Przeglądnięte przez
Tag: nowoczesne wnętrza

Metamorfoza sypialni

Metamorfoza sypialni

Po wielu miesiącach remontu, wykańczania i dopełniania dodatkami, zapraszam Was dzisiaj na efekt (prawie) końcowy metamorfozy sypialni.
Z metamorfozy sypialni jestem bardzo zadowolona, jest to chyba moje ulubione pomieszczenie w całym mieszkaniu.

Oczywiście, pokój ten wciąż wymaga dopieszczenia – brakuje w nim jeszcze kilku drobnych elementów. Jednym z nich jest duże lustro, w którym można się w całości obejrzeć. Tak się składa, że mimo, iż w łazience i w przedpokoju są dwa, całkiem spore lustra, to nie można się w nich zobaczyć w całości, co mi trochę przeszkadza. Wcześniej, w sypialni stała szafa, która w środkowym panelu miała wbudowane lustro, ale musiałam się jej pozbyć, a co za tym idzie, również jedynego tak wysokiego lustra. W sypialni obecnie nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie tak duże lustro mogłoby zawisnąć – zastanawiam się pomiędzy zawieszeniem go na drzwiach lub na ścianie na lewo od grafik, naprzeciwko szafki nocnej. Kolejne brakujące elementy sypialni to grafiki naprzeciwko łóżka i nad komodą oraz aranżacja ściany nad toaletką. Grafiki i ramki na nie już mam od dawna, ale… zgubiłam je. Makrama, która obecnie wisi na ścianie, gdzie ma być kompozycja z grafik, wyląduje prawdopodobnie nad komodą. Nad toaletką jest zawieszone małe lusterko, które akurat już posiadałam, ale docelowo ma zawisnąć nieco większe, bo to, choć wystarczające jeśli chodzi o wykonanie makijażu, wydaje mi się nieproporcjonalne względem toaletki. Koniecznie również chcę zamontować oświetlenie do toaletki, tak, abym mogła się bez problemu pomalować również, kiedy jest ciemno. Myślę o kinkiecie w kolorze złotym, z wtyczką do kontaktu, aby nie wiercić ścian. Chciałabym również dorzucić na ścianie nad toaletką jakieś elementy dekoracyjne, być może złoto-szklane półeczki z Ikei, jak w tej aranżacji biurka lub wiszące rośliny. Ostatnie dwa brakujące elementy, a raczej cztery, bo po dwa z każdej strony, to lampki nocne oraz chodniki po obu stronach łóżka. Obecnie, na szafkach nocnych są tymczasowe, dwie różne lampki, które już posiadałam w „starej” sypialni. Chciałabym je kiedyś wymienić na dwie takie same, zastanawiam się również nad takimi zwisającymi z sufitu, ale również z wtyczką do kontaktu. Dywaniki, które są obecnie, wydają mi się nieco za małe, drażni mnie, że ciągle się zwijają, chciałabym coś większego ale nie spieszę się z tym. Lubię urządzać dane wnętrze powoli, aby obyć się z elementami, które już są i na spokojnie zastanowić, co mi się sprawdza, co nie, co chcę wymienić, odjąć lub dodać.

Zaczęłam trochę od tyłu, pisząc o tym, czego jeszcze brakuje więc wróćmy teraz do tematu głównego, czyli tego, co już jest i jak się sprawdza 🙂
Tak, jak pisałam wcześniej w tekście o planach metamorfozy, nowa sypialnia powstała w pomieszczeniu, gdzie wcześniej było biuro/garderoba/schowek. Pokój ten wymagał odświeżenia i zakupu całkiem nowego wyposażenia. Został więc odmalowany na kolor biały, a stara, niemodna już tapeta, została wymieniona na nową – delikatne, błękitne motywy roślinne na kremowym, prawie białym tle. Tapeta jest przepiękna, moim zdaniem, listki w zmieniającym się od jasnego do ciemnego kolorze niebieskiego, wyglądają jak namalowane akwarelą. Tapeta nie tylko urozmaica neutralne, białe ściany, ale również dodaje jej nieco romantyczności, delikatności i przytulnej atmosfery, właściwej tylko pomieszczeniom o tej funkcji. Na połączeniu ścian z sufitem pozostały położone uprzednio listwy przysufitowe, a przy podłodze białe, podłogowe z MDFu.

