Przeglądnięte przez
Tag: trendy we wnętrzach

Jak odnowić drzwi wejściowe?

Jak odnowić drzwi wejściowe?

Dzień dobry! Jak Wam minęła wiosna i początek lata? Dla mnie ten okres to zawsze powrót energii po zimowej stagnacji oraz plany – podróżowo-wycieczkowe oraz aranżacyjne. Jeśli wciąż czekacie na upragniony urlop, ten czas możecie wykorzystać właśnie na zmiany we wnętrzach.

Jedną z takich zmian, które kompletnie odmieniły wygląd mojego przedpokoju było odmalowanie drzwi zewnętrznych, oczywiście od strony mieszkania. Z tego, co wiem wielu właścicieli mieszkań – zarówno starych jak i nowych boryka się z problemem brzydkich drzwi zewnętrznych lub zupełnie niepasujących do ich koncepcji wnętrza – np. często są to drzwi w okleinie drewnopodobnej ciemnobrązowej, który to kolor niekoniecznie pasuje do aktualnie modnych, jasnych wnętrz. Nie zawsze jest możliwość wymiany takich drzwi – czy to ze względów finansowych czy aby nowe drzwi nie wyróżniały się na klatce schodowej wśród innych takich samych. Ja również miałam ten problem, dodatkowo, przy jakimś remoncie wykonawcy uszkodzili okleinę drzwi od wewnątrz i zostały brzydkie ubytki odsłaniające metalową konstrukcję. Nie mogłam na to patrzeć ale jednocześnie nie wiedziałam jak to zmienić. Myślałam nad wymianą okleiny, ale nie wiedziałam, czy uda mi się ją ładnie odkleić i przykleić nową, zwłaszcza w tych trudnych miejscach typu zamek, zagięcie przy futrynie. Ktoś podpowiedział mi, że można ją pomalować ale znowuż powstały pytania – jaką farbą, czy zdzierać okleinę, czy zmatowić ją przed malowaniem, jak zniwelować dziurę, która po pomalowaniu okleiny i tak byłaby widoczna? Jeśli również mierzycie się z takim czy podobnym problemem lub chcecie po prostu odświeżyć swoje drzwi, zapraszam do wpisu, w którym po kolei wyjaśnię, jak ja odnowiłam swoje, pokażę efekt końcowy, dam znać jak się sprawdza po roku użytkowania oraz zaproponuję kilka innych ciekawych rozwiązań na metamorfozę drzwi, niekoniecznie zewnętrznych.

Po remoncie przedpokoju, elementem, który negatywnie odznaczał się na tle reszty były drzwi wejściowe do mieszkania. Mimo obaw, czy nam się to uda, postanowiliśmy je pomalować.
Zanim zabraliśmy się do malowania, trzeba było najpierw drzwi przygotować. Miejsca, gdzie okleina była uszkodzona, dokładnie oczyściliśmy z resztek kleju (przy użyciu rozpuszczalnika) kawałków luźnej okleiny wokół ubytków oraz zmatowiliśmy lekko drobnym papierem ściernym (jak zresztą całą powierzchnię przeznaczoną do malowania). Przed dalszą pracą drzwi trzeba było jeszcze oczyścić z pyłu i brudu. Ubytki w okleinie, nawet pomalowane wieloma warstwami farby, z pewnością byłyby widoczne, ponieważ jest ona względnie gruba. W związku z tym, trzeba je było uzupełnić. Zrobiliśmy to, używając szpachli meblowej (którą doradził nam pan w sklepie budowlanym), nałożonej szpachelką. Po wyschnięciu szpachli, znowu trzeba ją było zeszlifować papierem ściernym lub siatką do szpachli, żeby łączenie między szpachlą a okleiną było jak najmniej widoczne. Po ponownym oczyszczeniu z pyłu po szlifowaniu, można było zabierać się do malowania.
Farba, jakiej użyliśmy, to zwykła farba akrylowa. Można zamiast niej użyć farby olejnej, ale jest ona trudniejsza w użyciu, dłużej schnie, nieprzyjemnie pachnie i w razie przypadkowego ubrudzenia czegokolwiek, trudniej ją zmyć. Jest za to trwalsza, ale w przypadku drzwi, nie spodziewamy się, aby trwałość farby była szczególnie testowana przy normalnym użytkowaniu.
Farbę nałożyliśmy wałkiem gąbkowym, aby nie dodawać faktury, którą mogłyby zostawić włosy pędzla. Aby pokryć równomiernie drzwi kolorem, trzeba było dwóch warstw (oczywiście farba musi wyschnąć między aplikacjami), ale w przypadku jasnego koloru, bądź generalnie przy malowaniu kontrastującego z barwą farby podłoża, możliwe, że trzeba będzie więcej warstw. Generalnie, malujemy, aż efekt nas zadowoli, mając na uwadze, że każda kolejna warstwa zmniejsza widoczność faktury (którą chcieliśmy pozostawić).
Oczywiście przed malowaniem warto odkręcić elementy takie jak klamka, osłona wizjera itp. oraz okleić taśmą malarską ramę drzwi, zawiasy i wszystkie sąsiadujące elementy, których nie chcemy ubrudzić.
Po pomalowaniu, ta część przedpokoju zmieniła zupełnie charakter. Drzwi, które wcześniej szpeciły, teraz stały się ozdobą. Idealnie wkomponowały się w to wnętrze, odcinając się od białych ścian z granatową lamperią. Ich kolor pasuje do innych elementów przedpokoju – siedziska, lamp sufitowych, czarnych elementów wieszaka vintage – razem tworząc spójną całość. Ja jestem z nich bardzo zadowolona. Zdjęcia, które widzicie, są zrobione po roku użytkowania. Jak widać, nie ma żadnych odprysków czy ubytków w farbie. Tak więc bardzo Wam polecam to rozwiązanie do odnowienia drzwi, zwłaszcza zewnętrznych, których wymiana jest problematyczna.

