Weekendowy wypad w góry – bez spiny

Weekendowy wypad w góry – bez spiny

Aby tradycji stało się zadość, w tym roku również odwiedziłam Zakopane jesienią. Uważam, że o tej porze roku góry są najpiękniejsze, nieco surowsze, jakby bardziej dostojne. Powietrze jest rześkie, ale spacery rozgrzewają. No i jest zdecydowanie mniej turystów niż wiosną czy latem. W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam pokazać kilka migawek z późnojesiennych gór.

Zdaję sobie sprawę, że Zakopane czy Tatry to nie jest jakieś wybitne odkrycie, jeśli chodzi o krótkie wypady, ale mam nadzieję, że dzisiejsze – moim zdaniem — magiczne i nastrojowe zdjęcia zainspirują kogoś do weekendowego wypadu w poszukiwaniu pięknych kadrów… ale tak bez spiny.


W tym roku niestety nie miałam możliwości wybrania się na bardziej wymagające szlaki, mimo to starałam się weekend wykorzystać w pełni, ładując baterie i ciesząc się cudnymi widokami gór.


Zatrzymaliśmy się w pięknym i wygodnym hotelu Belvedere, w którym skorzystaliśmy z pysznej kuchni oraz basenów i SPA. Wygrzanie się w saunie po kilkugodzinnym spacerze w mroźnej aurze to jedno z najlepszych uczuć na świecie.

Widok z pokoju


Hotel zlokalizowany jest tak, że bez problemu na piechotę można się wybrać do centrum miasta, podziwiając starą, zakopiańską zabudowę. Można również skorzystać z pobliskich, bardzo łatwych szlaków. Nawet ktoś z kiepską kondycją poradzi sobie z nimi, jednocześnie zachwycając się widokami górującego nad doliną Giewontu i biegnącego wzdłuż szlaku strumyka. O tej porze roku możemy doświadczyć jednocześnie uczucia gorąca w słońcu, jak i mrozu i rześkości w zacienionych miejscach nawet w najcieplejszej porze dni. To niesamowite wrażenie, dostępne chyba tylko w górach. Oszronione, zacienione polany wyglądają już całkiem zimowo, natomiast szemrzący strumyk w pełnym słońcu sprawia, że czujemy się, jakby to był wrzesień, a nie listopad.


Nie mogłam również odmówić sobie spaceru po Zakopanem, co rusz zbaczając gdzieś w boczne uliczki w poszukiwaniu starych budynków z duszą. Kierując się w stronę Krupówek, gdzie chcieliśmy usiąść i zagrzać się w jednej z licznych knajpek, przeszliśmy przez park przy Willi Jutrzenka. W parku zawsze można spotkać jakąś ciekawą wystawę plenerową – tym razem trafiliśmy na temat podroży statkiem Batorym przez ocean. Dające do myślenia opisy, relacje podróżujących opatrzone były archiwalnymi, pięknymi zdjęciami z tego słynnego statku przenoszącego rzesze ludzi, czasem tylko w jedną stronę — do nowego świata, lepszego życia, świeżych perspektyw. Wielu z nich pochodziło zresztą z gór.


Oprócz pieszej wycieczki Doliną Białego oraz spaceru po starej zabudowie Zakopanego wybraliśmy się również w górę kolejka górską. W planach mieliśmy wyciąg na Kasprowy, na którym nigdy nie byłam, a bardzo chciałam zobaczyć ze względu m.in. na jego historię – wyciąg pochodzi z 1936 roku i jest najstarszym tego typu obiektem w Polsce. Niestety, wyciąg był w remoncie, więc postanowiliśmy się udać w trochę dalszą wycieczkę – na słowacką stronę do dostojnej i groźnie wyglądającej Tatrzańskiej Łomnicy.

Jak to podobno często bywa, bilety na sam szczyt były już wykupione, dotarliśmy więc do przedostatniego poziomu. Scenerie okazały się wręcz oszałamiające, chyba szczególnie o tej porze roku. Nagie już drzewa tonące we mgle, wyzierający krajobraz gór i miast w oddali widziany ze szczytu sprawia, że czułam się jak na krańcu świata.

Na tej wysokości otaczały nas już wokół tylko skały i niskie skupiska iglastych krzewów. W górę biegła zamknięta już o tej porze roku trasa na sam szczyt, który wynurzający się co chwile zza chmur, sprawiał piorunujące wrażenie, przez swoje ostre, poszarpane krawędzie.

Kolejka biegnąca na szczyt podparta tylko w dwóch punktach — na początku i na końcu – z jednym tylko wagonikiem, będącym dla nas małym czerwonym punkcikiem na szarym tle, sprawiała wrażenie jak z jakiegoś thrillera. Wyjazd nią musi być bardzo…hmm…ekscytujący.


Po drodze można było dostrzec zarysy Grand Hotelu Praha, który od razu skojarzył mi się z Grand Budapest Hotel – ze względu na swój kształt, usytuowanie i samą nazwę. Ciekawe, czy wnętrza też przypominają scenografię z tego filmu? Chciałabym kiedyś go odwiedzić. Film – uwielbiam.

Po drodze na Słowację wstąpiliśmy do Kaplicy na Jaszczurówce – ostatniego z budynków w stylu zakopiańskim zaprojektowanego przez Stanisława Witkiewicza, którego nie miałam okazji do tej pory zobaczyć. Kaplica o konstrukcji zrębowej, wybudowana w 1907 r. była pusta, ale otwarta. Mogliśmy podziwiać przepiękne rzeźbienia w drewnie, detale i motywy góralskie pochodzące z początku XX wieku.


Zachęcam do wybrania się w góry taką porą roku. Ma to zupełnie inny klimat. Turystów jest o wiele mniej – nawet na Krupówkach 😉 Grzaniec nie smakuje nigdy tak dobrze, jak po długim, mroźnym spacerze. Jest jakoś bardziej nostalgicznie, spokojnie, melancholijnie.

Pozdrawiam was cieplutko i życzę magicznych, zimowych chwil, okraszonych zapachem pierników i mandarynek 😉

Poniżej wcześniejsze wpisy o inspiracjach na krótkie wyjazdy:

5 wypowiedzi na temat “Weekendowy wypad w góry – bez spiny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *