaką można sobie wymarzyć, ale jest całkiem spora i wygodna jak na 60-metrowe mieszkanie. Jest to kuchnia zamknięta, dostępna z przedpokoju. Jest doświetlona dużym oknem od frontu i dodatkowym oknem balkonowym na ścianie bocznej, jest więc naprawdę jasna. Od boku ma wyjście na mały taras. Z powodu tego wyjścia na taras ciąg kuchenny można właściwie umieścić tylko na jednym z dłuższych boków. Dla mnie jest to jednak wystarczające.

Uproszczony plan kuchni.

KUCHNIA PRZED REMONTEM

Wchodząc do kuchni przed remontem, mam wrażenie, że robiła ona dość dobre wrażenie – jak już wspomniałam, kuchnia jest jasna. Wrażenia tego dopełniały białe ściany i białe meble kuchenne. Na pierwszy rzut nie wyglądała na tak zniszczoną i starą, jaka jest w rzeczywistości – meble były jeszcze po starych właścicielach, miały około 18 lat! Ale gdy przyjrzeć się jej bliżej – meble były już dość zniszczone, sprzęty starodawne a wielki zlewozmywak dukomorowy z ociekaczem nakładany na szafki, zabierał większość blatu roboczego, przez co kuchnia w użytkowaniu była dość niewygodna. Ponadto, szafki nie na jednej tylko ścianie nie wystarczały na wszystkie kuchenne sprzęty, przetwory itp. I część tych rzeczy stała po prostu na szafkach górnych, co doprowadzało mnie do szału. Przestrzeń międzyszafkowa wypełniona była na jednej ścianie dość ładnymi (ale jakże niepraktycznymi) dużymi, białymi płytkami, na drugiej, krótszej ścianie płytkami szaro-srebrnymi, co również mnie denerwowało. Pod przeciwległą do mebli kuchennych ścianą stał stół z krzesłami, który choć stary i niezbyt ładny, dobrze pełnił swoją funkcję i służył za dodatkowy blat roboczy, gdy zachodziła taka potrzeba (czyli właściwie za każdym razem). Choć stół wraz z krzesłami postanowiłam wymienić, jego lokalizacja i wielkość mi odpowiadają – wielkość kuchni pozwala na równoczesna pracę przy blacie roboczym i siedzenie przy stole dla 3-4 osób. Całości dopełniała lampa w stylu industrialnym, w której nie wiem co mi się jeszcze niedawno tak podobało. Miała nawet swoje imię – „beton zbrojony”, gdyż składała się z betonowej oprawy w metalowym abażurze. Na ścianie z drzwiami od przedpokoju znajdowała się galeria talerzy, płytek przywiezionych z podróży, którą planuję zachować, ale raczej nie w tym miejscu. I to właściwie wszystko jeśli chodzi o kuchnię.

Jak widać, kuchnia przed remontem była bardzo jasna i na pierwszy rzut oka nie prezentuje się tak źle, chyba dzięki ścianom, sprzętom i meblom w tym samym – białym kolorze.
Na górze stało mnóstwo dodatkowych rzeczy, które nie mieściły się w szafkach. Wielki zlew zabierał mnóstwo miejsca w ciągu roboczym.
Widoczne srebrne płytki nie pasowały zupełnie do koncepcji nowej kuchni.

