Przeglądnięte przez
Tag: moda we wnętrzach

Piękne i niebanalne połączenia kolorystyczne we wnętrzach

Piękne i niebanalne połączenia kolorystyczne we wnętrzach

W dzisiejszym wpisie chciałabym się skupić na moich ulubionych połączeniach kolorystycznych we wnętrzach. Wydaje mi się, że nie są one dość popularne i dlatego być może będą dla Was inspiracją. Kolory te nie są nachalne – wszystkie są nieco przydymione i dlatego też mogą sprawdzić się w wielu wnętrzach.

Udanych połączeń kolorystycznych możemy szukać wszędzie – w naturze, w architekturze, w sztuce. Oglądając zdjęcia, chociażby na Instagramie czy Pintereście, stwierdzamy, że coś nam się podoba lub nie, tak samo jest z obrazami, plakatami, naturą. Zachwycamy się pięknymi zachodami słońca lub kwiatami, umaszczeniem ptaków, panoramą miasta. Dlaczego? Wszystkie te kadry są stworzone przez konkretne kolory, które wpływają na nas i wywołują pewne emocje. Jeśli są one pozytywne, możemy zastanowić się, czy nie uda się ich przenieść do naszych wnętrz, aby również w nich móc stworzyć coś pięknego.

Moje propozycje połączeń kolorystycznych częściowo wynikają właśnie z wyżej wymienionych obserwacji. To, na co pragnę zwrócić uwagę to to, że większość tych kolorów nie jest żywa – nie pochodzi z podstawowej palety barw, bo wcale nie musimy się jej trzymać, urządzając swoje wnętrze.

Odcieni niebieskiego jest nieskończenie wiele, tak samo żółć nie jest jednym kolorem, ma wiele pochodnych – od limonki do musztardowej żółci. Jestem wielką fanką właśnie tych przełamanych odcieni danych kolorów – zmieszanych z odrobiną szarości, brązu, przydymionych, nienachalnych.

Problemem jest to, że nie zawsze możemy znaleźć te odcienie w dostępnych, gotowych kolorach farb czy innych elementów wyposażenia wnętrz. Sama, szukając odpowiedniego odcienia niebieskiego na moja lamperię do kuchni i przedpokoju, ogromnie się zdziwiłam, jak ubogi jest wybór dostępnych kolorów i czemu są one tak drastyczne – można wybierać spośród kanarkowej żółci, turkusów, ostrej pomarańczy ale gdy szukamy czegoś bardziej łagodnego albo w podstawowych kolorach jak odcienie bieli, szarości, beżu czy kawy z mlekiem – tu już nie jest tak łatwo. Zupełnie tego nie rozumiem. Naprawdę Polacy najczęściej wybierają te ostre kolory? Na szczęście zawsze możemy posiłkować się kolorami z mieszalnika lub mieszać kolory na własną rękę, co może być niezłą zabawą.

Na pewno łatwiej jest z tkaninami czy dodatkami. Tu wybór jest ogromny i z pewnością, poświęcając odrobinę czasu, możemy znaleźć dodatki w tych odcieniach, które nas interesują. Pamiętajcie, że nie wszystko musi idealnie do siebie pasować – jeśli kolor narzuty nie będzie idealnie zgrany z kolorem ściany – nic nie szkodzi, dzięki temu wnętrze będzie bardziej „prawdziwe”.

Ale powracając do głównego tematu. Jakie są moje ulubione kolory? Nie będzie to zapewne niespodzianką, ale będą to odcienie idealnie współgrające z elementami stylu vintage i do niego nawiązujące, czyli: oliwkowa zieleń, granat, ciemna zieleń, pudrowy róż, burgund, ciemna czerwień, terakota. Pominę kolory podstawowe, które oczywiście również uwielbiam, ale byłyby zbyt banalne w tym zestawieniu. Zaczynajmy.

1. Pudrowy róż i ciemna zieleń.

Połączenie numer jeden to pudrowy róż i ciemna zieleń. Piękne i eleganckie – te kolory można połączyć na ścianach np. w formie lamperii, jak zostało to zrobione tutaj:

Wnętrze kawiarni Ranny Ptaszek w Krakowie.

lub stosując jeden kolor na ścianie, drugi w formie jakiegoś większego mebla np. sofy i połączenie obu w dodatkach. Oba kolory pięknie prezentują się w ciężkich tkaninach typu welur, idealnie współgrają z ciemnym drenem i mosiądzem.

