Przeglądnięte przez
Tag: subiektywnie o

Drewniane półki w łazience – DIY

Drewniane półki w łazience – DIY

Co jakiś czas mam ochotę na małą zmianę w mieszkaniu. Czasami coś wymieniam, czasami dokupuję, czasami przerabiam. Od jakiegoś czasu marzyły mi się otwarte półki w łazience w narożniku obok lustra, ciężko było jednak znaleźć gotowe o idealnej głębokości (dokładnie na głębokość płytki obok lustra, jak na zdjęciu poniżej). Tak więc zostało nam wykonanie ich samodzielnie. Zaletą tego rozwiązania jest z pewnością to, że półki są dokładnie takie, jak sobie wymarzyłam – drewniane, w naturalnym wykończeniu, o wymiarach idealnie dopasowanych do mojej łazienki oraz na odpowiadających mi wspornikach. Jeśli chodzi o koszt – myślę, że jest porównywalny z gotowymi półkami.
Poniżej znajdziecie dokładny opis tego prostego w wykonaniu – jak to się mówi – DIY wraz ze zdjęciami kolejnych etapów. Mam nadzieję, że okaże się to dla Was pomocne. Zapraszam!

Do wykonania półek potrzebowaliśmy przede wszystkim odpowiednich desek. Kupiliśmy je i docięliśmy na odpowiedni wymiar w jednym z marketów budowlanych oferujących tę usługę. Oszczędziło nam to niskim kosztem (samo cięcie kosztowało 4 zł) części pracy, a docięcie profesjonalnym sprzętem dało nam pewność, że przyszłe półki będą identycznych rozmiarów i wszystkie ich kąty będą proste.

Pierwszym etapem pracy było wyszlifowanie wszystkich krawędzi półki. Użyliśmy do tego korkowej kostki oraz papieru ściernego o grubości 220 – deski były fabrycznie dość ładnie wyszlifowane, więc od razu można było szlifować drobnoziarnistym papierem. W przeciwnym razie, zaczęlibyśmy od papieru o grubszych ziarnach i stopniowo dochodzili do coraz gładszych (im większa liczba, tym drobniejszy papier i tym gładsza będzie po szlifowaniu deska). Z perspektywy mogę doradzić, że ten etap pracy znacząco przyspiesza i uprzyjemnia narzędzie takie jak szlifierka oscylacyjna, ale to sprzęt, który nie każdemu jest potrzebny na co dzień w domu, a ręcznie jesteśmy w stanie uzyskać taki sam efekt (niestety, wkładając w pracę wielokrotnie więcej wysiłku i czasu).

Następnie, na wyszlifowanych deskach odmierzyliśmy i zaznaczyliśmy punkty, w których mieliśmy wiercić otwory na wkręty. Otwory są potrzebne, żeby wkręty nie rozszczepiły półki podczas przykręcania podpór. Ponieważ każda podpora półki jest trochę inna (minimalne różnice powstaną nawet na najdoskonalszej linii produkcyjnej), warto do każdej półki „przypisać” konkretne podpory i wyznaczać punkty na otwory indywidualnie. My zapisaliśmy numery na półkach (w miejscach, które zakryją odpowiadające im podpory) oraz na podporach, dzięki czemu łatwo było później odnaleźć pary.

Dokładne położenie otworów ustaliliśmy, kładąc na płaskim blacie deskę do góry spodem i dosuwając ją do ściany. Następnie ukłożyliśmy na desce podporę tak, żeby płasko i pewnie leżała na półce, jednocześnie dotykając w miarę możliwości ściśle do ściany i zaznaczyliśmy otwory przy pomocy ołówka. Znowu, zależnie od jakości wykonania podpór, z przyleganiem do ściany może być nieidealnie, ale nie trzeba się tym bardzo przejmować. Jeżeli dobrze przylega do deski, później wkręty powinny ją „dociągnąć” do ściany.

Mając już zaznaczone miejsca na otwory, mogliśmy przystąpić do wiercenia. Użyliśmy małego wiertła do drewna (oczywiście odpowiednio mniejszej średnicy niż wkręt), bardzo uważając, żeby nie przewiercić półki na wylot. My, żeby tego uniknąć, użyliśmy kawałka taśmy naklejonego wokół wiertła, dzięki czemu wiadomo, jak głęboko można wiercić. Na pewno lepiej trochę za płytko, niż trochę za głęboko.