Jedynymi meblami, które miałam już wcześniej kupione do sypialni były vintage’owe szafki nocne oraz stara szafa o zaoblonych brzegach, pokazana w kolażu w jednym z poprzednich wpisów.

Szafki nocne, wypatrzone na pchlim targu, bardzo mi się podobały i wiedziałam, że muszą się znaleźć w nowej sypialni. Są one praktycznie nic niezniszczone – z szufladą u góry i szafką na dole. Są bardzo zgrabne w kształcie, mają nóżki nadające lekkości i piękne, retro uchwyty w ciemnozłotym kolorze. Stanowiły one bazę pod resztę wyposażenia wnętrza. Do nich zostało dobrane łóżko – na początku wahałam się pomiędzy łóżkiem z drewnianą a tapicerowaną ramą, ale ostatecznie jedna i druga odpadły – nie mogłam znaleźć drewnianej pasującego do koloru szafek nocnych, a jeśli chodzi o tapicerowaną, to bałam się użytkowania. Jestem osobą, która lubi do czytania książki w łóżku przygotować sobie małą przekąskę lub herbatę – co będzie jeśli coś wylałoby się na zagłówek? Wybrałam rozwiązanie bardziej funkcjonalne: białą ramę metalową z Ikei. Jest to bardzo prosta (i niedroga) rama, o krzyżujących się ukośnie prętach w zagłówku, która wprawdzie nie robi efektu „łał”, ale wydaje mi się, że dobrze wpisuje się w to wnętrze. Może zagłówek nie jest tak wygodny, jaki byłby zagłówek tapicerowany, ale nie przeszkadza mi to jakoś bardzo, zawsze na łóżku jest kilka poduszek, które nie pełni jedynie funkcji ozdobnej. Za to łóżko, przez swoją konstrukcję i kolor, jest lekkie, ażurowe, nieprzytłaczające, nie ma też ramy na dole, na czym mi bardziej zależało. Pomieszczenie to ma raptem nieco ponad 10m2 i nie chciałam go dodatkowo pomniejszać masywnym łóżkiem, które i tak zajmuje większość powierzchni. Z pozostałych, niezbędnych w sypialni mebli, oczywiście znajduje się tu szafa. Najpierw była tu, wspomniana wyżej, stara, biała szafa z lustrzanym panelem pośrodku, jednak wiedziałam, że będę ją wymieniać. Potem zagościła tu na chwilę stara szafa z innego pokoju, ale wydawała mi się zbyt ciężka i ciemna dla mojej koncepcji tego wnętrza. Poza tym miała normalnie otwierane skrzydła, a jak się okazało, plan planem, a rzeczywistość jest jak zawsze nieco inna, i w takim wypadku nie zmieściłabym już tutaj mojej wymarzonej toaletki. Dlaczego? Bo szafki nocne miały większą niż standardowa szerokość i jedyna możliwość, aby zmieściła się choćby malutka toaletka, to wtedy, gdy byłyby dosunięte do samej szafy, a co za tym idzie, szafa musiałaby mieć drzwi przesuwne zamiast otwieranych. Powstał więc nowy plan, związany z wymianą szafy. Wtedy zaczęłam się zastanawiać nad szafą robiona na wymiar, do samego sufitu, z wnętrzem zaprojektowanym i wykonanym dokładnie pod moje potrzeby i byłoby to idealne wyjście, ale…bałam się tego rozwiązania z powodu kształtu sypialni. Jedyna ściana, na której mogłam ustawić szafę jest już i tak wcięta i wstawiając masywną szafę wnękową w tym miejscu, stworzyłby się dziwny, długi tunel przy wejściu. Z tego też powodu zdecydowałam się na standardową szafę. Idealny, drewniany, bejcowany na biało model znalazłam w Ikei, i co najlepsze, podczas wizyty w tym sklepie w zupełnie innym celu, znalazłam tę właśnie szafę na dziale przecen za 50% oryginalnej ceny… Szafa jest dużo węższa niż ściana, przy której stoi, dzięki czemu obok niej zmieściła się jeszcze wysoka, wąska komoda, która wcześniej stała w salonie. Komoda jest nieco płytsza niż szafa, obie są na wysokich nóżkach i nie są wysokie do sufitu, co sprawiło, że nie wyglądają tak ciężko, jak wyglądałaby szafa wnękowa i nie przytłaczają sypialni. Niestety, musiałam przez to nieco przeorganizować moją garderobę, ale z drugiej strony mam teraz limit ubrań, wszystkie są pod ręką i zawsze mam co na siebie włożyć 😉