2. Burgund i granat.

To połączenie zastosowałam w mojej sypialni. Użyłam go jednak raczej w formie dodatków, dlatego, że chciałam, aby pomieszczenie pozostało jasne, ale jednak z dodatkiem kolorów. Na tapecie są granatowo-niebieskie, niby akwarelowe, liście, które współgrają z granatowymi, lnianymi zasłonami, nieco złamanymi zielenią i szarością. Burgund pojawia się na poszewce w kwiaty i poszewkach welurowych, a dopełnieniem kompozycji jest okrągła, granatowa poduszka. Dalej, granat i niebieski pojawia się na grafice i makatce, natomiast burgundowy na doniczkach i kuferku na biżuterię. Całość jest raczej nienachalna ale według mnie tworzy udaną kompozycję. I to właśnie chciałam Wam pokazać, że kolory można wprowadzać stopniowo i bawić się nimi – dodatki wymieniać między pomieszczeniami, próbować różnych połączeń, zacząć od drobnych rzeczy, niekoniecznie od razu przemalowywać całe pomieszczenie na kolor, którego nie jesteśmy pewni.

3. Burgund i ciemna zieleń.

To połączenie bardziej wyrafinowane. Można do niego dodać odrobinę pudrowego różu, aby przełamać ciemne kolory. Z tego też powodu, stosowałabym je w większych pomieszczeniach lub w niewielkiej ilości – jedna ściana, mebel, dywan, dodatki. W tak mocnych kolorach ważne jest światło. Aby kolory pozostały we właściwej tonacji warto, aby światło dzienne nie padało bezpośrednio na nie – czyli na przykład stosując kolor na ścianie, niech to będzie ściana prostopadła do okna.

4. Pudrowy róż i ciemna czerwień.

Wydaje się, że róż gryzie się z czerwienią. Nic bardziej mylnego – odpowiednio dobrane odcienie mogą być bardzo eleganckie. Trzeba jednak uważać, żeby nie stworzyć klimatu zbyt buduarowego we wnętrzu. Bazą może być tu róż, natomiast ciemna czerwień jako kolor dopełniający.

5. Pudrowy róż i granat.

To również piękne, ale bardzo subtelne połączenie. Jest dość bezpieczne i neutralne, ponieważ żaden z tych kolorów nie jest zbyt nachalny. Świetnie nada się do sypialni, ale nie tylko. W tym połączeniu można być bardziej odważnym i pokusić się na przykład o tapetę w granatowo-różowe kwiaty.

6. Terakota i ciemna zieleń.

Terakota to kolor, który ostatnio robi się coraz bardziej popularny. To połączenie, nie bez powodu, kojarzy się z ciepłem, z egzotyką, miasteczkami skąpanymi w słońcu południowej Europy czy północnej Afryki. W dobrze doświetlonych pomieszczeniach za pomocą tych własnie kolorów można odtworzyć ten klimat, w pomieszczeniach ciemnych, z mała ilością słońca te kolory mogą wydać się nieco przygaszone, smutne. Wszystko zależy, o jaki efekt nam chodzi.

7. Oliwkowa zieleń i pudrowy róż.

To połączenie kojarzy mi się z pięknymi wczesnowiosennymi kwiatami na tle liści drzewa. Jest niezwykle romantyczne i również dość bezpieczne, choć niezbyt popularne. Będzie pięknie współgrać z brązem, drewnem w każdym kolorze, żywą zielenią roślin.

8. Oliwkowa zieleń i granat.

Wydaje mi się, że jest to bardzo nietypowe połączenie. W ogóle połączenie granatu i zieleni nie jest zbyt popularne, a przecież w naturze występuje dość często. Spójrzcie chociaż na upierzenie pawia – to właśnie tym połączeniem zachwycamy się, patrząc na niego. Z powodzeniem więc możemy je przenieść również do wnętrz.