Mając wywiercone otwory, mogliśmy przystąpić do konserwowania półek. Ponieważ w naszym wypadku miały to być półki łazienkowe, etap ten był szczególnie ważny. Ciągłe działanie wilgoci na niezakonserwowane deski może powodować, że zaczną się przebarwiać albo pleśnieć. Ponieważ po konserwowaniu stolika zostało nam wciąż sporo oleju do blatów, właśnie ten środek postanowiliśmy zastosować. Poprzednio sprawdził się dobrze i nawet z perspektywy czasu, nie mamy z zakonserwowanym nim blatem żadnych problemów (nie chłonie wody ani plam np. z wina).

Zaczęliśmy od dokładnego oczyszczenia desek z pyłu. Następnie, przy użyciu bawełnianej szmatki, równomiernie, cienką warstwą, rozprowadziliśmy olej po całej powierzchni deski. Najlepiej, jeśli cała deska, ze wszystkich stron będzie naolejowana jednocześnie – unikniemy zacieków i różnic w odcieniu. Zrobiliśmy to, wkręcając do połowy wkręt w wywiercony wcześniej otwór i podwieszając za niego deskę – mokra deska na niczym nie leżała, więc olej równomiernie wchłonął się i wysechł. Szczególną uwagę przy olejowaniu należy zwrócić na krawędzie boczne – tam, gdzie widoczne są słoje. Te powierzchnie są wyjątkowo chłonne i możliwe, że trzeba tam będzie dla solidnej konserwacji nałożyć więcej oleju.

Po wyschnięciu (czas zgodny z instrukcją na opakowaniu) deskę ponownie oszlifowaliśmy jak najdrobniejszym papierem ściernym, żeby usunąć luźne włókna drewna, które podnoszą się podczas schnięcia. Po ponownym oczyszczeniu warto wykonać test wodoodporności półki – upuszczamy na deskę kroplę wody i obserwujemy, czy ją moczy, kiedy się po niej przesuwa. Jeśli tak, należy powtórzyć olejowanie i szlifowanie – z dobrze zakonserwowanej deski krople powinny się zsuwać, nie zostawiając praktycznie śladu.

Kiedy byliśmy już zadowoleni z efektu impregnacji, przystąpiliśmy do montażu podpór do półek. Jedyna uwaga – wkręty muszą być co najmniej kilka milimetrów krótsze, niż grubość deski i podpory, żeby uniknąć przebicia lub wybrzuszeń na powierzchni półki.

Następnie, półki z przykręconymi podporami ustawiliśmy już w docelowym miejscu i przy pomocy poziomicy… wypoziomowaliśmy 🙂 Ołówkiem zaznaczyliśmy punkty, w których będziemy wiercić. Ponieważ nam przyszło wiercić w płytkach, dla pewności użyliśmy do ich przewiercenia wiertła do szkła. Przy miękkich płytkach pewnie na sucho uszło by nam użycie tańszego wiertła do metalu, ale potencjalna wymiana pękniętych płytek skłoniła nas jednak do zainwestowania w pewniejsze rozwiązanie. Wiertłem do szkła przewierciliśmy się wyłącznie przez płytki, nie nadaje się ono do wiercenia w murze. Jeśli to możliwe, staraliśmy się wiercić albo w fudze, albo z dala od krawędzi płytki – znów zmniejszamy szansę, że płytka pęknie. Płytkę przewiercamy koniecznie BEZ udaru. Taśma malarska widoczna na zdjęciach zmniejszyła szczerbienie się płytek oraz ogranicza brudzenie ściany. Kiedy wszystkie płytki mieliśmy już przewiercone, założyliśmy wiertło do betonu i kontynuowaliśmy pracę. Jeśli potrzebujemy wywiercić duży otwór (np. 8, 10 mm) warto zacząć od małego wiertła i stopniowo rozwiercać otwór – dużo łatwiej i bezpieczniej niż od razu ruszać z docelową średnicą. Znów zastosowaliśmy trik z naklejeniem taśmy klejącej na wiertło, żeby nie wiercić za głęboko. Najlepiej wiercić minimalnie głębiej niż długość koszulki rozporowej, którą planujemy użyć – łatwo to odmierzyć na wiertle.