A tak naprawdę, reszta, czyli zimowe kurtki latem i letnie ubrania zimą, mieści się w pojemnikach pod łóżkiem.

I tak oto dochodzimy do mojego ulubionego mebla w tym pomieszczeniu czyli wymarzonej toaletki. Toaletka została zrobiona dla mnie na wymiar, zamówiłam ją przez Internet, wysyłając zapytanie o taką możliwość do firmy, która sprzedawała gotowe meble, ale żaden z nich mi do końca nie odpowiadał. Koszt nawet nie był dużo wyższy od gotowych konsol i toaletek, które sprzedawali. Podałam dokładne wymiary, materiały, z których chciałam, żeby była zrobiona i na koniec, po zastanowieniu, dodałam szuflady pod blatem, które może nieco odejmują jej elegancji, ale za to są bardzo praktyczne. Po miesiącu dostałam mebel i jestem z niego bardzo zadowolona. Toaletka jest taka, jak chciałam – na stalowy stelażu, pomalowanym na złoty kolor, bez poprzeczki z przodu, dzięki czemu można dosunąć siedzisko i, przede wszystkim, z pięknym blatem, z naturalnego marmuru. Do toaletki dokupiłam stołeczek – pufę na promocji w Homli (a właściwie kupiłam ją dużo wcześniej i już czekała na toaletkę) obitą granatowym aksamitem i na złotych, metalowych nóżkach, idealnie pasujących do konstrukcji toaletki.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o meble, które mieszczą się w mojej sypialni. Niestety, musiałam zrezygnować z fotela do czytania, bo po prostu nie ma tam już dla niego miejsca.