9. Terakota i pudrowy róż.

Pudrowy róż to ciekawy kolor – zestawiony z granatem wyda się chłodniejszy, natomiast z terakotą nada wnętrzu ciepłego, południowego klimatu. Zainspirujmy się kolorami południowej architekty, na której tle tak często robimy zdjęcia. Pamiętajmy jednak o świetle – w południowych krajach jest go bardzo dużo i kolory wyglądają zupełnie inaczej niż w pomieszczeniach w naszym klimacie, gdzie jest go zdecydowanie mniej. Nie należy więc się dziwić, że to połączenie może nieco się różnić od prześwietlonych zdjęć z wakacji.

10. Terakota i oliwkowa zieleń.

Piękne połączeni i bardzo na czasie. Myślę, że w małej formie występuje w wielu domach, chociażby w formie terakotowej doniczki i roślinki 🙂 Jeśli podobają nam się te zestawienia, możemy je przenieść na większą skalę.

To była lista dziesięciu moich ulubionych ostatnio połączeń kolorystycznych. Czy któreś z nich przypadło Wam szczególnie do gustu? A może macie je u siebie? A może wolicie zupełnie inne kolory lub wnętrza całkiem neutralne? Dajcie znać w komentarzach.

Poniżej inne wpisy o kolorach we wnętrzach:
Inspiracja tygodnia – granat i ciemna zieleń we wnętrzach
Subiektywnie o… tym co teraz jest już/jeszcze we wnętrzach niemodne
Kolory van Gogha we wnętrzach
Wnętrza w stylu obrazów Gustawa Klimta
5 rzeczy, które mnie zachwyciły w nowym katalogu Ikea i jedna, która mnie zawiodła
Jak wystrój pokoju może rozwijać kreatywność dziecka?
Kolor roku 2019
Kolor roku 2018 i jak wprowadzić go do wnętrz
Kolor roku 2017 i jak wprowadzić go do wnętrz

Czytaj dalej...
Metamorfoza przedpokoju

Metamorfoza przedpokoju

Po pokazaniu Wam sypialni i kuchni przyszedł czas na metamorfozę przedpokoju.

Gdy to konkretne pomieszczenie jest w remoncie, jest to bardzo uciążliwe w codziennym życiu, ponieważ chcąc przejść z jednego pokoju do drugiego musimy przez przejść przez korytarz czy przedpokój (przynajmniej jest tak u mnie). Nie da się zamknąć drzwi i całego tego bałaganu zostawić za sobą. Mam nadzieję, że teraz już przez dłuższy czas nie będę musiała wracać do tego kurzu i pyłu powstałego w remoncie, który unosi się jeszcze w mieszkaniu przez kilka kolejnych miesięcy…

Patrząc na moją planszę inspiracyjną dla tego pomieszczenia sprzed kilku miesięcy, muszę przyznać, że większość rzeczy udało się wykonać tak, jak to sobie zaplanowałam. Zacznijmy od początku. Remont przedpokoju rozpoczął się od delikatnego wygładzenia ścian, a były one bardzo nierówne. Dalej trochę są, ale mnie to nieszczególnie przeszkadza (przeszkadzają mi za to idealnie gładkie, wyszlifowane na błysk ściany z gładzi gipsowych – po pierwsze, bo lubię, jak ściany mają lekka fakturę, po drugie tradycyjny tynk cementowo-wapienny jest bardziej odporny na uszkodzenia mechaniczne i jest paroprzepuszczalny). Następnie ściany zostały pomalowane na biało w górnej części i na granatowo w dolnej, w formie lamperii. Długo zastanawiałam się nad kolorem lamperii, w końcu wybrałam nieco przygaszony, ciemny odcień niebieskiego, dość ciekawy i niespotykany według mnie kolor. Na styku ścian i sufitu zostały położone listwy przysufitowe a przy podłodze zostały wymienione białe listwy z MDFu. Przy tej części remontu mieliśmy sporo problemów z wykonawcami, którzy raczej nie byli w tym niestety „specjalistami”, zwłaszcza jak przyszło do odcięcia niebieskiej lamperii i drzwi czy przyklejenia listew przysufitowych… Ostatecznie niestety wszystko musieliśmy poprawiać sami i wyszło na to, że lepiej (oraz taniej i szybciej) byłoby nam to po prostu zrobić samemu niż zlecić komuś… Także, jakby ktoś pytał, jakiej ekipy w Krakowie nie polecam, to chętnie wam na to odpowiem.

