Małe zmiany w mojej kuchni

Małe zmiany w mojej kuchni

Moją kuchnię pokazywałam na blogu już kilkukrotnie. Dzisiaj znowu przyszedł ten moment, chciałabym Wam bowiem zaprezentować, jakie zmiany w niej zaszły od ostatniej odsłony. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam Was dalej do wpisu.

Kuchnia, jest sercem naszego domu, jak pewni większości domostw. Spędzamy w niej dużo czasu, jeszcze więcej, odkąd mamy dziecko i pracujemy zdalnie. W związku z tym wprowadziliśmy do niej kilka kosmetycznych zmian, ale jakże ułatwiających życie.

Mała zmiana – duży efekt

Pierwszą z nich oraz najbardziej widoczną – bo zajmuje całkiem sporą powierzchnię – jest mata winylowa. Jest to prezent od sklepu Dywanomat.pl, który był uprzejmy przysłać mi go wraz z jeszcze jedną rzeczą, którą pokażę później. Od razu wiedziałam, że ta mata bardzo mi się przyda i miałam rację. Choć na ogół nie przepadam za wprowadzaniem do domu elementów dekoracyjnych z tworzyw sztucznych, tak w tym przypadku zrobiłam wyjątek.

Jak, zresztą w przypadku kilku innych rzeczy ułatwiających życie z małym dzieckiem (jak na przykład silikonowe maty do jedzenia czy piankowa mata z puzzli), bo tu trzeba stawiać przede wszystkim użyteczność (i łatwość czyszczenia).

Dywan, a właściwie mata winylowa, wykonany jest z tworzywa sztucznego. Z powodu swoich cech, czyli gładkiej powierzchni ułatwiającej czyszczenie, dobrej przyczepności do podłoża, odporności na działanie wilgoci oraz możliwości wykonania we właściwie każdym dowolnym kształcie, wzorze i kolorze, ma wiele różnych zastosowań. Jest to rzecz, która idealnie sprawdzi się na przykład w kuchni.

Wcześniej, w mojej kuchni był mały, biały dywanik pod stołem oraz kilka puzzli piankowych, gdzie moje dziecko mogło się bawić, gdy ja przygotowywałam posiłek. Teraz zastąpił je jeden dywan, co bardziej mi odpowiada. Przede wszystkim, wygląda to o wiele bardziej estetycznie, ponieważ na podłodze nie ma chaosu dwóch różnych mat. Mata piankowa mogła wrócić do salonu, gdzie również się przydaje. Ale najważniejsze jest to, że nie muszę już co chwilę prać dywanika spod stolika z przyklejonym do niego jedzeniem rzucanym przez moją córeczkę. Przypominam – białego dywanika. Matę winylową po prostu przecieram ściereczką nawilżoną wodą z odrobiną płynu do mycia naczyń i gotowe. Jako mama uczącego się chodzić dziecka widzę też jej inną dużą zaletę – ta mata jest dosyć gruba i nieco amortyzuje upadki. Izoluje też od zimnej podłogi z płytek. Ponadto wydaje mi się, że dodaje życia mojej trochę monochromatycznej kuchni. Wybrałam dywan przypominający podłogę z płytek o geometrycznych wzorach, nieco w stylu tradycyjnych, marokańskich płytek cementowych. Ponieważ wzór jest dość charakterny, wybrałam neutralną paletę barw szarości i beży, za to wpisującą się w kolory kuchni. Moim zdaniem dość dobrze z nią harmonizuje, a przy okazji ożywia, zasłaniając nieciekawą, ciemnoszarą podłogę z płytek. Choć i tak dla mnie najważniejszy jest aspekt praktyczny, bo czyszczenie podłogi po samodzielnych posiłkach mojej córki zajmuje mi teraz może dwie minuty, dzięki czemu mam więcej czasu na spokojne dopicie ciepłej kawy 😊

Jeśli więc zastanawiacie się nad taką matą, mogę Wam ją szczerze polecić – czy to jako zamiennik dla maty piankowej, czy do kuchni, lub pokoju dziecięcego. Ja zresztą widzę z nią wiele więcej zastosowań, jedno z nich na pewno sama wypróbuję na wiosnę. Myślę, że dywan winylowy świetnie odnajdzie się również na balkonie – kiedy na przykład nie lubimy chodzić po zimnej powierzchni z płytek albo chcemy urozmaicić wygląd podłogi. Jest to też świetne rozwiązanie na przykrycie brzydkiej podłogi, gdy nie chcemy lub nie możemy jej wymienić – na przykład w wynajmowanym mieszkaniu czy remontowanym domu, gdy brakuje już funduszy. Zwłaszcza, że można dobrać rozmiar i wzór.