Przejedźmy do najlepszego, czyli dodatków. Jednym z większych, od razu rzucających się w oczy, są piękne zasłony z domieszką lnu w kolorze zgaszonego granatu, spływające na podłogę. Wiem, że nie wszystkim podoba się taka długość zasłon, ale po kilku miesiącach użytkowania, muszę stwierdzić, że to wcale nie przeszkadza, nie zbierają jakoś specjalnie kurzu z podłogi ani kociej sierści, a przy sprzątaniu po prostu je podnoszę. Za to dają efekt dużo bardziej ciepły i elegancki niż standardowa długość zasłon. Polecam! Materiał, zarówno na delikatne firanki w drobne kropki jak i na zasłony, został kupiony w Ikei i zostały one obszyte przez moja kochana babcię. Choć na początku miałam plan powiesić jasne zasłony, to jednak, kiedy zobaczyłam te, zakochałam się w nich, ich kolorze – idealnie pasującym do motywu na tapecie oraz fakturze lnu. Nie żałuje mojego wyboru. Dodatkowo, tak ciemne zasłony izolują od światła zewnętrznego, także sprawdzą się idealnie dla każdego, komu przeszkadza blask ulicznych latarni czy światło z okien sąsiadów. Innym ważnym dodatkiem jest sufitowa lampa i tu już kupiłam taką, zgodna z moim pierwotnym planem, czyli z naturalnej plecionki. Długo szukałam idealnej – jedne były za duże, drugie przepuszczały za mało światła. Ta została kupiona w którymś z marketów budowlanych, zdaje się, że w OBI. Wydaje mi się, że pasuje idealnie do tego wnętrza i świetnie komponuje się z innym dodatkiem, lekko w stylu boho, czyli makramą wiszącą naprzeciwko łózka. Makrama została kupiona w Homli. Docelowo chyba zawiśnie nad komodą, ustępując miejsca reszcie grafik, o których pisałam wcześniej. Obok makramy na razie wisi grafika z obrazem Matisse’a przywieziona ze sklepu muzealnego z NY oraz zdjęcie, które tez tu raczej nie zostanie, bo nie pasuje mi kolorystycznie do obrazu Matisse’a i innych grafik,które maja się tu znaleźć. Lusterko nad toaletką zostało kupione już dawno temu w Kiku i początkowo było w innym pomieszczeniu. Szklane pudełko stojące na toaletce jest z H&M Home, bordowy kuferek na biżuterię z Biedronki sprzed kilku lat, a marmurowy świecznik i mosiężna muszelka na drobiazgi z pchlego targu. Wydaje mi się, że wszystkie te rzeczy pasują tu idealnie. Całość sypialni została utrzymana w biało-granatowej kolorystyce, z dodatkiem drewna, plecionki i złota. Po kilku miesiącach stwierdziłam jednak, że brakuje tu jakiegoś przełamania i dodałam kilka bordowych dodatków jak kuferek, doniczki (Ikea), bordowe, aksamitne poduszki na łóżko oraz białe w bordowe kwiaty (również Ikea). Dopełnieniem kompozycji poduszkowej jest okrągła, granatowa, aksamitna poduszka z Jyska. Teraz tego typu poduszki widuję wszędzie, wydaje mi się, że będą hitem w nadchodzącym sezonie. Oprócz bordowych doniczek, na parapecie są jeszcze dwie z plecionki z pchlego targu. I tu taki mała podpowiedź dla Was – jeśli szukacie dodatków z plecionki to na pchlich targach można ich znaleźć całe mnóstwo, za to w cenach kilkukrotnie niższych niż w sklepach z nowymi rzeczami. Na razie na parapecie mam dość mizerne roślinki, jedne dopiero zasadzone z sadzonek, inne nieco obgryzione przez koty, ale mam nadzieje, że z czasem się to zmieni. Okazem, z którego jestem dumna, jest wysoka mandarynka stojąca w rogu pokoju, o moim wzroście, którą hoduje ok. 15 lat z ziarnka mandarynki! Pozostałymi dodatkami są świeczki, świeczniki i wiszące światełka. Część pochodzi z sieciówek (świece zapachowe, girlandy z lampkami-gwizdkami) i tu nie ma się co rozwodzić, mosiężne świeczniki na wysokie świece z pchlego targu (kolejna podpowiedź – na pchlich targach można znaleźć mnóstwo ciekawych przedmiotów z mosiądzu) oraz piękna, krakowska kamienica – latarenka z jarmarku świątecznego w Krakowie.

I to chyba wszystko, jeśli chodzi o stan dzisiejszy sypialni. Jak zapowiedziałam na początku, z pewnością będzie ona się jeszcze zmieniać z czasem. Trochę obawiałam się publikacji tego wpisu, mam nadzieję, że metamorfoza Wam się spodoba 🙂 W kolejnych wpisach mam zamiar przedstawić Wam efekty metamorfoz kuchni i przedpokoju a także może nieco pokazać, jak wygląda mój salon, który przy okazji tych remontów, też przeszedł mały lifting.

Do następnego!