POMYSŁ NA WNĘTRZE

Pomysł na wnętrze nie powstał od razu a etapami. Jak to się mówi – szewc bez butów chodzi – nigdy nie powstał kompletny projekt aranżacji kuchni a raczej fragmenty jak projekt mebli na zamówienie. Poza tym lubię urządzać wnętrze powoli, zobaczyć, co mi się w nim sprawdza, jak nowa rzecz komponuje się z tymi już istniejącymi. Często okazuje się, że coś, co w naszej wyobraźni czy na obrazku ze sobą pasuje, w rzeczywistości już niekoniecznie. To, co wiedziałam na pewno, to, że chcę, aby kuchnia dalej była jasna i najlepiej biała, zarówno jeśli chodzi o ściany jak i meble. Podłoga na pewno zostaje ta sama. Stanowią ją średniej wielkości matowe, ciemnoszare płytki, których może nie uwielbiam, ale są w porządku – są praktyczne, nie widać tak na nich każdej plamki. Istotną kwestią w kuchni jest także blat – nie lubię blatów laminowanych, zwłaszcza udających takie z innych materiałów, np. z drewna. Drewnianego blatu również nie chciałam, gdyż po pierwsze jakoś nie pasował mi do mojej koncepcji kuchni, a po drugie jest trudny w użytkowaniu (bo w grę wchodził tylko blat olejowany). To ciągłe uważanie oraz konieczność olejowania go co jakiś czas to zupełnie nie dla mnie. Do mojej wymarzonej białej kuchni bardzo za to pasował blat marmurowy. Choć jestem zwolenniczką naturalnych materiałów, a nie takich, co je jedynie udają, wiedziałam, że prawdziwy blat marmurowy również jest trudny w użytkowaniu – marmur jest materiałem chłonnym i może wchłonąć np. rozlane wino. No i jest drogi. Materiałem, który dość dobrze go udaje jest Laminam – czyli spieki kwarcowe. W dodatku jest to materiał wyprodukowany z „kamieni” także nawet w dotyku przypomina kamień. Jest też twardy i odporny na zabrudzenia. Jednak niestety okazało się, że jest poza moim zasięgiem finansowym, i to dość sporo – wycena blatu oraz wypełnienia przestrzeni międzyszafkowej o długości 2,70m wyszła na… 11 000zł. Sam blat kosztowałby ok. 6 000zł. Inne materiały podobne są w porównywalnych cenach także musiałam się pożegnać z moim marzeniem… No i niestety stanęło na nienawidzonym blacie laminowanym, udającym (o ironio!) marmur. Ale nie zakładam, że tak będzie na zawsze 😉
Po upadku pomysłu zastosowania Laminamu na ścianie w przestrzeni międzyszafkowej doszłam do wniosku, że istniejące płytki, choć ładne, muszą zostać wymienione. Po pierwsze, choć tak jak szafki mają wymiar 60cm, to niestety mijają się z podziałem frontów, na co nie mogę patrzeć. Po drugie, pomiędzy nimi jest biała fuga a to bardzo zły pomysł w kuchni, przynajmniej w mojej kuchni. Nowe płytki na pewno będą białe, gładkie, drobne i z ciemnoszarą fugą – może jakaś mozaika, może heksagony a może płytki metro układane w jodełkę.

Większość dodatków w mieszkaniu mam w kolorze mosiądzu (lub z mosiądzu) także postanowiłam ten kolor wprowadzić także do kuchni np. w postaci uchwytów, lampy. Wydaje mi się, że ten kolor (i materiał – mosiądz) nada kuchni bardziej eleganckiego, retro wyrazu, o co mi właśnie chodzi.
Co do koloru białego – po namyśle stwierdziłam, że jednak cała biała kuchnia byłaby nudna. Postanowiłam więc nieco ją urozmaicić, wybierając inny kolor na szafki dolne. Aby tak bardzo nie szaleć, postawiłam na ciemnoszary, dokładnie w kolorze płytek na podłodze. Kontrast pomiędzy dolnymi, dość ciemnymi frontami a górnymi białymi został pokreślony za pomocą zastosowania ramek i uchwytów na dolnych szafkach i pozostawieniem frontów górnych szafek gładkich (zamykanych na dotyk). Dzięki temu zabiegowi górne szafki wydają się lżejsze, co było szczególnie istotne ze względu na to, iż są one podwójne – sięgają do sufitu. Podwójne górne szafki pomieściły wszystkie dodatkowe sprzęty i rzadziej używane przedmioty kuchenne, które w starej kuchni nie mieściły się w szafkach. Jako uchwyty wybrałam złote gałki o prostej formie z Ikei.

Cokół pod szafkami na razie jest biały, ale nie podoba mi się w takiej formie – myślę nad wymianą (lub pokryciem go) na metalowy w kolorze złotym. Nie wiem jednak, gdzie taki znaleźć – będę jeszcze szukać.