Klasyczny design zawsze w cenie

Kolejną zmianą w kuchni jest zamiana krzeseł. Dwa krzesła Thonety tymczasowo ustąpiły miejsca krzesełku dziecięcemu. Jedno krzesło mogłoby się jeszcze zmieścić, ale teraz zdecydowanie bardziej cenimy sobie więcej miejsca. Jeśli chodzi o krzesełko, to wybraliśmy klasyk designu dziecięcego, czyli drewniane krzesełko Stokke, które mam nadzieję, posłuży nam jeszcze kilka lat, gdyż ma możliwość regulacji oraz dokładania/ściągania wkładek, w zależności od wieku dziecka. Muszę przyznać, że choć cena jest wysoka (polecam polować na nie oraz na części na OLX), jestem z niego bardzo zadowolona. Za design, prostotę, łatwość czyszczenia. Te plastikowe kolubryny zajmujące pół kuchni, których pełno w sklepach dziecięcych, na pewno nie wyglądałyby tak ładnie na zdjęciach jak to zgrabne krzesełko 😉

Urok detali

Pozostałe zmiany dotyczą głównie dodatków, ale również bardzo się z nich cieszę. Dlaczego? Bo to znaczy, że wreszcie (!) nasza ściana z pamiątkami z wakacji, przez prawie dwa lata zupełnie nieruszana, zyskała kilka nowych elementów. Przearanżowaliśmy ją też nieco, bo jeden z nich – grafika z mapą – był dość duży i potrzebował specjalnego miejsca. Te nowe elementy mają dla nas szczególne znaczenie, bo pochodzą z miejsc, które odwiedziliśmy już we trójkę. Na zdjęciach możecie zobaczyć porównanie – jak było a jak jest teraz. Mam nadzieję, że na wiosnę kolekcja jeszcze bardziej się rozszerzy.

Na kuchennym parapecie również możecie zobaczyć trochę zmian względem sytuacji sprzed ponad roku. Ale parapet kuchenny – wiadomo, ciągle żyje. Z najważniejszych rzeczy, wzorem skandynawskich domów, przenieśliśmy tu jedną z naszych lampek stołowych i muszę przyznać, że był to game changer. Ponieważ kuchnia znajduje się od frontu bloku, wracając do domu od razu wiadomo, czy ktoś w nim jest. Poza tym okno wygląda bardzo zapraszająco i przytulnie. Lampka oświetla głównie parapet i okolice, resztę pozostawiając tylko w delikatnej poświacie, co przy braku rolet czy zasłon jest dosyć znaczące. Jednak światło jest wystarczające, aby nalać wodę wieczorem – bez zapalania górnego – czy zabrać coś ze stołu. Zapalamy ją jak tylko robi się ciemno i gasimy jak idziemy spać. Super nam się ona sprawdza. Polecam takie rozwiązanie! Ponadto, na parapecie znalazło się trochę więcej elementów dekoracyjnych, w tym dwie nowości – jak ta figurynka mamy z dzieckiem czy kamienny moździerz, ale o tym napiszę dokładniej w kolejnym wpisie. Rośliny i świeczki zostały też bardziej zgrupowane – za pomocą okrągłych tac, co ułatwia mi sprzątanie, ale też optycznie je porządkuje.

Odrobina egzotyki na moim biurku

I to by było na tyle, jeśli chodzi o kuchnię na ten moment. Chciałam Wam jednak przy okazji pokazać jeszcze jedną rzecz, którą dostałam od sklepu Dywanomat.pl, a jest to mata ochronna na biurko. Teraz, gdy oboje z mężem pracujemy zdalnie, jest to niestety rzecz konieczna, jeśli nie chce się szybko zniszczyć blatu biurka. Na pewno kojarzycie te dawne podkładki pod mysz komputerową? To ta wcale nie jest do nich podobna. Może poza funkcją – czyli ochroną blatu biurka, oraz pomaga w przypadku, gdy myszka nie działa w pełni na błyszczącej powierzchni, czy, jak w przypadku mojego biurka, wzdłuż blatu przebiega łączenie. Jest z podobnego materiału jak mata podłogowa do kuchni, ale nieco cieńsza, bardziej elastyczna. Tak jak i dywan winylowy, można ją wybrać w dowolnym rozmiarze i kolorze, i jest tak samo łatwa w czyszczeniu.