Średnica i głębokość otworu, jakiego potrzebowaliśmy w ścianie wywiercić oraz rodzaj koszulki (zwanej też „kołkiem”) były podyktowane tym, jak bardzo obciążona ma być półka, w jakiej ścianie będziemy wiercić (beton, cegła, GK itp.) i na ilu wkrętach będzie powieszona. Najlepiej dopytać w sklepie o swój konkretny przypadek lub poszukać w internecie tabeli, jeśli nie ma się w tym doświadczenia.

Wiercenie przebiegło pomyślnie więc w otworach umieściliśmy koszulki (delikatnie można sobie pomóc młotkiem), oczyściliśmy ścianę z pyłu i przykręciliśmy półki.

Dzięki temu małemu przedsięwzięciu zyskaliśmy, wbrew pozorom, dość dużą nowa powierzchnię do przechowywania. Wykorzystaliśmy ją na ozdobne pudełeczka na płatki kosmetyczne i małe flakoniki szklane – z olejkami, hydrolatami, perfumami. Całości dopełniają trzy, niestety sztuczne, sukulenty z Ikea, ponieważ łazienka nie ma dostępu światła słonecznego. Półki, jak na razie, sprawdzają się bardzo dobrze. Obawialiśmy się nieco zastosowania drewna w łazience, gdzie jest tam przecież dużo wilgoci, ale do tej pory nie zaobserwowaliśmy żadnych negatywnych zmian.

Polecam Wam takie proste i szybkie DIY, zwłaszcza, jeśli wśród „gotowego” asortymentu nie możecie znaleźć dokładnie tego, czego szukacie. Po co iść na kompromisy, skoro można szybko i niskim kosztem mieć idealnie to, co się chce? No właśnie 🙂 Ja z półeczek jestem bardzo zadowolona, ciepły odcień drewna ładnie ociepla biało-czarną łazienkę, a ja mam miejsce na wyeksponowanie ozdobnych flakoników, do których mam słabość 😉

A jakie DIY Wy ostatnio wykonywaliście? Podzielcie się pomysłami w komentarzach. Pozdrawiam!

Poniżej linki do innych domowych małych projektów:
Jak odnowić drzwi wejściowe?
Jak zrobić stoliczki z plastra drewna?
Na co zwracać uwagę przy kupnie lamp vintage?

Czytaj dalej...
Kolor roku 2019

Kolor roku 2019

Kolor roku 2019 według Instytutu Pantone został wybrany już jakiś czas temu, jednak potrzebowałam dłuższej chwili, aby się z nim oswoić i wyrobić zdanie na jego temat, zwłaszcza w kontekście wnętrz. Mimo, iż ja sama stawiałam bardziej na któryś z kolorów ziemi jako kolor roku 2019 (np. terakotę – jako pragnienie powrotu do zbliżającego do natury stylu życia), po przeczytaniu opisu argumentacji użytej przez Instytut, wybór tego własnie koloru wydaje mi się teraz jak najbardziej właściwy.

homedesign.marthastewart.com
PANTONE 16-1546 Living Coral

Jak podaje Insytut Pantone, Wibrujący, a jednocześnie łagodny PANTONE 16-1546 Living Coral daje nam ciepło, aby zapewnić komfort w naszym stale zmieniającym się otoczeniu. W odpowiedzi na atak technologii cyfrowej i mediów społecznościowych coraz częściej pragniemy celebrować codzienne życie, poszukujemy autentycznych i wciągających doświadczeń. (…) Żywy koral PANTONE 16-1546 uosabia to nasze pragnienie ekspresji.
Ponadto, living coral (nie bez powodu) kojarzy nam się z rafami koralowymi, które mogą zniknąć bezpowrotnie przez bezmyślne zachowanie ludzi. Ma nam przypomnieć, że powinniśmy bardziej zadbać o nasz dom – naszą planetę, jeśli chcemy dalej korzystać z jej dóbr.