Znalezione stare zdjęcie drzwi (i przedpokoju) przed metamorfozą. Niestety nie widać na nim zbyt dokłądnie drzwi, tego, w jakim były stanie i nieszczęsnej dziury w okleinie.
A tutaj już efekt po. Jest różnica, prawda?
Widoczna tekstura okleiny pod farbą.
Osłona wizjera również została pomalowana na czarno.
Tutaj fragment drzwi z zaszpachlowaną dziurą w okleinie. W tym miejscu nie ma widocznej tekstury, ale na czarnych, matowych drzwiach zupełnie tego nie widać.

A poniżej kilka innych, ciekawych pomysłów na odnowienie starych lub brzydkich drzwi:

1. Przyklejenie lustra na całą powierzchnię lub część. Przyklejenie lustra na całą powierzchnię drzwi z wycięciem na zamek, klamkę i inne wystające elementy jest dość trudne, ale za to bardzo efektowne. W dodatku zyskujecie ogromną powierzchnię, w której można się zobaczyć w całości oraz powiększacie i rozświetlacie optycznie przestrzeń często właśnie ciemnego i małego przedpokoju. Tak jak tutaj i tutaj.

2. Za pomocą drewnianych listw ozdobnych można zupełnie zmienić charakter drzwi, tworząc panele i uzyskując bardziej elegancki efekt. Tak jak tutaj – link

3. Innym sposobem na zmianę wyglądu drzwi jest przyklejenie tapety. Może to być tapeta ścienna przeznaczona do malowania albo jeśli zależy Wam na bardziej spektakularnym efekcie tapeta kolorowa a nawet fototapeta. Tutaj inspiracja.

4. Jeśli chcecie uzyskać efekt w stylu modnego teraz boho, możecie wyodrębnić np. za pomocą listew panel lub panele na drzwiach i wypełnić je, przyklejając jutę lub korek.

5. W kuchni, gabinecie czy pokoju dziecka świetnie sprawdzi się pomalowanie drzwi farbą tablicową, dzięki czemu zyskacie dodatkową powierzchnię do zapisywania genialnych pomysłów, list zakupów czy tworzenia dzieł sztuki. Tylko trzeba uważać, aby podczas tworzenia nie dostać drzwiami 😉 Inspiracja dla metamorfozy tutaj.

Jak Wam się podoba moja metamorfoza? Musze przyznać, że nieco obawiałam się tego czarnego kolory na drzwiach, ale ostatecznie jestem bardzo zadowolona. Teraz drzwi pasują do mojego wnętrza, dziura jest praktycznie niewidoczna i nie szpeci a po roku użytkowania nie widać żadnych odprysków czy innych śladów zniszczenia powierzchni.
Czy wykonywaliście kiedyś taka metamorfozę? Jeśli tak to w jaki sposób?