Ja wybrałam dość minimalistyczną, choć kusiły mnie jakieś szalone kolory i wzory. Jednak jest już ich dość w tym pomieszczeniu – kolor na ścianie, dodatkowo tapeta w lastriko, a poza tym mnóstwo dziecięcych szpargałów, ponieważ na razie ten pokój jest zarówno pokojem dziecięcym jak i pokojem do pracy. Super jest to, że można wybierać spośród dowolnych rozmiarów, bo moje biurko ma na przykład niestandardową głębokość – 50 cm zamiast 60. Ponadto według mnie, mata trochę większa od tej standardowej, tylko pod mysz, wygląda zdecydowanie lepiej, zwłaszcza, gdy zgrywa się kolorystyką z resztą wnętrza. Ma to też wymiar praktyczny, gdyż nie potrzeba już wtedy drugiej podkładki pod kubek czy nawet talerz 😉Choć oczywiście nie powinno się pić ani jeść przy komputerze według zasad BHP… Moja jest biała w czarne linearne liście bananowca. Trochę ożywia biurko, ale nie konkuruje zbytnio z mocnym akcentem wnętrza, jakim jest ściana.

To wszystko na dzisiaj. Bardzo dziękuję sklepowi Dywanomat.pl za prezenty. Jak widać, bardzo mi się przydają i mogę je szczerze polecić.

Jak już wspomniałam wcześniej, w kolejnych wpisach, pokażę Wam trochę nowości w moim mieszkaniu, także zaglądajcie. Do następnego!

Poniżej inne wpisy ze zdjęciami mojego mieszkania:

12 wypowiedzi na temat “Małe zmiany w mojej kuchni

  1. Obecnie mam u siebie bardzo podobne meble kuchenne. Mianowicie szafki ciemne na dole, jaśniejsze na górze ( równiez w tradycyjnym stylu). Przyznam ,ze obawiałam się ciemnego koloru mebli, do tej pory miałam jedynie jasne meble i myślałam, ze ciemniejsze będą problematyczne w utrzymaniu w czystości. I możę te w połysku tak, ale w macie są całkiem ok. Wiadomo, że raz na jakiś czas trzeba szafki przetrzeć, ale nie mam z nimi większego problemu w czyszczeniu.

    Dodam, że kuchnię zaprojektowałam sama, a meble mam z marketu (konkretnie w Leroy Merlin). Sklep udostępnia planer kuchni, za pomocą którego mozna samodzielnie stworzyć wizualizację pomieszczenia:
    https://leroymerlin.pl/kuchnie/sam-projektuj-online.html

    Jak również dowiedzieć się o cenę mebli.

  2. Jakie gadżety sprawdziły sie u mnie: młynek w zlewie, wyspa w kuchni, kanapa w kuchni, dwa zlewy w kuchni. Brodzik w garażu jako ociekacz kaloszy lub myjnia psich łap, gniazdo na prąd w podłodze(okolice kanapy) duży, jak największy taras.

  3. Obecnie mam u siebie bardzo podobne meble kuchenne. Mianowicie szafki ciemne na dole, jaśniejsze na górze ( równiez w tradycyjnym stylu). Przyznam ,ze obawiałam się ciemnego koloru mebli, do tej pory miałam jedynie jasne meble i myślałam, ze ciemniejsze będą problematyczne w utrzymaniu w czystości. I możę te w połysku tak, ale w macie są całkiem ok. Wiadomo, że raz na jakiś czas trzeba szafki przetrzeć, ale nie mam z nimi większego problemu w czyszczeniu.

  4. Nigdy nie miałam przekonania do takich ciemnych mebli – jednak obecnie jestem w trakcie projektowania swojej kuchni i im więcej zapoznaję się z takimi konceptami, tym bardziej meble takie mnie kuszą. W udanym projekcie mogą wyglądać bardzo dobrze, elegancko oraz ponadczasowo – i tutaj zdecydowanie tak jest. Poza tym kuchnia nie jest ponura, ale klasyczna oraz elegancka. Jasne dodatki sprawiają, ze jest przytulnie.

  5. W pełni zgadzam się z autorką bloga w kwestii walorów maty winylowej. Sama korzystałam z tego rozwiązania jako osoba często zmieniająca miejsce zamieszkania i nielubiąca dużych remontów (kurz, hałas, koszty i ogólne „zawracanie głowy”). Do zalet mat winylowych dodałabym odporność na uszkodzenia. W przypadku upuszczenia ciężkiego przedmioty na płytki ceramiczne (w moim przypadku – szklana pokrywa od patelni) łatwo o uszkodzenie (wykruszenie) szkliwa na płytce. Winyl z podobnych wypadków wychodzi bez szwanku. Nie bez znaczenia jest również aspekt ekologiczny – wymieniając płytki podłogowe generujemy znacznie więcej śmieci, niż przykrywając je ozdobną matą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.