Czy żywy koral nadaje się do wnętrz?
Jak najbardziej! Na początku wydawało mi się, że będzie to bardzo trudne, że kolor ten jest jednak zbyt intensywny. Ale zmieniłam zdanie, kiedy porównałam go sobie z kolorami wybranymi w zeszłych latach – intensywnym fiolecie i mocnej zieleni.

sightunseen.com

Koralowy to ciekawy kolor – ni to pomarańczowy, ni czerwony, ni różowy… To jakby nieco bardziej żywa ale i jaśniejsza wersja terakoty. Dlatego też będzie się dobrze komponował właśnie z tymi odcieniami, z którymi dobrze wygląda terakota – czyli wszystkimi kolorami ziemi – i jest to chyba moje ulubione połączenie koralu z innymi kolorami. Koral równie dobrze będzie korespondował z innymi żywymi i jasnymi kolorami o podobnym nasyceniu – na przykład z zielenią, żółcią, czerwienią czy różem. Przy wyborze takiego zestawienia uważałabym jednak z ilością kolorów we wnętrzu i wielkością powierzchni ich zastosowania – zamiast dużych plam intensywnych kolorów, bezpieczniej będzie postawić na neutralną, na przykład białą, bazę oraz kilka drobnych akcentów kolorowych.

Kilka zestawów kolorystycznych z koralowym w roli głównej przygotował również Insytut Pantone. Niektóre z nich są bardziej zachowawcze, inne bardziej odważne. Zobaczcie sami:

Pantone
Pantone
Pantone
Pantone

Mi najbardziej podoba się ten:

Pantone

…i myślę, że ta paleta barw jest stosunkowo najłatwiejsza do wprowadzenia do wnętrz (ale również do innych dziedzin szeroko pojmowanej sztuki, na którą kolor roku także ma przecież wpływ).

Oczywiście, jak to zwykle jest, kolor można wprowadzać do wnętrz na różne sposoby – jeśli nie jesteśmy go pewni – w łatwo wymienialnych dodatkach (tekstylia, meble wolnostojące), a jeśli tu nam się sprawdzi, to możemy spróbować na trudniej wymienialnych elementach jak kolor ścian (choć wydaje mi się, że dzisiaj równie łatwo go zmienić co np. zasłonę) czy kolor płytek (czy mebli w zabudowie).

goodhomesmagazine.com

Ja stawiałabym na użycie koralowego w akcentach – np. jako dopełnienie ciepłej palety barw we wnętrzu i tym samym nadanie mu więcej życia lub jako wzorek na tapecie czy zasłonie. Podobają mi się również akcenty jednokolorowe jak mały stolik czy drzwi ożywiające całe wnętrze. Wydaje mi się, że mimo iż living coral to dość intensywny kolor, to jednak łatwiej go połączyć i wprowadzić do wnętrza niż zeszłoroczny fiolet, który jednak chyba się nie przyjął.

Poniżej przedstawiam kilka według mnie udanych połączeń we wnętrzach, gdzie występuje kolor koralowy w większej lub mniejszej formie oraz propozycje przedmiotów w tym kolorze i pasujących połączeń z innymi elementami. Zmiana dodatków to świetna opcja, jeśli chcemy szybko i niedużym kosztem odmienić nasze wnętrze i zależnie od ich połączenia, możemy uzyskać całkiem iny klimat. Zobaczcie przygotowane przeze mnie propozycje:

Bezpiecznie z czernią i bielą:
Dla entuzjastów bardzo kolorowych (koralowych?) wnętrz:
Jako przełamanie naturalnych barw:
Plamy kolorów w neutralnym wnętrzu nadające mu życia:
Rajska wyspa, dżungla i koral…
Koral w romantycznym i kwiatowym wnętrzu:
W modnym ostatnio wnętrzu w stylu vintage glamour:
Koral z kolorami ziemi i dodatkami przywołującymi na myśl safari:

Jak Podoba Wam się kolor roku 2019? Czy spodziewaliście się takiego wyboru? Jeśli tak – napiszcie dlaczego, jeśli nie – dajcie znać, na jaki kolor Wy stawialiście. Jestem bardzo ciekawa Waszych przemyśleń na ten temat.
Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia! Do następnego! ;*

Poniżej linki do wpisów o poprzednich kolorach roku według Insytutu Pantone:
Kolor roku 2018 i jak wprowadzić go do wnętrz
Kolor roku 2017 i jak wprowadzić go do wnętrz

Czytaj dalej...
Styl wabi-sabi – bunt wobec doskonałości

Styl wabi-sabi – bunt wobec doskonałości

W dzisiejszym wpisie poruszony zostanie temat stylu czy raczej idei wabi-sabi. O pojawieniu się stylu wabi-sabi we wnętrzach mogliście co nieco poczytać tutaj, natomiast dzisiaj z powodu rosnącej jego popularności temat ten zostanie rozwinięty. Zapraszam Was do lektury świetnie przygotowanego i wyczerpującego temat tekstu autorstwa Oli – redaktorki bloga Fixly i miłośniczki aranżacji wnętrz.