Czytaj dalej...
Metamorfoza sypialni

Metamorfoza sypialni

Po wielu miesiącach remontu, wykańczania i dopełniania dodatkami, zapraszam Was dzisiaj na efekt (prawie) końcowy metamorfozy sypialni.
Z metamorfozy sypialni jestem bardzo zadowolona, jest to chyba moje ulubione pomieszczenie w całym mieszkaniu.

Oczywiście, pokój ten wciąż wymaga dopieszczenia – brakuje w nim jeszcze kilku drobnych elementów. Jednym z nich jest duże lustro, w którym można się w całości obejrzeć. Tak się składa, że mimo, iż w łazience i w przedpokoju są dwa, całkiem spore lustra, to nie można się w nich zobaczyć w całości, co mi trochę przeszkadza. Wcześniej, w sypialni stała szafa, która w środkowym panelu miała wbudowane lustro, ale musiałam się jej pozbyć, a co za tym idzie, również jedynego tak wysokiego lustra. W sypialni obecnie nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie tak duże lustro mogłoby zawisnąć – zastanawiam się pomiędzy zawieszeniem go na drzwiach lub na ścianie na lewo od grafik, naprzeciwko szafki nocnej. Kolejne brakujące elementy sypialni to grafiki naprzeciwko łóżka i nad komodą oraz aranżacja ściany nad toaletką. Grafiki i ramki na nie już mam od dawna, ale… zgubiłam je. Makrama, która obecnie wisi na ścianie, gdzie ma być kompozycja z grafik, wyląduje prawdopodobnie nad komodą. Nad toaletką jest zawieszone małe lusterko, które akurat już posiadałam, ale docelowo ma zawisnąć nieco większe, bo to, choć wystarczające jeśli chodzi o wykonanie makijażu, wydaje mi się nieproporcjonalne względem toaletki. Koniecznie również chcę zamontować oświetlenie do toaletki, tak, abym mogła się bez problemu pomalować również, kiedy jest ciemno. Myślę o kinkiecie w kolorze złotym, z wtyczką do kontaktu, aby nie wiercić ścian. Chciałabym również dorzucić na ścianie nad toaletką jakieś elementy dekoracyjne, być może złoto-szklane półeczki z Ikei, jak w tej aranżacji biurka lub wiszące rośliny. Ostatnie dwa brakujące elementy, a raczej cztery, bo po dwa z każdej strony, to lampki nocne oraz chodniki po obu stronach łóżka. Obecnie, na szafkach nocnych są tymczasowe, dwie różne lampki, które już posiadałam w „starej” sypialni. Chciałabym je kiedyś wymienić na dwie takie same, zastanawiam się również nad takimi zwisającymi z sufitu, ale również z wtyczką do kontaktu. Dywaniki, które są obecnie, wydają mi się nieco za małe, drażni mnie, że ciągle się zwijają, chciałabym coś większego ale nie spieszę się z tym. Lubię urządzać dane wnętrze powoli, aby obyć się z elementami, które już są i na spokojnie zastanowić, co mi się sprawdza, co nie, co chcę wymienić, odjąć lub dodać.

Zaczęłam trochę od tyłu, pisząc o tym, czego jeszcze brakuje więc wróćmy teraz do tematu głównego, czyli tego, co już jest i jak się sprawdza 🙂
Tak, jak pisałam wcześniej w tekście o planach metamorfozy, nowa sypialnia powstała w pomieszczeniu, gdzie wcześniej było biuro/garderoba/schowek. Pokój ten wymagał odświeżenia i zakupu całkiem nowego wyposażenia. Został więc odmalowany na kolor biały, a stara, niemodna już tapeta, została wymieniona na nową – delikatne, błękitne motywy roślinne na kremowym, prawie białym tle. Tapeta jest przepiękna, moim zdaniem, listki w zmieniającym się od jasnego do ciemnego kolorze niebieskiego, wyglądają jak namalowane akwarelą. Tapeta nie tylko urozmaica neutralne, białe ściany, ale również dodaje jej nieco romantyczności, delikatności i przytulnej atmosfery, właściwej tylko pomieszczeniom o tej funkcji. Na połączeniu ścian z sufitem pozostały położone uprzednio listwy przysufitowe, a przy podłodze białe, podłogowe z MDFu.