Znalezione stare zdjęcie przedpokoju przed metamorfozą. Szary kolor sprawiał, że wnętrze było smutne, nudne, ściany były już zniszczone, ogólnie brakowało wyrazu.
Kolaż inspiracyjny sprzed prawie roku 😉

Ale nie zanudzając Was tym dalej, po przygotowaniu „bazy”, co wbrew pozorom, przeciągnęło się do kilku miesięcy, bo tak długo nam się nie chciało zabrać do wykonania żmudnych poprawek po „fachowcach”, można było przejść do dalszych prac. W przedpokoju znajduje się, wymyślona i zrobiona przez nas samodzielnie szafa wnękowa z panelami przesuwnymi i została ona również po remoncie, chociaż panele są już nieco wymięte od chwytania ich i zastanawiam się, co z tym fantem zrobić – czy można je np. wyprasować? Czy pozostaje mi je wymienić? W ogóle kiedyś muszę opisać Wam, jak i dlaczego wpadłam na pomysł wykonania tej szafy, bo wydaje mi się, że to całkiem ciekawy pomysł.

Resztę umeblowania przedpokoju stanowią same perełki z tzw. drugiej ręki. Jest to między innymi piękna drewniana, ciężka szafeczka z blatem z naturalnego marmuru, wynaleziona na OLX za…80zł. Uwielbiam ją! Za piękny, szlachetny blat i całkiem sporą pojemność. Szafka jest zupełnie niezniszczona, a blat nieporysowany, także wyjątkowo cieszę się z tego zakupu.

Innym ciekawym elementem jest wieszak, który można znaleźć w Internecie pod nazwą Rockabilly, a który wyszperałam na pchlim targu za 8zł. Niedługo po jego znalezieniu wyświetliła mi się reklama na Facebooku z portalu Patyna.pl i jednym z reklamowanych przedmiotów był…identyczny wieszak, tylko za cenę 80zł (tutaj link do aktualnej oferty prawie identycznego wieszaka na Patynie). Wieszak jest, zdaje się, aluminiowy (jest bardzo lekki, ale jednocześnie wytrzymały), malowany na złoto, z żyłkową półką „na kapelusze”. Jest piękny i bardzo pasował do mojej wizji przedpokoju.

Ostatnim meblem jest siedzisko pod wieszakiem, oczywiście również znalezione na pchlim targu. Oryginalnie było to chyba siedzisko do pianina, ale tak mi się spodobało, że stwierdziłam, że będzie pasować idealnie. W dodatku wyglądało, jakby było zupełnie nieużywane, nie trzeba było z nim nic robić. Jego podnoszone siedzisko może być bardzo praktyczne – gdyby ktoś chciał usiąść wyżej bądź niżej do zakładania butów, ponadto nie jest zbyt głębokie, dzięki czemu nie zajmuje dużo miejsca w przedpokoju. Uważam, że z wieszakiem nad nim, który ma czarne elementy, komponuje się świetnie.

Ważną dla mnie rzeczą w tym remoncie było odmienienie wyglądu drzwi zewnętrznych od wewnątrz. Są to standardowe drzwi metalowe okleinowane. Niestety miały dziurę w okleinie, co bardzo mnie denerwowało. Myślałam nad wymianą okleiny, ale bałam się, czy to się uda – jak ją dobrze odkleić i jak przykleić nową przy tych wszystkich zagięciach i niezbędnych do wycięcia otworach na klamkę, zamek itp.? Ktoś doradził mi, aby dziurę w drzwiach…zaszpachlować szpachlą do drewna lub paneli a drzwi po prostu pomalować. Tak też zrobiliśmy. Odpowiednią szpachle i farbę pomógł dobrać specjalista w sklepie. Wybrałam czarny kolor farby w matowym wykończeniu. Uważam, że to był wybór idealny. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak dokładnie wyglądał proces odnowienia drzwi, zapraszam do tego wpisu.

Jeśli chodzi o dodatki, to nie ma ich tu wiele. Najważniejsze są chyba lampy, które bardzo trudno było mi znaleźć. Szukałam czarno-złotych opraw, delikatnie w stylu retro, ale nie za miliony monet. Te, które ostatecznie wybrałam, nie spełniają idealnie moich oczekiwań, na żywo wyglądają niestety trochę tandetnie w stosunku do zdjęć na stronie sklepu, ale na razie mogą być. I tak nie mogłam znaleźć nic lepszego.