Oprócz szarości na szafkach zdecydowałam się na wprowadzenie jeszcze jednego koloru – w postaci lamperii na ścianie. Myślę, że będzie ona w ciemnoniebieskim, lekko szarym odcieniu. Zbieram stare naczynia w niebieskim kolorze lub z niebieskim wzorkiem także myślę, że wszystko razem będzie się dobrze komponować. Lamperia będzie się znajdowała na ścianie ze stołem także będzie dodatkowo pełniła funkcję ochronną – liczę na to, że na ciemnym kolorze nie będzie tak bardzo widać ewentualnych plamek. Zastanawiam się również, czy nad lamperią nie położyć listwy ozdobnej odcinającej. Listwa nadałaby bardziej retro klimatu i boję się, że będzie tego aż za dużo, ale z drugiej strony ochraniałaby ścianę przed uderzeniami odsuwanych krzeseł.
Przez zastosowane kolory kuchnia może wydawać się nieco zimna, dlatego planuję ocieplić ją drewnianym stołem i krzesłami z plecionymi siedziskami, dużą ilością żywej zieleni oraz naturalnych dodatków z wikliny, terakoty i mosiądzu. Myślę nad powieszeniem w kuchni mosiężnej lampy z dwoma żarówkami na długich kablach i owinięcie ich na relingu zawieszonym u sufity lub dużej gałęzi. Do tego wyobrażam sobie zawieszone na relingu czy gałęzi roślin zwisających np. bluszczu, oplątwy. Ledowe żarówki zlikwidują problem nadmiernego nagrzewania roślin. W nową kuchnie idealnie wpasuje się wózek-barek z Ikei, na którym planuję wyeksponować przyprawy, mąkę, oliwę i inne często używane składniki w prostych słoikach i butelkach. Mam dylemat co do okien – nie wiem, czy wieszać w nich istniejący karnisz a co za tym idzie firany i/lub zasłony czy np. postawić na rolety rzymskie. Kiedyś nie wyobrażałam sobie okien bez firan i zasłon, ale w kuchni to jednak niezbyt praktyczne (na parapecie zawsze mam dużo kwiatów i ziół). Nad tym muszę się jeszcze zastanowić. Na ściany z pewnością wrócą talerze i płytki z podróży w postaci kolażu, może pomiędzy nimi wylądują grafiki – nazbierałam ich już całkiem sporo, ale na razie nie są nigdzie powieszone. Jak na razie to koniec planów, choć na pewno coś jeszcze po drodze wymyślę.

Kolaż z opisanymi wyżej pomysłami do nowej kuchni.

STAN OBECNY

Na stan obecny zostały zrobione instalacje (hydraulika pod zmywarkę oraz doprowadzona 3 faza pod płytę indukcyjną) oraz zamontowane meble. Niestety meble przyszły wcześniej niż było to zakładane, także do układania płytek i malowania trzeba będzie je ściągać i na nowo montować. Ale dzięki temu mogłam się z nimi „obyć” i pod nie dobrać płytki i resztę wystroju.

Za jakiś czas z pewnością przedstawię efekt końcowy lub chociaż następny etap.

Co myślicie o takiej kuchni? Coć trochę z przestrachem, to czekam na Wasze komentarze.

A tutaj znajdziecie więcej inspiracji do wnętrz:
Inspiracja tygodnia – lamperia w nowoczesnym wydaniu
18 sprytnych pomysłów do kuchni
Remont małej łazienki

Czytaj dalej...
Remont małej łazienki

Remont małej łazienki

Wydawałoby się, że remont małej łazienki to nic takiego. W końcu chodzi tylko o 2 metry kwadratowe! Niestety, jest wręcz przeciwnie – im mniejsza powierzchnia, tym jest trudniej, a jeśli na ograniczonej powierzchni mamy zmieścić wiele funkcji, okazuje się to zadaniem wręcz karkołomnym (czasem niemal dosłownie). Mała powierzchnia wcale również nie znaczy mniejszy koszt – może za płytki zapłacimy mniej, ale sprzętów będzie przecież tyle samo, w dodatku czasem jesteśmy zmuszeni szukać rozwiązań nietypowych, a co za tym idzie droższych.
Niedawno miałam okazję pomagać w remoncie takiej łazienki, a właściwie nie w samym remoncie, ile jego zaplanowaniu. Chodziło o to, aby z dotychczasowej toalety zrobić pełnoprawna łazienkę, z wygodnym prysznicem, w dodatku najlepiej bez brodzika i z siedziskiem i pochwytem, ułatwiającym wstawanie z tegoż siedziska. Choć stan starej łazienki, płytek i urządzeń był dobry, niestety, aby uzyskać potrzebną funkcję, trzeba było skuć wszystko do zera a wszystkie sprzęty wymienić. Największym problemem tej łazienki był metraż – ma ona jedynie 1,2m na 1,7m, co daje równo 2 m2! Czy na tak małej powierzchni da się zmieścić łazienkę?