Zapraszam do podejrzenia poprzednich wpisów o planach aranżacyjnych a już niedługo nowa odsłona przedpokoju:
Plany aranżacyjne sypialni
Plany na aranżację przedpokoju
Plany aranżacyjne do kuchni

Czytaj dalej...
Kolor roku 2019

Kolor roku 2019

Kolor roku 2019 według Instytutu Pantone został wybrany już jakiś czas temu, jednak potrzebowałam dłuższej chwili, aby się z nim oswoić i wyrobić zdanie na jego temat, zwłaszcza w kontekście wnętrz. Mimo, iż ja sama stawiałam bardziej na któryś z kolorów ziemi jako kolor roku 2019 (np. terakotę – jako pragnienie powrotu do zbliżającego do natury stylu życia), po przeczytaniu opisu argumentacji użytej przez Instytut, wybór tego własnie koloru wydaje mi się teraz jak najbardziej właściwy.

homedesign.marthastewart.com
PANTONE 16-1546 Living Coral

Jak podaje Insytut Pantone, Wibrujący, a jednocześnie łagodny PANTONE 16-1546 Living Coral daje nam ciepło, aby zapewnić komfort w naszym stale zmieniającym się otoczeniu. W odpowiedzi na atak technologii cyfrowej i mediów społecznościowych coraz częściej pragniemy celebrować codzienne życie, poszukujemy autentycznych i wciągających doświadczeń. (…) Żywy koral PANTONE 16-1546 uosabia to nasze pragnienie ekspresji.
Ponadto, living coral (nie bez powodu) kojarzy nam się z rafami koralowymi, które mogą zniknąć bezpowrotnie przez bezmyślne zachowanie ludzi. Ma nam przypomnieć, że powinniśmy bardziej zadbać o nasz dom – naszą planetę, jeśli chcemy dalej korzystać z jej dóbr.

Czy żywy koral nadaje się do wnętrz?
Jak najbardziej! Na początku wydawało mi się, że będzie to bardzo trudne, że kolor ten jest jednak zbyt intensywny. Ale zmieniłam zdanie, kiedy porównałam go sobie z kolorami wybranymi w zeszłych latach – intensywnym fiolecie i mocnej zieleni.

sightunseen.com

Koralowy to ciekawy kolor – ni to pomarańczowy, ni czerwony, ni różowy… To jakby nieco bardziej żywa ale i jaśniejsza wersja terakoty. Dlatego też będzie się dobrze komponował właśnie z tymi odcieniami, z którymi dobrze wygląda terakota – czyli wszystkimi kolorami ziemi – i jest to chyba moje ulubione połączenie koralu z innymi kolorami. Koral równie dobrze będzie korespondował z innymi żywymi i jasnymi kolorami o podobnym nasyceniu – na przykład z zielenią, żółcią, czerwienią czy różem. Przy wyborze takiego zestawienia uważałabym jednak z ilością kolorów we wnętrzu i wielkością powierzchni ich zastosowania – zamiast dużych plam intensywnych kolorów, bezpieczniej będzie postawić na neutralną, na przykład białą, bazę oraz kilka drobnych akcentów kolorowych.

Kilka zestawów kolorystycznych z koralowym w roli głównej przygotował również Insytut Pantone. Niektóre z nich są bardziej zachowawcze, inne bardziej odważne. Zobaczcie sami:

Pantone
Pantone
Pantone
Pantone

Mi najbardziej podoba się ten:

Pantone

…i myślę, że ta paleta barw jest stosunkowo najłatwiejsza do wprowadzenia do wnętrz (ale również do innych dziedzin szeroko pojmowanej sztuki, na którą kolor roku także ma przecież wpływ).