Niezbędne w przedpokoju jest lustro. Bardzo chciałam, aby w przedpokoju znalazło się lustro, w którym można się zobaczyć w całości. Niestety, po wstawieniu szafki, nie ma już ani jednej ściany, gdzie takie lustro by się zmieściło. Musiałam więc zawiesić lustro nad szafką (można się w nim zobaczyć tak mniej więcej do kolan). No cóż, może uda mi się wygospodarować miejsce na lustro do podłogi w sypialni, a jak nie to może kiedyś przestawię po prostu szafkę w przedpokoju. Wybrałam prosty model w czarnej, metalowej ramie. Nie chciałam szaleć przy tak zdobnej szafce.

Naprzeciwko lustra wisi piękny, zrobiony przez mojego dziadka, zegar w drewniano-mosiężnym wykończeniu. Choć nie udało nam się go naprawić, bardzo go lubię, stanowi dla mnie niezwykłą pamiątkę, ale i również ozdobę tego pomieszczenia. W przyszłości być może powieszę na ścianach jakieś małe grafiki (duże by się nie zmieściły), ale na razie chcę wszystko zostawić jak jest. Na marmurowym blacie szafki stoi ciężka, kryształowa popielnica od mojej babci, w której trzymamy klucze oraz mosiężny wazonik (tak, z pchlego targu), w którym aktualnie jest zasuszona lawenda od mojej mamy.

Tym, co mnie jeszcze drażni w przedpokoju (a właściwie we wszystkich pomieszczeniach) są stare, brzydkie drzwi. Jeszcze nie wiem, czy je wymienię czy pomaluję, na pewno takie nie zostaną. Jeśli chodzi o wymianę, to przeraża mnie wyrywanie futryn, a co za tym idzie łataniem dziur po wszystkim i kolejne malowanie a może nawet wymiana podłóg, także jeśli stanie na wymianie, to raczej tylko samych skrzydeł, a futryny trzeba będzie wyszlifować i pomalować. Zastanawiam się tylko, na jaki kolor – czy klasycznie biały mat czy może czarny? A może w przedpokoju białe a w pomieszczeniach jakiś kolor (futryn i drzwi)? Ciągle jeszcze się nad tym zastanawiam. Dajcie znać, co Wy byście zrobili na moim miejscu.

To chyba na tyle, jeśli chodzi o przedpokój. Jak Wam się podoba? To już ostatni, jak na razie, z wpisów o metamorfozach pomieszczeń w moim mieszkaniu. Oczywiście wciąż coś zmieniam, upiększam i dopieszczam, w końcu urządzanie wnętrz to proces, także z pewnością będą Wam pokazywać kolejne zmiany. A od wykonania zdjęć do wpisów o metamorfozach sporo ich się już nazbierało 🙂

Także czekajcie na kolejny wpis a w międzyczasie napiszcie w komentarzach, jakie metamorfozy Wy ostatnio robiliście w swoich czterech kątach. Jestem ich bardzo ciekawa 🙂

Pozdrawiam!

Zapraszam do podejrzenia poprzednich wpisów o planach aranżacyjnych:
Plany aranżacyjne sypialni
Plany na aranżację przedpokoju
Plany aranżacyjne do kuchni
…i o metamorfozach:
Metamorfoza kuchni
Metamorfoza sypialni

Czytaj dalej...
Styl wabi-sabi – bunt wobec doskonałości

Styl wabi-sabi – bunt wobec doskonałości

W dzisiejszym wpisie poruszony zostanie temat stylu czy raczej idei wabi-sabi. O pojawieniu się stylu wabi-sabi we wnętrzach mogliście co nieco poczytać tutaj, natomiast dzisiaj z powodu rosnącej jego popularności temat ten zostanie rozwinięty. Zapraszam Was do lektury świetnie przygotowanego i wyczerpującego temat tekstu autorstwa Oli – redaktorki bloga Fixly i miłośniczki aranżacji wnętrz.