Trendy aranżacyjne są płynne i dość szybko się zmieniają, dlatego projektując salon albo cały dom, często zastanawiamy się, w jaki sposób połączyć ponadczasową estetykę z obowiązującą modą. Ciekawym spojrzeniem na kwestię urządzania może być więc styl wabi-sabi, który choć w skrajnym rozumieniu może przyprawiać o dreszcze, w rzeczywistości jest wołaniem naturalności i autentyczności.

Krótka historia wabi-sabi

Wabi- sabi wywodzi się buddyjskiej nauki sanboin, którą charakteryzują trzy główne wyznaczniki: samotność, surowość i przemijalność. To właśnie sprawiło, że początkowo filozofia nie miała pozytywnego wydźwięku, a wszystko zaczęło się zmieniać w XIV w. naszej ery. Dziś wabi i sabi mają zupełnie inne znaczenia niż kiedyś i jest to odpowiednio rustykalna prostota i świeżość oraz piękno starego przedmiotu. Wabi-sabi kojarzy się więc z minimalizmem, który dla Japończyków jest świadomym wyborem w każdym aspekcie życia i jest nierozerwalnie związany z buddyzmem Zen. W wabi-sabi liczy się przede wszystkim odbieranie rzeczy takimi, jakie są.

Niedokończone, zniszczone i stare – piękno według wabi-sabi

Ogrom stylistyk, a szczególnie tych doskonałych, od tzw. “linijki”, gdzie wszystko ma swoje miejsce i jest dokładnie przemyślane, coraz częściej wywołuje u nas wrażenie braku autentyczności i sztuczności. Nic więc dziwnego, że wraz z pojawieniem się trendu rodem z Dalekiego Wschodu, wielu z nas poczuło ulgę i inspirację do urządzenia wg własnych zasad.

Styl wabi-sabi , który tak mocno podbił świat aranżacji wnętrz, polega na dostrzeganiu piękna w niedoskonałości, starych przedmiotach użytkowych oraz naturalności. Lekko pożółkłe i odklejające się tapety, zniszczony fotel, odpadający tynk, niedokończona ściana lub betonowa podłoga – to właśnie motyw przewodni nowego trendu. Celem jest podkreślenie autentyczności, upływu czasu oraz zmian, jakie zachodzą w naszych domach.

Wabi-sabi może budzić skrajne uczucia. Z jednej strony doceniamy jego naturalne podejście do kwestii aranżacji wnętrz, zaś z drugiej – niektóre zdjęcia katalogowe mogą się wydać przesadą, która namawia do celowego niszczenia domu. Jednak zawsze należy pamiętać o tym, że style aranżacyjne mają charakter poglądowy, dlatego ich zadaniem jest inspirowanie do tworzenia ciekawych koncepcji, jakie wyrażą nasze przekonania, nie zaś kopiowania w formie 1 do 1. Styl wabi-sabi nie wymusza więc od nas zrywania tynku, ale uczy nowego spojrzenia na rzeczy stare, które zwykle wyrzucamy z powodu odpryśniętej farby lub zarysowań. Kwintesencją tego nurtu jest więc szacunek do starych rzeczy, posiadających własną, bogatą historię, aniżeli bezmyślne kupowanie nowych.

Oprócz formy, wabi-sabi jest również pewnego rodzaju protestem wobec priorytetów i przekonań dzisiejszego świata, w którym wszystko wydaje się być doskonałe i pozbawione skaz, zaś największą wartość mają wyłącznie rzeczy nowe. Niedoskonałości, obecne zarówno w przedmiotach użytkowych, jak również w naszym życiu, według japońskiej filozofii są piękne, bo autentyczne.

Styl wabi-sabi w praktyce, czyli o materiałach, fakturach i kolorach

Skoro już wiemy, na czym właściwie opiera się styl wabi-sabi, warto podkreślić znaczenie kolorów, faktur oraz materiałów we wnętrzach. W nowym trendzie przeważa natura, dlatego opiera się na produktach, które niegdyś (z powodu słabo rozwiniętej technologii przemysłowej) towarzyszyły ludziom na każdym kroku i były niezwykle cenione ze względu na swoją wytrzymałość oraz jakość wykonania.