Oczywiście, jak to zwykle jest, kolor można wprowadzać do wnętrz na różne sposoby – jeśli nie jesteśmy go pewni – w łatwo wymienialnych dodatkach (tekstylia, meble wolnostojące), a jeśli tu nam się sprawdzi, to możemy spróbować na trudniej wymienialnych elementach jak kolor ścian (choć wydaje mi się, że dzisiaj równie łatwo go zmienić co np. zasłonę) czy kolor płytek (czy mebli w zabudowie).

goodhomesmagazine.com

Ja stawiałabym na użycie koralowego w akcentach – np. jako dopełnienie ciepłej palety barw we wnętrzu i tym samym nadanie mu więcej życia lub jako wzorek na tapecie czy zasłonie. Podobają mi się również akcenty jednokolorowe jak mały stolik czy drzwi ożywiające całe wnętrze. Wydaje mi się, że mimo iż living coral to dość intensywny kolor, to jednak łatwiej go połączyć i wprowadzić do wnętrza niż zeszłoroczny fiolet, który jednak chyba się nie przyjął.

Poniżej przedstawiam kilka według mnie udanych połączeń we wnętrzach, gdzie występuje kolor koralowy w większej lub mniejszej formie oraz propozycje przedmiotów w tym kolorze i pasujących połączeń z innymi elementami. Zmiana dodatków to świetna opcja, jeśli chcemy szybko i niedużym kosztem odmienić nasze wnętrze i zależnie od ich połączenia, możemy uzyskać całkiem iny klimat. Zobaczcie przygotowane przeze mnie propozycje:

Bezpiecznie z czernią i bielą:
Dla entuzjastów bardzo kolorowych (koralowych?) wnętrz:
Jako przełamanie naturalnych barw:
Plamy kolorów w neutralnym wnętrzu nadające mu życia:
Rajska wyspa, dżungla i koral…
Koral w romantycznym i kwiatowym wnętrzu:
W modnym ostatnio wnętrzu w stylu vintage glamour:
Koral z kolorami ziemi i dodatkami przywołującymi na myśl safari:

Jak Podoba Wam się kolor roku 2019? Czy spodziewaliście się takiego wyboru? Jeśli tak – napiszcie dlaczego, jeśli nie – dajcie znać, na jaki kolor Wy stawialiście. Jestem bardzo ciekawa Waszych przemyśleń na ten temat.
Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia! Do następnego! ;*

Poniżej linki do wpisów o poprzednich kolorach roku według Insytutu Pantone:
Kolor roku 2018 i jak wprowadzić go do wnętrz
Kolor roku 2017 i jak wprowadzić go do wnętrz

Czytaj dalej...
Styl wabi-sabi – bunt wobec doskonałości

Styl wabi-sabi – bunt wobec doskonałości

W dzisiejszym wpisie poruszony zostanie temat stylu czy raczej idei wabi-sabi. O pojawieniu się stylu wabi-sabi we wnętrzach mogliście co nieco poczytać tutaj, natomiast dzisiaj z powodu rosnącej jego popularności temat ten zostanie rozwinięty. Zapraszam Was do lektury świetnie przygotowanego i wyczerpującego temat tekstu autorstwa Oli – redaktorki bloga Fixly i miłośniczki aranżacji wnętrz.

Trendy aranżacyjne są płynne i dość szybko się zmieniają, dlatego projektując salon albo cały dom, często zastanawiamy się, w jaki sposób połączyć ponadczasową estetykę z obowiązującą modą. Ciekawym spojrzeniem na kwestię urządzania może być więc styl wabi-sabi, który choć w skrajnym rozumieniu może przyprawiać o dreszcze, w rzeczywistości jest wołaniem naturalności i autentyczności.