Trendy aranżacyjne są płynne i dość szybko się zmieniają, dlatego projektując salon albo cały dom, często zastanawiamy się, w jaki sposób połączyć ponadczasową estetykę z obowiązującą modą. Ciekawym spojrzeniem na kwestię urządzania może być więc styl wabi-sabi, który choć w skrajnym rozumieniu może przyprawiać o dreszcze, w rzeczywistości jest wołaniem naturalności i autentyczności.

Krótka historia wabi-sabi

Wabi- sabi wywodzi się buddyjskiej nauki sanboin, którą charakteryzują trzy główne wyznaczniki: samotność, surowość i przemijalność. To właśnie sprawiło, że początkowo filozofia nie miała pozytywnego wydźwięku, a wszystko zaczęło się zmieniać w XIV w. naszej ery. Dziś wabi i sabi mają zupełnie inne znaczenia niż kiedyś i jest to odpowiednio rustykalna prostota i świeżość oraz piękno starego przedmiotu. Wabi-sabi kojarzy się więc z minimalizmem, który dla Japończyków jest świadomym wyborem w każdym aspekcie życia i jest nierozerwalnie związany z buddyzmem Zen. W wabi-sabi liczy się przede wszystkim odbieranie rzeczy takimi, jakie są.

Niedokończone, zniszczone i stare – piękno według wabi-sabi

Ogrom stylistyk, a szczególnie tych doskonałych, od tzw. “linijki”, gdzie wszystko ma swoje miejsce i jest dokładnie przemyślane, coraz częściej wywołuje u nas wrażenie braku autentyczności i sztuczności. Nic więc dziwnego, że wraz z pojawieniem się trendu rodem z Dalekiego Wschodu, wielu z nas poczuło ulgę i inspirację do urządzenia wg własnych zasad.

Styl wabi-sabi , który tak mocno podbił świat aranżacji wnętrz, polega na dostrzeganiu piękna w niedoskonałości, starych przedmiotach użytkowych oraz naturalności. Lekko pożółkłe i odklejające się tapety, zniszczony fotel, odpadający tynk, niedokończona ściana lub betonowa podłoga – to właśnie motyw przewodni nowego trendu. Celem jest podkreślenie autentyczności, upływu czasu oraz zmian, jakie zachodzą w naszych domach.

Wabi-sabi może budzić skrajne uczucia. Z jednej strony doceniamy jego naturalne podejście do kwestii aranżacji wnętrz, zaś z drugiej – niektóre zdjęcia katalogowe mogą się wydać przesadą, która namawia do celowego niszczenia domu. Jednak zawsze należy pamiętać o tym, że style aranżacyjne mają charakter poglądowy, dlatego ich zadaniem jest inspirowanie do tworzenia ciekawych koncepcji, jakie wyrażą nasze przekonania, nie zaś kopiowania w formie 1 do 1. Styl wabi-sabi nie wymusza więc od nas zrywania tynku, ale uczy nowego spojrzenia na rzeczy stare, które zwykle wyrzucamy z powodu odpryśniętej farby lub zarysowań. Kwintesencją tego nurtu jest więc szacunek do starych rzeczy, posiadających własną, bogatą historię, aniżeli bezmyślne kupowanie nowych.

Oprócz formy, wabi-sabi jest również pewnego rodzaju protestem wobec priorytetów i przekonań dzisiejszego świata, w którym wszystko wydaje się być doskonałe i pozbawione skaz, zaś największą wartość mają wyłącznie rzeczy nowe. Niedoskonałości, obecne zarówno w przedmiotach użytkowych, jak również w naszym życiu, według japońskiej filozofii są piękne, bo autentyczne.

Styl wabi-sabi w praktyce, czyli o materiałach, fakturach i kolorach

Skoro już wiemy, na czym właściwie opiera się styl wabi-sabi, warto podkreślić znaczenie kolorów, faktur oraz materiałów we wnętrzach. W nowym trendzie przeważa natura, dlatego opiera się na produktach, które niegdyś (z powodu słabo rozwiniętej technologii przemysłowej) towarzyszyły ludziom na każdym kroku i były niezwykle cenione ze względu na swoją wytrzymałość oraz jakość wykonania.