Jedynymi meblami, które miałam już wcześniej kupione do sypialni były vintage’owe szafki nocne oraz stara szafa o zaoblonych brzegach, pokazana w kolażu w jednym z poprzednich wpisów.

Szafki nocne, wypatrzone na pchlim targu, bardzo mi się podobały i wiedziałam, że muszą się znaleźć w nowej sypialni. Są one praktycznie nic niezniszczone – z szufladą u góry i szafką na dole. Są bardzo zgrabne w kształcie, mają nóżki nadające lekkości i piękne, retro uchwyty w ciemnozłotym kolorze. Stanowiły one bazę pod resztę wyposażenia wnętrza. Do nich zostało dobrane łóżko – na początku wahałam się pomiędzy łóżkiem z drewnianą a tapicerowaną ramą, ale ostatecznie jedna i druga odpadły – nie mogłam znaleźć drewnianej pasującego do koloru szafek nocnych, a jeśli chodzi o tapicerowaną, to bałam się użytkowania. Jestem osobą, która lubi do czytania książki w łóżku przygotować sobie małą przekąskę lub herbatę – co będzie jeśli coś wylałoby się na zagłówek? Wybrałam rozwiązanie bardziej funkcjonalne: białą ramę metalową z Ikei. Jest to bardzo prosta (i niedroga) rama, o krzyżujących się ukośnie prętach w zagłówku, która wprawdzie nie robi efektu „łał”, ale wydaje mi się, że dobrze wpisuje się w to wnętrze. Może zagłówek nie jest tak wygodny, jaki byłby zagłówek tapicerowany, ale nie przeszkadza mi to jakoś bardzo, zawsze na łóżku jest kilka poduszek, które nie pełni jedynie funkcji ozdobnej. Za to łóżko, przez swoją konstrukcję i kolor, jest lekkie, ażurowe, nieprzytłaczające, nie ma też ramy na dole, na czym mi bardziej zależało. Pomieszczenie to ma raptem nieco ponad 10m2 i nie chciałam go dodatkowo pomniejszać masywnym łóżkiem, które i tak zajmuje większość powierzchni. Z pozostałych, niezbędnych w sypialni mebli, oczywiście znajduje się tu szafa. Najpierw była tu, wspomniana wyżej, stara, biała szafa z lustrzanym panelem pośrodku, jednak wiedziałam, że będę ją wymieniać. Potem zagościła tu na chwilę stara szafa z innego pokoju, ale wydawała mi się zbyt ciężka i ciemna dla mojej koncepcji tego wnętrza. Poza tym miała normalnie otwierane skrzydła, a jak się okazało, plan planem, a rzeczywistość jest jak zawsze nieco inna, i w takim wypadku nie zmieściłabym już tutaj mojej wymarzonej toaletki. Dlaczego? Bo szafki nocne miały większą niż standardowa szerokość i jedyna możliwość, aby zmieściła się choćby malutka toaletka, to wtedy, gdy byłyby dosunięte do samej szafy, a co za tym idzie, szafa musiałaby mieć drzwi przesuwne zamiast otwieranych. Powstał więc nowy plan, związany z wymianą szafy. Wtedy zaczęłam się zastanawiać nad szafą robiona na wymiar, do samego sufitu, z wnętrzem zaprojektowanym i wykonanym dokładnie pod moje potrzeby i byłoby to idealne wyjście, ale…bałam się tego rozwiązania z powodu kształtu sypialni. Jedyna ściana, na której mogłam ustawić szafę jest już i tak wcięta i wstawiając masywną szafę wnękową w tym miejscu, stworzyłby się dziwny, długi tunel przy wejściu. Z tego też powodu zdecydowałam się na standardową szafę. Idealny, drewniany, bejcowany na biało model znalazłam w Ikei, i co najlepsze, podczas wizyty w tym sklepie w zupełnie innym celu, znalazłam tę właśnie szafę na dziale przecen za 50% oryginalnej ceny… Szafa jest dużo węższa niż ściana, przy której stoi, dzięki czemu obok niej zmieściła się jeszcze wysoka, wąska komoda, która wcześniej stała w salonie. Komoda jest nieco płytsza niż szafa, obie są na wysokich nóżkach i nie są wysokie do sufitu, co sprawiło, że nie wyglądają tak ciężko, jak wyglądałaby szafa wnękowa i nie przytłaczają sypialni. Niestety, musiałam przez to nieco przeorganizować moją garderobę, ale z drugiej strony mam teraz limit ubrań, wszystkie są pod ręką i zawsze mam co na siebie włożyć 😉

A tak naprawdę, reszta, czyli zimowe kurtki latem i letnie ubrania zimą, mieści się w pojemnikach pod łóżkiem.