Okazuje się, że tak. Oczywiście nie będzie ona najwygodniejszą łazienka na świecie, ale będzie się z niej dało normalnie korzystać.

A teraz po kolei – jak to wszystko wyglądało, jak zostało rozplanowane?

Tak łazienka wyglądała przed remontem.

Po pierwsze, trzeba było wszystko dokładnie zmierzyć i sprawdzić, czy taki remont ma w ogóle sens – czy uda się dodać prysznic. Jedyną opcją, aby go zmieścić było umieszczenie go na tylnej ścianie na całą szerokość. Dlatego też miska sedesowa wylądowała na ścianie bocznej a umywalka naprzeciwko. Tutaj metraż okazał się plusem (chyba jedynie tutaj), bo przeniesienie rur odbyło się bez większych komplikacji. Aby zabierać jak najmniej miejsca, zdecydowano się na oddzielenia prysznica jedynie za pomocą szklanych drzwi na całą szerokość, dzięki temu optycznie nie zabiera się przestrzeni łazience. Prysznic ma wewnątrz wymiary 1,2 m x 0,8 m, jest więc naprawdę komfortowy. Ponadto jest on bezprogowy, co jest szczególnie ważne, gdyż ma z niego korzystać osoba starsza. Zastosowano odpływ liniowy a baterię wybrano z deszczownicą. Jeśli chodzi o miskę sedesową to zdecydowano się na podwieszaną, a dzięki temu, że ściana, na której miała być zawieszona, jest ściana konstrukcyjna, bez problemu udało się w niej schować stelaż (stelaż specjalnie wybrano jak najpłytszy). Dzięki temu zyskano kolejne cenne centymetry. Umywalka jest chyba największym minusem nowej łazienki – niestety musiała ona być jak najmniejsza, a jak wiadomo, małe umywalki nie są wygodne. Nie jest jednak najgorzej – mimo niewielkich rozmiarów starano wybrać się taką z jak najcieńszymi ściankami i jak największym wnętrzem. Wybrano umywalkę w komplecie z niewielka podwieszaną szafką, dzięki czemu można w niej schować niezbędne utensylia łazienkowe.

Jeśli chodzi o płytki – musiały być one beżowe lub beżowawe, ponieważ reszta pomieszczeń jest w takich tonacjach. Były brane pod uwagę płytki drewnopodobne, ale jednak stylistyką nie pasowały do tych, z którymi miały się łączyć i do pozostałych wnętrz. Choć to tylko powierzchnia 2 metrów kwadratowych, bez pozorów, bardzo trudno wybrać do niej płytki. Z pewnością muszą być jasne, najlepiej błyszczące, raczej duże, ale nie za duże, by nie wyglądały śmiesznie i na pewno układane poziomo. W końcu, po przeglądnięciu w internecie ofert chyba wszystkich dostępnych marek i zjeżdżeniu wszystkich marketów, zdecydowano się na szaro-beżowe płytki w klasycznym rozmiarze, z delikatnym rysunkiem drewna. Są matowe (nie widać tak na nich zacieków jak na błyszczących). Zostały ułożono poziomo, aż po sufit. Na całej tylnej ścianie zastosowano dekor z tej samej kolekcji o subtelnym, geometrycznym wzorze.
Co do reszty urządzenia pomieszczenia – ze względu na rozmiary jest ono raczej minimalistyczne. Grzejnik trzeba było wymienić na mniejszy, został powieszony przy umywalce, dzięki czemu powieszone ręczniki są łatwo dostępne. Nad umywalką zawisło niewielkie lustro i minimalistyczny kinkiet, na suficie zaś plafon.
Wg mnie całość wyszła całkiem zgrabnie, mimo moich wielkich obaw o funkcjonalność tej przestrzeni. Na szczęście, po wejściu do łazienki, człowiek nie czuje się wcale klaustrofobicznie, można z niej też normalnie korzystać. Kolorystyką łazienka jest spójna z resztą pomieszczeń, co również jest bardzo istotne.
Jeśli chodzi o stara łazienkę – wszystkie poprzednie urządzenia, które były w dobrym stanie, zostały sprzedane, dzięki czemu część funduszy się zwróciła no i ktoś jeszcze z nich ma szansę skorzystać, zanim trafią na śmietnik 😉

A tak łazienka wygląda teraz.