Materiały, które idealnie wpisują się w wabi-sabi to przede wszystkim lniane obrusy i zasłony, dziergane tkaniny, wełniane koce i bawełniane dodatki. Warto również pamiętać o rzeczach wykonanych ręcznie, czyli np. plecionych dywanach i chodniczkach. Co istotne, ich stan wizualny nie jest najważniejszy, dlatego delikatne przetarcia oraz zniszczenia, dodatkowo potęgują charakter wnętrza stworzonego w stylu japońskiej sztuki. Dla tych, którzy chcą urządzić mieszkanie wg zasad wabi-sabi z pewnością okażą się pomocne popularne second handy, czyli sklepy z odzieżą używaną lub komisy, gdzie bardzo często można znaleźć dodatki aranżacyjne i użytkowe.

Do faktur, które obowiązują we wnętrzach wabi-sabi z pewnością można zaliczyć chropowate i nieregularne w dotyku powierzchnie. Idealna gładkość, która odbija światło tworząc wrażenie nowości i dobrego stanu, może zakłócić charakter wnętrza z elementami vintage. Ceglane ściany, porowaty beton architektoniczny, drewno oraz kamień są nie tylko aranżacyjnym hitem ze względu na swoje cechy wizualne, ale pojawiają się również w przypadku aranżacji industrialnych lub rustykalnych, które zajmują wysokie miejsce na liście najchętniej stosowanej stylistyki wnętrzarskiej. Nieregularne powierzchnie odbijają promienie słoneczne w różnych stopniach intensywności, dlatego dodatkowo tworzą ciekawy efekt gry świateł i cieni, który nadaje pomieszczeniu specyficznego klimatu.

Kolory we wnętrzach to przede wszystkim barwy stonowane, tj. szary, pudrowy róż, przetarty błękit, brąz i beż. Istotne są również odcienie naturalne, czyli np. niemalowanego drewna oraz naznaczone upływem czasu, np. brudna zieleń. Chcąc urządzić mieszkanie w stylu wabi-sabi powinniśmy unikać jaskrawych i czystych kolorów na rzecz lekko zmatowiałych i niejednolitych.

Aranżacja w stylu wabi-sabi

Oprócz tkanin, faktur i kolorów, równie istotne są dodatki, które nadadzą całości odpowiedniego klimatu:

● ceramika – chcąc urządzić dom w stylu wabi-sabi warto postawić na starą, ręcznie malowaną ceramikę. Wazony, nawet lekko popękane lub uszczerbione, podkreślą charakter wnętrza i nadadzą mu niepowtarzalnego klimatu przywołującego na myśl upływ czasu;

● stare meble – choć kojarzą się z wysoką jakością, ręczną robotą oraz dokładnością, wciąż są traktowane jako rzeczy nadające się wyłącznie do wyrzucenia. Jeśli nie posiadamy wiekowego krzesła lub stołu, na którym wyraźnie widać znak czasu, warto regularnie odwiedzać komis i zwracać uwagę na lokalne wystawki w poszukiwaniu np. starych taboretów lub fotela bujanego;

● żywe rośliny – wrażenia naturalności dodadzą również zielone rośliny doniczkowe, a szczególnie zioła, które są nie tylko bardzo dekoracyjne, ale również praktyczne podczas przygotowywania posiłków. Użyteczność, wg japońskiego spojrzenia na aranżację, jest na pierwszym miejscu, dlatego urządzając dom, warto kierować się ich przeznaczeniem.

Jeśli wabi-sabi jest stylem, który odpowiada naszym przekonaniom i chcemy zastosować go u siebie, warto pamiętać, aby urządzić mieszkanie zgodne nie z estetyką katalogową, ale ideologią naturalności i własnymi przekonaniami. Mieszkanie musi być funkcjonalne, dlatego zbyt dosłowne odczytywanie intencji japońskiego stylu, może dość szybko nas rozczarować.

W wabi-sabi nie chodzi o to, aby dom zamienić na ruinę, ale nauczyć się, że rzeczy i gadżety jakie posiadamy, nie definiują tego, kim jesteśmy. Jeśli aranżujemy wnętrze w sprzeczności ze swoimi odczuciami, wówczas złamiemy pierwszą i podstawową zasadę, czyli autentyczność.

Co Wy sądzicie o wabi-sabi? Czy przekonuje Was ta idea i wprowadzilibyście ją do Waszych wnętrz? A może wcielacie ją już od dawna?

Czytaj dalej...