I tak oto dochodzimy do mojego ulubionego mebla w tym pomieszczeniu czyli wymarzonej toaletki. Toaletka została zrobiona dla mnie na wymiar, zamówiłam ją przez Internet, wysyłając zapytanie o taką możliwość do firmy, która sprzedawała gotowe meble, ale żaden z nich mi do końca nie odpowiadał. Koszt nawet nie był dużo wyższy od gotowych konsol i toaletek, które sprzedawali. Podałam dokładne wymiary, materiały, z których chciałam, żeby była zrobiona i na koniec, po zastanowieniu, dodałam szuflady pod blatem, które może nieco odejmują jej elegancji, ale za to są bardzo praktyczne. Po miesiącu dostałam mebel i jestem z niego bardzo zadowolona. Toaletka jest taka, jak chciałam – na stalowy stelażu, pomalowanym na złoty kolor, bez poprzeczki z przodu, dzięki czemu można dosunąć siedzisko i, przede wszystkim, z pięknym blatem, z naturalnego marmuru. Do toaletki dokupiłam stołeczek – pufę na promocji w Homli (a właściwie kupiłam ją dużo wcześniej i już czekała na toaletkę) obitą granatowym aksamitem i na złotych, metalowych nóżkach, idealnie pasujących do konstrukcji toaletki.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o meble, które mieszczą się w mojej sypialni. Niestety, musiałam zrezygnować z fotela do czytania, bo po prostu nie ma tam już dla niego miejsca.

Przejedźmy do najlepszego, czyli dodatków. Jednym z większych, od razu rzucających się w oczy, są piękne zasłony z domieszką lnu w kolorze zgaszonego granatu, spływające na podłogę. Wiem, że nie wszystkim podoba się taka długość zasłon, ale po kilku miesiącach użytkowania, muszę stwierdzić, że to wcale nie przeszkadza, nie zbierają jakoś specjalnie kurzu z podłogi ani kociej sierści, a przy sprzątaniu po prostu je podnoszę. Za to dają efekt dużo bardziej ciepły i elegancki niż standardowa długość zasłon. Polecam! Materiał, zarówno na delikatne firanki w drobne kropki jak i na zasłony, został kupiony w Ikei i zostały one obszyte przez moja kochana babcię. Choć na początku miałam plan powiesić jasne zasłony, to jednak, kiedy zobaczyłam te, zakochałam się w nich, ich kolorze – idealnie pasującym do motywu na tapecie oraz fakturze lnu. Nie żałuje mojego wyboru. Dodatkowo, tak ciemne zasłony izolują od światła zewnętrznego, także sprawdzą się idealnie dla każdego, komu przeszkadza blask ulicznych latarni czy światło z okien sąsiadów. Innym ważnym dodatkiem jest sufitowa lampa i tu już kupiłam taką, zgodna z moim pierwotnym planem, czyli z naturalnej plecionki. Długo szukałam idealnej – jedne były za duże, drugie przepuszczały za mało światła. Ta została kupiona w którymś z marketów budowlanych, zdaje się, że w OBI. Wydaje mi się, że pasuje idealnie do tego wnętrza i świetnie komponuje się z innym dodatkiem, lekko w stylu boho, czyli makramą wiszącą naprzeciwko łózka. Makrama została kupiona w Homli. Docelowo chyba zawiśnie nad komodą, ustępując miejsca reszcie grafik, o których pisałam wcześniej. Obok makramy na razie wisi grafika z obrazem Matisse’a przywieziona ze sklepu muzealnego z NY oraz zdjęcie, które tez tu raczej nie zostanie, bo nie pasuje mi kolorystycznie do obrazu Matisse’a i innych grafik,które maja się tu znaleźć. Lusterko nad toaletką zostało kupione już dawno temu w Kiku i początkowo było w innym pomieszczeniu. Szklane pudełko stojące na toaletce jest z H&M Home, bordowy kuferek na biżuterię z Biedronki sprzed kilku lat, a marmurowy świecznik i mosiężna muszelka na drobiazgi z pchlego targu. Wydaje mi się, że wszystkie te rzeczy pasują tu idealnie. Całość sypialni została utrzymana w biało-granatowej kolorystyce, z dodatkiem drewna, plecionki i złota. Po kilku miesiącach stwierdziłam jednak, że brakuje tu jakiegoś przełamania i dodałam kilka bordowych dodatków jak kuferek, doniczki (Ikea), bordowe, aksamitne poduszki na łóżko oraz białe w bordowe kwiaty (również Ikea). Dopełnieniem kompozycji poduszkowej jest okrągła, granatowa, aksamitna poduszka z Jyska. Teraz tego typu poduszki widuję wszędzie, wydaje mi się, że będą hitem w nadchodzącym sezonie. Oprócz bordowych doniczek, na parapecie są jeszcze dwie z plecionki z pchlego targu. I tu taki mała podpowiedź dla Was – jeśli szukacie dodatków z plecionki to na pchlich targach można ich znaleźć całe mnóstwo, za to w cenach kilkukrotnie niższych niż w sklepach z nowymi rzeczami. Na razie na parapecie mam dość mizerne roślinki, jedne dopiero zasadzone z sadzonek, inne nieco obgryzione przez koty, ale mam nadzieje, że z czasem się to zmieni. Okazem, z którego jestem dumna, jest wysoka mandarynka stojąca w rogu pokoju, o moim wzroście, którą hoduje ok. 15 lat z ziarnka mandarynki! Pozostałymi dodatkami są świeczki, świeczniki i wiszące światełka. Część pochodzi z sieciówek (świece zapachowe, girlandy z lampkami-gwizdkami) i tu nie ma się co rozwodzić, mosiężne świeczniki na wysokie świece z pchlego targu (kolejna podpowiedź – na pchlich targach można znaleźć mnóstwo ciekawych przedmiotów z mosiądzu) oraz piękna, krakowska kamienica – latarenka z jarmarku świątecznego w Krakowie.