Krótka historia wabi-sabi

Wabi- sabi wywodzi się buddyjskiej nauki sanboin, którą charakteryzują trzy główne wyznaczniki: samotność, surowość i przemijalność. To właśnie sprawiło, że początkowo filozofia nie miała pozytywnego wydźwięku, a wszystko zaczęło się zmieniać w XIV w. naszej ery. Dziś wabi i sabi mają zupełnie inne znaczenia niż kiedyś i jest to odpowiednio rustykalna prostota i świeżość oraz piękno starego przedmiotu. Wabi-sabi kojarzy się więc z minimalizmem, który dla Japończyków jest świadomym wyborem w każdym aspekcie życia i jest nierozerwalnie związany z buddyzmem Zen. W wabi-sabi liczy się przede wszystkim odbieranie rzeczy takimi, jakie są.

Niedokończone, zniszczone i stare – piękno według wabi-sabi

Ogrom stylistyk, a szczególnie tych doskonałych, od tzw. “linijki”, gdzie wszystko ma swoje miejsce i jest dokładnie przemyślane, coraz częściej wywołuje u nas wrażenie braku autentyczności i sztuczności. Nic więc dziwnego, że wraz z pojawieniem się trendu rodem z Dalekiego Wschodu, wielu z nas poczuło ulgę i inspirację do urządzenia wg własnych zasad.

Styl wabi-sabi , który tak mocno podbił świat aranżacji wnętrz, polega na dostrzeganiu piękna w niedoskonałości, starych przedmiotach użytkowych oraz naturalności. Lekko pożółkłe i odklejające się tapety, zniszczony fotel, odpadający tynk, niedokończona ściana lub betonowa podłoga – to właśnie motyw przewodni nowego trendu. Celem jest podkreślenie autentyczności, upływu czasu oraz zmian, jakie zachodzą w naszych domach.

Wabi-sabi może budzić skrajne uczucia. Z jednej strony doceniamy jego naturalne podejście do kwestii aranżacji wnętrz, zaś z drugiej – niektóre zdjęcia katalogowe mogą się wydać przesadą, która namawia do celowego niszczenia domu. Jednak zawsze należy pamiętać o tym, że style aranżacyjne mają charakter poglądowy, dlatego ich zadaniem jest inspirowanie do tworzenia ciekawych koncepcji, jakie wyrażą nasze przekonania, nie zaś kopiowania w formie 1 do 1. Styl wabi-sabi nie wymusza więc od nas zrywania tynku, ale uczy nowego spojrzenia na rzeczy stare, które zwykle wyrzucamy z powodu odpryśniętej farby lub zarysowań. Kwintesencją tego nurtu jest więc szacunek do starych rzeczy, posiadających własną, bogatą historię, aniżeli bezmyślne kupowanie nowych.

Oprócz formy, wabi-sabi jest również pewnego rodzaju protestem wobec priorytetów i przekonań dzisiejszego świata, w którym wszystko wydaje się być doskonałe i pozbawione skaz, zaś największą wartość mają wyłącznie rzeczy nowe. Niedoskonałości, obecne zarówno w przedmiotach użytkowych, jak również w naszym życiu, według japońskiej filozofii są piękne, bo autentyczne.

Styl wabi-sabi w praktyce, czyli o materiałach, fakturach i kolorach

Skoro już wiemy, na czym właściwie opiera się styl wabi-sabi, warto podkreślić znaczenie kolorów, faktur oraz materiałów we wnętrzach. W nowym trendzie przeważa natura, dlatego opiera się na produktach, które niegdyś (z powodu słabo rozwiniętej technologii przemysłowej) towarzyszyły ludziom na każdym kroku i były niezwykle cenione ze względu na swoją wytrzymałość oraz jakość wykonania.

Materiały, które idealnie wpisują się w wabi-sabi to przede wszystkim lniane obrusy i zasłony, dziergane tkaniny, wełniane koce i bawełniane dodatki. Warto również pamiętać o rzeczach wykonanych ręcznie, czyli np. plecionych dywanach i chodniczkach. Co istotne, ich stan wizualny nie jest najważniejszy, dlatego delikatne przetarcia oraz zniszczenia, dodatkowo potęgują charakter wnętrza stworzonego w stylu japońskiej sztuki. Dla tych, którzy chcą urządzić mieszkanie wg zasad wabi-sabi z pewnością okażą się pomocne popularne second handy, czyli sklepy z odzieżą używaną lub komisy, gdzie bardzo często można znaleźć dodatki aranżacyjne i użytkowe.