Co sądzicie o tej metamorfozie? Czy Wy też zmierzaliście się z podobnymi wyzwaniami? Dajcie znać w komentarzach 🙂

15 trików do małych mieszkań
11 najciekawszych trendów wnętrzarskich 2018 roku
15 roślin do wnętrz, które wytrzymają wszystko
16 sprytnych pomysłów do łazienki

Czytaj dalej...
Homestaging – 5 prostych kroków, dzięki którym sprzedasz mieszkanie o 10% drożej

Homestaging – 5 prostych kroków, dzięki którym sprzedasz mieszkanie o 10% drożej

Jeśli planujecie wynajem bądź sprzedaż mieszkania lub po prostu chcecie się dowiedzieć, na czym w ogóle polega homestaging, ten wpis jest dla Was.

Home staging [za: Wikipedia.org] polega na przygotowaniu nieruchomości do sprzedaży bądź do wynajmu. Celem takiego przygotowania jest zainteresowanie jak największej liczby oglądających nieruchomość, a przez to przyspieszenie sprzedaży lub wynajmu za możliwie najwyższą cenę.

Realne zyski

Badania na rynku amerykańskim wskazują skuteczność w skróceniu czasu sprzedaży (przeciętnie o 40%) a także w zwiększeniu realnej wartości nieruchomości (z badań Barbary Schwarz, światowej pionierki home stagingu po jego zastosowaniu oferowana cena zakupu rośnie przeciętnie o 10%). Jednym z podstawowych założeń home stagingu jest działanie niskokosztowe (najtańsze konsultacje w USA kosztują od 100 USD za godzinę, w Polsce najtańsze usługi to 200 zł za 2-3 godzinną konsultację).

Dla sprzedających lub wynajmujących dom/mieszkanie

Home Staging staje się coraz bardziej popularnym zjawiskiem dla właścicieli oferujących do sprzedaży lub wynajmu swoje mieszkania. Nic dziwnego, dzięki małym poprawkom, mieszkanie, które do tej pory nie budziło niczyjego zainteresowania, może zostać dostrzeżone i sprzedane, bez konieczności obniżania ceny. Home stagingiem zajmują się profesjonaliści, zazwyczaj architekci lub projektanci wnętrz, którzy dzięki swojemu doświadczeniu, jednym rzutem oka potrafią dostrzec, jak najmniejszym wysiłkiem osiągnąć największe efekty. Można też spróbować przygotować mieszkanie samemu, stosując się do kilku podstawowych zasad.

Jak przygotować mieszkanie do sprzedaży/wynajmu?

1. Dobre pierwsze wrażenie to podstawowy cel home stagingu. W tym celu warto zadbać o dobre zdjęcia – tzn. jasne, wyraźne, pokazujące przestrzeń mieszkania. Przeglądając oferty wynajmu mieszkania, potencjalny najemca patrzy przede wszystkim na cenę i zdjęcia (zwłaszcza zdjęcie główne) i decyduje już w 5 sekund, czy w ogóle kliknąć i oglądać ofertę.
2. Aby zrozumieć istotę home stagingu, oferujący nieruchomość powinien postawić się w roli potencjalnego klienta. Wtedy trywialne techniki jak posprzątanie nieruchomości, umycie okien, zmycie talerzy w zlewie, czy umycie łazienki staną się oczywistością. Kolejnymi krokami jest zadbanie o zapach w nieruchomości czy muzykę.
3. Nacisk na rozjaśnienie nieruchomości bardzo często determinuje sukces home stagingu. Zazwyczaj, pomieszczenie które wygląda na duże, robi lepsze wrażenie na kupujących. Ciemne i ciasne pomieszczenia odstraszają większość nabywców. Układ przestrzenny pomieszczenia powinien dawać wrażenie przestrzeni i komfortu. Na czas sprzedaży, z pomieszczeń powinny zostać usunięte wszelkie mało istotne elementy wyposażenia. Bardzo ważne jest też maksymalne nasłonecznienie przestrzeni.
4. Aby przyciągnąć uwagę jak największej liczby chętnych, mieszkanie powinno być w neutralnym i stonowanym stylu, akceptowalnym dla szerokiego grona osób.
5. Wszelkiego rodzaju przedmioty personalizujące mieszkanie powinny być usunięte na czas sprzedaży. Dotyczy to zarówno zdjęć, nagród, plakatów, jak również ubrań, pamiątek czy specyficznych elementów dekoracji.