I to chyba wszystko, jeśli chodzi o stan dzisiejszy sypialni. Jak zapowiedziałam na początku, z pewnością będzie ona się jeszcze zmieniać z czasem. Trochę obawiałam się publikacji tego wpisu, mam nadzieję, że metamorfoza Wam się spodoba 🙂 W kolejnych wpisach mam zamiar przedstawić Wam efekty metamorfoz kuchni i przedpokoju a także może nieco pokazać, jak wygląda mój salon, który przy okazji tych remontów, też przeszedł mały lifting.

Do następnego!

Zapraszam do podejrzenia poprzednich wpisów o planach aranżacyjnych a już niedługo nowa odsłona przedpokoju:
Plany aranżacyjne sypialni
Plany na aranżację przedpokoju
Plany aranżacyjne do kuchni

Czytaj dalej...
Kolor roku 2019

Kolor roku 2019

Kolor roku 2019 według Instytutu Pantone został wybrany już jakiś czas temu, jednak potrzebowałam dłuższej chwili, aby się z nim oswoić i wyrobić zdanie na jego temat, zwłaszcza w kontekście wnętrz. Mimo, iż ja sama stawiałam bardziej na któryś z kolorów ziemi jako kolor roku 2019 (np. terakotę – jako pragnienie powrotu do zbliżającego do natury stylu życia), po przeczytaniu opisu argumentacji użytej przez Instytut, wybór tego własnie koloru wydaje mi się teraz jak najbardziej właściwy.

homedesign.marthastewart.com
PANTONE 16-1546 Living Coral

Jak podaje Insytut Pantone, Wibrujący, a jednocześnie łagodny PANTONE 16-1546 Living Coral daje nam ciepło, aby zapewnić komfort w naszym stale zmieniającym się otoczeniu. W odpowiedzi na atak technologii cyfrowej i mediów społecznościowych coraz częściej pragniemy celebrować codzienne życie, poszukujemy autentycznych i wciągających doświadczeń. (…) Żywy koral PANTONE 16-1546 uosabia to nasze pragnienie ekspresji.
Ponadto, living coral (nie bez powodu) kojarzy nam się z rafami koralowymi, które mogą zniknąć bezpowrotnie przez bezmyślne zachowanie ludzi. Ma nam przypomnieć, że powinniśmy bardziej zadbać o nasz dom – naszą planetę, jeśli chcemy dalej korzystać z jej dóbr.