Do faktur, które obowiązują we wnętrzach wabi-sabi z pewnością można zaliczyć chropowate i nieregularne w dotyku powierzchnie. Idealna gładkość, która odbija światło tworząc wrażenie nowości i dobrego stanu, może zakłócić charakter wnętrza z elementami vintage. Ceglane ściany, porowaty beton architektoniczny, drewno oraz kamień są nie tylko aranżacyjnym hitem ze względu na swoje cechy wizualne, ale pojawiają się również w przypadku aranżacji industrialnych lub rustykalnych, które zajmują wysokie miejsce na liście najchętniej stosowanej stylistyki wnętrzarskiej. Nieregularne powierzchnie odbijają promienie słoneczne w różnych stopniach intensywności, dlatego dodatkowo tworzą ciekawy efekt gry świateł i cieni, który nadaje pomieszczeniu specyficznego klimatu.

Kolory we wnętrzach to przede wszystkim barwy stonowane, tj. szary, pudrowy róż, przetarty błękit, brąz i beż. Istotne są również odcienie naturalne, czyli np. niemalowanego drewna oraz naznaczone upływem czasu, np. brudna zieleń. Chcąc urządzić mieszkanie w stylu wabi-sabi powinniśmy unikać jaskrawych i czystych kolorów na rzecz lekko zmatowiałych i niejednolitych.

Aranżacja w stylu wabi-sabi

Oprócz tkanin, faktur i kolorów, równie istotne są dodatki, które nadadzą całości odpowiedniego klimatu:

● ceramika – chcąc urządzić dom w stylu wabi-sabi warto postawić na starą, ręcznie malowaną ceramikę. Wazony, nawet lekko popękane lub uszczerbione, podkreślą charakter wnętrza i nadadzą mu niepowtarzalnego klimatu przywołującego na myśl upływ czasu;

● stare meble – choć kojarzą się z wysoką jakością, ręczną robotą oraz dokładnością, wciąż są traktowane jako rzeczy nadające się wyłącznie do wyrzucenia. Jeśli nie posiadamy wiekowego krzesła lub stołu, na którym wyraźnie widać znak czasu, warto regularnie odwiedzać komis i zwracać uwagę na lokalne wystawki w poszukiwaniu np. starych taboretów lub fotela bujanego;

● żywe rośliny – wrażenia naturalności dodadzą również zielone rośliny doniczkowe, a szczególnie zioła, które są nie tylko bardzo dekoracyjne, ale również praktyczne podczas przygotowywania posiłków. Użyteczność, wg japońskiego spojrzenia na aranżację, jest na pierwszym miejscu, dlatego urządzając dom, warto kierować się ich przeznaczeniem.

Jeśli wabi-sabi jest stylem, który odpowiada naszym przekonaniom i chcemy zastosować go u siebie, warto pamiętać, aby urządzić mieszkanie zgodne nie z estetyką katalogową, ale ideologią naturalności i własnymi przekonaniami. Mieszkanie musi być funkcjonalne, dlatego zbyt dosłowne odczytywanie intencji japońskiego stylu, może dość szybko nas rozczarować.

W wabi-sabi nie chodzi o to, aby dom zamienić na ruinę, ale nauczyć się, że rzeczy i gadżety jakie posiadamy, nie definiują tego, kim jesteśmy. Jeśli aranżujemy wnętrze w sprzeczności ze swoimi odczuciami, wówczas złamiemy pierwszą i podstawową zasadę, czyli autentyczność.

Co Wy sądzicie o wabi-sabi? Czy przekonuje Was ta idea i wprowadzilibyście ją do Waszych wnętrz? A może wcielacie ją już od dawna?

Czytaj dalej...