Materiały, które idealnie wpisują się w wabi-sabi to przede wszystkim lniane obrusy i zasłony, dziergane tkaniny, wełniane koce i bawełniane dodatki. Warto również pamiętać o rzeczach wykonanych ręcznie, czyli np. plecionych dywanach i chodniczkach. Co istotne, ich stan wizualny nie jest najważniejszy, dlatego delikatne przetarcia oraz zniszczenia, dodatkowo potęgują charakter wnętrza stworzonego w stylu japońskiej sztuki. Dla tych, którzy chcą urządzić mieszkanie wg zasad wabi-sabi z pewnością okażą się pomocne popularne second handy, czyli sklepy z odzieżą używaną lub komisy, gdzie bardzo często można znaleźć dodatki aranżacyjne i użytkowe.

Do faktur, które obowiązują we wnętrzach wabi-sabi z pewnością można zaliczyć chropowate i nieregularne w dotyku powierzchnie. Idealna gładkość, która odbija światło tworząc wrażenie nowości i dobrego stanu, może zakłócić charakter wnętrza z elementami vintage. Ceglane ściany, porowaty beton architektoniczny, drewno oraz kamień są nie tylko aranżacyjnym hitem ze względu na swoje cechy wizualne, ale pojawiają się również w przypadku aranżacji industrialnych lub rustykalnych, które zajmują wysokie miejsce na liście najchętniej stosowanej stylistyki wnętrzarskiej. Nieregularne powierzchnie odbijają promienie słoneczne w różnych stopniach intensywności, dlatego dodatkowo tworzą ciekawy efekt gry świateł i cieni, który nadaje pomieszczeniu specyficznego klimatu.

Kolory we wnętrzach to przede wszystkim barwy stonowane, tj. szary, pudrowy róż, przetarty błękit, brąz i beż. Istotne są również odcienie naturalne, czyli np. niemalowanego drewna oraz naznaczone upływem czasu, np. brudna zieleń. Chcąc urządzić mieszkanie w stylu wabi-sabi powinniśmy unikać jaskrawych i czystych kolorów na rzecz lekko zmatowiałych i niejednolitych.

Aranżacja w stylu wabi-sabi

Oprócz tkanin, faktur i kolorów, równie istotne są dodatki, które nadadzą całości odpowiedniego klimatu:

● ceramika – chcąc urządzić dom w stylu wabi-sabi warto postawić na starą, ręcznie malowaną ceramikę. Wazony, nawet lekko popękane lub uszczerbione, podkreślą charakter wnętrza i nadadzą mu niepowtarzalnego klimatu przywołującego na myśl upływ czasu;

● stare meble – choć kojarzą się z wysoką jakością, ręczną robotą oraz dokładnością, wciąż są traktowane jako rzeczy nadające się wyłącznie do wyrzucenia. Jeśli nie posiadamy wiekowego krzesła lub stołu, na którym wyraźnie widać znak czasu, warto regularnie odwiedzać komis i zwracać uwagę na lokalne wystawki w poszukiwaniu np. starych taboretów lub fotela bujanego;

● żywe rośliny – wrażenia naturalności dodadzą również zielone rośliny doniczkowe, a szczególnie zioła, które są nie tylko bardzo dekoracyjne, ale również praktyczne podczas przygotowywania posiłków. Użyteczność, wg japońskiego spojrzenia na aranżację, jest na pierwszym miejscu, dlatego urządzając dom, warto kierować się ich przeznaczeniem.

Jeśli wabi-sabi jest stylem, który odpowiada naszym przekonaniom i chcemy zastosować go u siebie, warto pamiętać, aby urządzić mieszkanie zgodne nie z estetyką katalogową, ale ideologią naturalności i własnymi przekonaniami. Mieszkanie musi być funkcjonalne, dlatego zbyt dosłowne odczytywanie intencji japońskiego stylu, może dość szybko nas rozczarować.

W wabi-sabi nie chodzi o to, aby dom zamienić na ruinę, ale nauczyć się, że rzeczy i gadżety jakie posiadamy, nie definiują tego, kim jesteśmy. Jeśli aranżujemy wnętrze w sprzeczności ze swoimi odczuciami, wówczas złamiemy pierwszą i podstawową zasadę, czyli autentyczność.

Co Wy sądzicie o wabi-sabi? Czy przekonuje Was ta idea i wprowadzilibyście ją do Waszych wnętrz? A może wcielacie ją już od dawna?

Czytaj dalej...