Czy żywy koral nadaje się do wnętrz?
Jak najbardziej! Na początku wydawało mi się, że będzie to bardzo trudne, że kolor ten jest jednak zbyt intensywny. Ale zmieniłam zdanie, kiedy porównałam go sobie z kolorami wybranymi w zeszłych latach – intensywnym fiolecie i mocnej zieleni.

sightunseen.com

Koralowy to ciekawy kolor – ni to pomarańczowy, ni czerwony, ni różowy… To jakby nieco bardziej żywa ale i jaśniejsza wersja terakoty. Dlatego też będzie się dobrze komponował właśnie z tymi odcieniami, z którymi dobrze wygląda terakota – czyli wszystkimi kolorami ziemi – i jest to chyba moje ulubione połączenie koralu z innymi kolorami. Koral równie dobrze będzie korespondował z innymi żywymi i jasnymi kolorami o podobnym nasyceniu – na przykład z zielenią, żółcią, czerwienią czy różem. Przy wyborze takiego zestawienia uważałabym jednak z ilością kolorów we wnętrzu i wielkością powierzchni ich zastosowania – zamiast dużych plam intensywnych kolorów, bezpieczniej będzie postawić na neutralną, na przykład białą, bazę oraz kilka drobnych akcentów kolorowych.

Kilka zestawów kolorystycznych z koralowym w roli głównej przygotował również Insytut Pantone. Niektóre z nich są bardziej zachowawcze, inne bardziej odważne. Zobaczcie sami:

Pantone
Pantone
Pantone
Pantone

Mi najbardziej podoba się ten:

Pantone

…i myślę, że ta paleta barw jest stosunkowo najłatwiejsza do wprowadzenia do wnętrz (ale również do innych dziedzin szeroko pojmowanej sztuki, na którą kolor roku także ma przecież wpływ).

Oczywiście, jak to zwykle jest, kolor można wprowadzać do wnętrz na różne sposoby – jeśli nie jesteśmy go pewni – w łatwo wymienialnych dodatkach (tekstylia, meble wolnostojące), a jeśli tu nam się sprawdzi, to możemy spróbować na trudniej wymienialnych elementach jak kolor ścian (choć wydaje mi się, że dzisiaj równie łatwo go zmienić co np. zasłonę) czy kolor płytek (czy mebli w zabudowie).

goodhomesmagazine.com

Ja stawiałabym na użycie koralowego w akcentach – np. jako dopełnienie ciepłej palety barw we wnętrzu i tym samym nadanie mu więcej życia lub jako wzorek na tapecie czy zasłonie. Podobają mi się również akcenty jednokolorowe jak mały stolik czy drzwi ożywiające całe wnętrze. Wydaje mi się, że mimo iż living coral to dość intensywny kolor, to jednak łatwiej go połączyć i wprowadzić do wnętrza niż zeszłoroczny fiolet, który jednak chyba się nie przyjął.

Poniżej przedstawiam kilka według mnie udanych połączeń we wnętrzach, gdzie występuje kolor koralowy w większej lub mniejszej formie oraz propozycje przedmiotów w tym kolorze i pasujących połączeń z innymi elementami. Zmiana dodatków to świetna opcja, jeśli chcemy szybko i niedużym kosztem odmienić nasze wnętrze i zależnie od ich połączenia, możemy uzyskać całkiem iny klimat. Zobaczcie przygotowane przeze mnie propozycje:

Bezpiecznie z czernią i bielą:
Dla entuzjastów bardzo kolorowych (koralowych?) wnętrz:
Jako przełamanie naturalnych barw:
Plamy kolorów w neutralnym wnętrzu nadające mu życia:
Rajska wyspa, dżungla i koral…
Koral w romantycznym i kwiatowym wnętrzu:
W modnym ostatnio wnętrzu w stylu vintage glamour:
Koral z kolorami ziemi i dodatkami przywołującymi na myśl safari:

Jak Podoba Wam się kolor roku 2019? Czy spodziewaliście się takiego wyboru? Jeśli tak – napiszcie dlaczego, jeśli nie – dajcie znać, na jaki kolor Wy stawialiście. Jestem bardzo ciekawa Waszych przemyśleń na ten temat.
Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia! Do następnego! ;*

Poniżej linki do wpisów o poprzednich kolorach roku według Insytutu Pantone:
Kolor roku 2018 i jak wprowadzić go do wnętrz
Kolor roku 2017 i jak wprowadzić go do wnętrz

Czytaj dalej...