Przygotowując mieszkanie na wynajem lub sprzedaż, warto zastanowić się jak małymi nakładami finansowymi i niewielkim wysiłkiem możemy sprawić, by mieszkanie wyglądało jak najkorzystniej. Może ściany są brudne i wystarczy je przetrzeć lub odmalować mieszkanie np. na biało, rozjaśniając przy tym przestrzeń? Być może rozwiązaniem będzie pozbycie się sfatygowanych mebli i dodatków, które niepotrzebnie zagracają wnętrze i zmniejszają je optycznie? A może wystarczy jedynie wysprzątać, ułożyć ładnie poduszki, odsłonić zasłony? Z pewnością konieczne jest naprawienie wszelkich usterek technicznych. Brudne ściany, zakurzone zasłony, poprzecierane wykładziny, poplamione kanapy i cieknące krany tworzą przygnębiające wrażenie i skutecznie odstraszają klientów.

Gdy uznamy, że mieszkanie jest w dobrej formie, należy postarać się zrobić jak najlepsze zdjęcia. W tym celu można skorzystać z usług profesjonalisty lub wykonać je samemu. Zdjęcia najlepiej robić w godzinach porannych, by było jak najwięcej światła w mieszkaniu, ale chłodnego, które powiększa przestrzeń, nadaje wrażenia czystości – w przeciwieństwie do mocnego, pomarańczowego światła popołudniowego, które może nadaje się do romantycznych sesji, ale nie do wnętrz, gdyż przekłamuje kolory i pomniejsza optycznie. Warto wybrać dzień pogodny, ale ze słońcem schowanym za chmurami, aby nie świecił zbyt mocno do środka, ponieważ zdjęcie wyjdzie prześwietlone. Ponadto dobrze zrobić tak zdjęcie, aby pokazywało jak najwięcej przestrzeni, nawet przesuwając delikatnie meble, jeśli jest taka potrzeba. Jeśli umiemy posługiwać się jakimś programem graficznym, można pokusić się o „wyprostowanie” zdjęcia tj. wyprostowanie perspektywy, dzięki czemu wnętrze będzie wyglądało na bardziej przestrzenne a także korektę kolorów. Każde, nawet najgorsze zdjęcie zrobione telefonem, da się trochę „podrasować”, czego dowodem są zdjęcia poniżej. Nie chodzi tutaj oczywiście o oszukiwanie potencjalnych kupców czy najemców ale o najkorzystniejsze ukazanie przestrzeni. Czasem wnętrze jest zadbane, jasne, duże, ale na zdjęciu wychodzi wygląda jak ciemna klitka.

Oto mieszkanie przygotowywane na wynajem. Do dyspozycji był tylko aparat w telefonie. Na dodatek, dzień, w którym robione były zdjęcia, był pochmurny, dlatego też trzeba było skorzystać z oświetlenia sztucznego. Przez to zdjęcia wyszły mimo włączonego światła dość ponure, „żółte”, nie wyglądały zachęcająco. Wystarczyło jednak je rozjaśnić, naprostować piony i poprawić kolory, aby były bardziej naturalne, by zdjęcia wyglądały 100 razy lepiej. Nawiasem mówiąc, dzięki czemu już po pół godziny znalazł się najemca 😉

Zobacz też:
Jeśli podążasz za trendami we wnętrzach, ten dodatek musisz mieć!
16 sprytnych pomysłów do łazienki
Czy moda i projektowanie wnętrz idą ze sobą w parze?

Czytaj dalej...